WAŻNE
TERAZ

Najważniejsza deklaracja Trumpa? "Nie będę używał siły, tylko proszę"

odkrycie (strona 11 z 31)

WIDEO

Wnętrze kaszalota skrywało skarb. Ekspert o swoim odkryciu wartym 2 mln zł

W czerwcu na plaży Nogales na Wyspach Kanaryjskich odnaleziono truchło kaszalota o wadze 15 ton i 13 metrach długości. Eksperci ustalili przyczynę śmierci zwierzęcia, które niespodziewanie pojawiło się u wybrzeży wyspy La Palma. Na pomoc zostali wezwani specjaliści z Uniwersytetu w Las Palmas. Antonio Fernández Rodríguez, dyrektor Instytutu Zdrowia Zwierząt i Bezpieczeństwa Żywności, przeprowadził sekcję zwłok truchła i przedstawił najnowsze wyniki badań. Przyczyną śmierci kaszalota był 50-centymetrowy kamień zalegający w jelicie. Doprowadził on do zatorów i rozerwania jelita zwierzęcia. Rodríguez ustalił, że kaszalot żył w momencie wpłynięcia na płytkie wody archipelagu Wysp Kanaryjskich. - To zwierzę przypłynęło, aby umrzeć na plaży, z pewnością wpłynęło do małej zatoki plaży Nogales jeszcze żywe – powiedział w rozmowie z AP Antonio Fernández Rodríguez. - Kiedy przeprowadziłem sekcję i usunąłem kamień, odwróciłem się i wszyscy na plaży spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. W tym momencie zrozumiałem, skąd pochodziła infekcja – dodał ekspert. Kamień jest dużą bryłą zbitej i cennej ambry, rzadkiej substancji nazywanej także "płynnym złotem", która jest niezwykle ceniona w perfumiarstwie. To naturalna wydzielina z przewodu pokarmowego kaszalota. Ambra jest składnikiem luksusowych kompozycji zapachowych. Znaleziona w ciele kaszalota bryła o wadze 9,5 kg może osiągnąć na rynku wartość 500 tysięcy euro, tj. ok. 2,2 mln zł. Fernandez w rozmowie z agencją AP przyznał, że chciałby, aby ambra została sprzedana, a pieniądze przekazane na pomoc potrzebującym lub wsparcie ofiar wulkanu La Palma, który siał spustoszenie na wyspie w 2021 roku. Według naukowca odkrycie ambry to wyjątkowy przypadek, który "tylko raz w życiu może przytrafić się profesjonaliście". - Czyją własnością jest ta ambra? To własność tego kaszalota – podsumował ekspert.
Szukają Bursztynowej Komnaty. Sprawdziliśmy, co nowego odkryli w Mamerkach
WIDEO

Szukają Bursztynowej Komnaty. Sprawdziliśmy, co nowego odkryli w Mamerkach

Mamerki na Mazurach skrywają wiele tajemnic. Dawna kwatera niemieckich Wojsk Lądowych z czasów II wojny światowej od lat wzbudza wielkie zainteresowanie historyków i poszukiwaczy skarbów. Wszystko przez teorię, która głosi, że gdzieś pod bunkrami może być ukryta skrzynia z fragmentami Bursztynowej Komnaty lub wejście do niej. Do tego na początku czerwca członkowie stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego Jaćwież przypadkiem odkryli tajemnicze torowisko i elementy wagonu. Gabriel Bielecki, dziennikarz Wirtualnej Polski, pojechał do Mamerek sprawdzić najnowsze znalezisko, a przy okazji był obecny przy pracach wykopaliskowych. Okazało się, że pod ziemią znajdowały się kolejne ciekawe artefakty. M.in. niemiecka porcelana ze swastykami z 1941 roku czy rzadkie butelki po alkoholu i perfumach. Odkopano także wcześniej odkryty fragment tajemniczego torowiska, o którym nikt dotąd nie wiedział. Jak poinformował dyrektor muzeum w Mamerkach, jest to "początek torowiska", który prawdopodobnie prowadzi do "kompleksu bunkrów". - Zagadką pozostaje to, dlaczego to jest zakopane. Wiemy, że znajdujemy się na początku tego torowiska. Tutaj jest start. W głąb lasu prowadzą zasypane szyny, więc w następnych etapach będziemy starali się określić, jak daleko one prowadzą - zdradził w rozmowie z WP Bartłomiej Plebańczyk. Na ten moment prace wstrzymano, ponieważ reszta terenu jest trudno dostępna do prac wykopaliskowych. Muzeum w Mamerkach wystąpiło do leśnictwa i konserwatora zabytków z prośbą o zgodę na prowadzenie dalszych prac. Poszukiwacze nie tracą nadziei na odnalezienie śladów po Bursztynowej Komnacie. Zdaniem Plebańczyka w Mamerkach wciąż nie odkryto wszystkiego, a determinacja poszukiwaczy ze stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego Jaćwież jest na tyle duża, że plany zakładają poszukiwania przez kolejne lata. - Każdego roku wykrywacze metali i urządzenia do szukania w ziemi są coraz bardziej dostępne dla takich zwykłych ludzi, jak my. Wciąż jest szansa, że lepsze urządzenie będzie potrafiło znaleźć skrzynię, może nawet z Bursztynową Komnatą - zapewnił Plebańczyk.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Szukali skarbu niedaleko zamku w Janowcu. Niebywałe, co znaleźli
WIDEO

Szukali skarbu niedaleko zamku w Janowcu. Niebywałe, co znaleźli

Poszukiwacze skarbów znów dali o sobie znać. Grupa badaczy z Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym w ostatnim czasie eksplorowała tereny wokół zamku w Janowcu nad Wisłą na Lubelszczyźnie. Podczas przeprowadzania prac archeologicznych przy wykorzystaniu wykrywaczy metali odnaleziono aż 64 przedmioty, które po wstępnej weryfikacji przydzielono do kategorii tzw. "zabytków wydzielonych". Lubelski Konserwator Zabytków udostępnił zdjęcia najciekawszych z nich. Najwięcej wykopano z ziemi monet z okresu XVII wieku. "Najliczniejszą kategorię znalezisk stanowią monety – pozyskano ich łącznie 33 egzemplarze. Najstarsze monety reprezentują 3 szelągi Zygmunta III Wazy (1587–1632). Najliczniej reprezentowane są szelągi Jana Kazimierza (1648–1668) – 13 egzemplarzy. Grupę monet wybitych w XVII w. reprezentują również: szeląg Gustawa II Adolfa (1611-1632), 2 szelągi ryskie Krystyny Wazy (1632–1654), szeląg ryski Karola X Gustawa (1654–1660), 2 szelągi Jerzego Wilhelma (1619–1640)" - poinformował Lubelski Konserwator Zabytków. Zabytki wkrótce trafią do inicjatora badań, Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym. Co ciekawe, znaleziono też monety okupacyjne czy żelazną pobocznicę z fragmentem wędzidła, a także kule ołowiane. "Ciekawym znaleziskiem są też cztery, znalezione w jednym miejscu, XX-wieczne niemieckie monety okupacyjne: 5 reichspfennig z datą 1940, 10 reichspfennig, data nieczytelna, 1 reichspfennig, data nieczytelna, 1 reichspfennig z datą 1942. Pozyskane w trakcie badań znaleziska wpisują się doskonale w okres użytkowania tego terenu znany ze źródeł historycznych oraz wyników dotychczasowych badań archeologicznych" - dodano.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
WIDEO

Przełom na Antarktydzie. Badacze zajrzeli pod lodowiec Thwaites

Od kilku dekad naukowcy badają błyskawicznie topniejący na Antarktydzie lodowiec Thwaites, nazywany "lodowcem zagłady". Do tej pory nie było mapy tego, co znajduje się pod jego powierzchnią. Badacze z British Antarctic Survey (BAS) zarejestrowali pola magnetyczne i grawitacyjne wokół lodowca, aby lepiej zrozumieć jego geologię. Po długich miesiącach udało im się stworzyć mapę pokazującą, co kryje pod grubą warstwą lodu Thwaites. Według naukowców BAS punkt, w którym lodowiec styka się z dnem morskim, cofnął się o 14 km od końca 1990 r. Tym samym ich wniosek mówi, że jeśli pokrywa lodowa będzie nadal topnieć, może to podnieść globalny poziom mórz o ponad pół metra w ciągu kilku stuleci. 1/5 gruntu pod lodowcem to skały osadowe, reszta to granit i inne skały. Agencja AP udostępniła nagranie z badań dr Toma Jordana, który wyjaśnił na czym polegało mapowanie tego lodowca z lotu ptaka. - Za pomocą radaru możemy mapować wzgórza, doliny i góry. My wykazaliśmy, że w dolnym biegu rzeki brakuje osadów. Ok. 100 km w górę rzeki znajduje się bardzo duży basen sedymentacyjny, który ma do 170 km długości. Jest więcej takich basenów - mówił dr Jordan. Raport z mapowania został opublikowany w czasopiśmie "Science Advances". Przełomowy moment zapoczątkowany przez naukowców BAS pozwoli innym badaczom na jeszcze dokładniejsze zbadanie tajemnic lodowca Thwaites i tego, co skrywa pod grubą warstwą lodu.
Tajemniczy budulec piramid w Egipcie. Specjaliści podzieleni
WIDEO

Tajemniczy budulec piramid w Egipcie. Specjaliści podzieleni

Powstałe wiele wieków przed naszą erą piramidy w Egipcie wciąż wzbudzają wiele zainteresowania wśród badaczy. Cały artykuł przeczytasz na portalu wielkahistoria.pl. Do dziś nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób te monumentalne budowle zostały wykonane. Choć dominuje teoria o wykorzystywaniu wielkich ramp oraz drewnianych żurawi, za pomocą których ustawiano kamienne bloki, to z czasem pojawiła się inna hipoteza, mówiąca o tym, że piramidy zbudowano ze specjalnego betonu, wlewanego do drewnianych szalunków na miejscu budowy. Teza ta pierwszy raz wypłynęła w latach 70. XX wieku, kiedy Joseph Davidovits, który był chemikiem, wykonał analizę próbek pobranych z piramidy. Według wyników ta zbudowana została z betonu, który składał się głównie z wapienia oraz ziemi okrzemkowej, gliny, węglanu sodu i wapna. Nikomu jednak nie udało się znaleźć potwierdzenia dla takich wyników, stąd uznano, że naukowiec przebadał prawdopodobnie grudki kamienia albo zaprawy. Jednak teoria tajemniczego betonu powróciła na początku XXI wieku, kiedy fizyk Guy Demortier podważył możliwość postawienia olbrzymiej piramidy z bloków skalnych w zaledwie trzy dekady. Jego zdaniem to przeczyło prawom fizyki. On także wykonał analizę próbki pobranej z piramidy, jednak wykorzystał do tego celu bardziej zaawansowaną technikę, a dokładnie specjalistyczne prześwietlenia rentgenowskie oraz spektroskopię magnetyczną. Badanie potwierdziło, że głównym budulcem był wapień, jednak jego skład różnił się od tego, który można było znaleźć w pobliżu piramidy. Mimo trudnych do podważenia wyników, archeolodzy oraz egiptolodzy sceptycznie podeszli do tej teorii. Swoje podejście tłumaczyli szerszą wiedzą z zakresu kultury starożytnego Egiptu oraz wykorzystywanej wówczas technologii. Szymon Zdziebłowski autor książki “Wielka piramida. Tajemnice cudu starożytności” stwierdził, że fizyk na pewno miał dobre intencje, a wyniki badań są autentyczne, jednak nie wiadomo, skąd dokładnie pobrana została próbka. Bardzo możliwe, że fizyk nieświadomie wziął ją nie z bloku skalnego, a z zaprawy, co sprawiło, że teoria o tajemniczym betonie powróciła.
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz