odkrycie (strona 11 z 32)

Wykrywacz metali zwariował. Niezwykłe odkrycie skarbu z V wieku
WIDEO

Wykrywacz metali zwariował. Niezwykłe odkrycie skarbu z V wieku

Wystarczyło za namową lekarza wstać z kanapy i pospacerować, by dokonać historycznego dla Norwegii odkrycia. 52-letni Erlend Bore kupił wykrywacz metali w ramach nowego hobby i nie przypuszczał, że tak szybko znajdzie coś pod ziemią. Niespodziewanie jego urządzenie zaczęło szaleć, gdy eksplorował polanę w miejscowości Rennesøy w południowo-zachodniej Norwegii. Pod ziemią leżał prawdziwy złoty skarb, o którym Bore natychmiast powiadomił odpowiednie służby. Początkowo mężczyzna myślał, że natknął się na zawinięte w złotka czekoladowe monety. Tymczasem odkrytą przez niego złotą biżuterię sprzed 1,5 tys. lat okrzyknięto "norweskim skarbem stulecia". Bezcenne znalezisko składa się z dziewięciu złotych wisiorków przypominających monety z nieznanymi dotąd symbolami koni, a także dziesięciu złotych koralików i trzech złotych pierścionków. - Dziewięć przylistków i złote koraliki tworzą bardzo ostentacyjną biżuterię na szyję. Biżuteria została wykonana przez wykwalifikowanych złotników i była noszona przez najpotężniejszych członków ówczesnego społeczeństwa. Bardzo rzadko można znaleźć tak wiele przylistków razem. Podobnych znalezisk nie dokonano w Norwegii od XIX wieku. Jest to również bardzo nietypowe znalezisko w kontekście skandynawskim - przekazał profesor Håkon Reiersen z Muzeum Archeologicznego przy Uniwersytecie w Stavanger. Złote monety z wczesnego średniowiecza zawierają symbole poświęcone Odynowi znanemu z mitologii nordyckiej. Jak podali przedstawiciele Uniwersytetu w Stavanger, którzy opublikowali zdjęcia z odkrycia, każde znalezisko sprzed 1537 roku jest automatycznie własnością państwa i zgodnie z prawem musi zostać niezwłocznie przekazane.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Zaskakujące odkrycie na Lubelszczyźnie. Tysiące średniowiecznych skarbów pod ziemią
WIDEO

Zaskakujące odkrycie na Lubelszczyźnie. Tysiące średniowiecznych skarbów pod ziemią

Wczesnośredniowieczny kompleks osadniczy w Czermnie na Lubelszczyźnie od dekad skrywa wiele tajemnic. Od roku badacze z Instytutu Archeologii UMCS w Lublinie przeprowadzili serię wykopalisk, dając nadzieję na rozwiązanie zagadki sprzed wieków. Lubelski Wojewódzki Konserwator Zabytków udostępnił zdjęcia, na których widać fragmenty jamy gospodarczej, gdzie na przełomie X - XIII wieku miejscowa ludność trzymała żywność. Do tego znaleziono też dziesiątki fragmentów ceramiki, średniowiecznych naczyń czy fragmentów biżuterii, takich jak metalowe krzyżyki lub szklane ozdoby. Jak informują lubelscy archeolodzy, w ramach naukowego projektu łącznie odnaleziono aż 40 tys. zabytków, których dokładna analiza pomoże ustalić historię tego miejsca. "Z tak niedużej powierzchni wykopów pozyskano ogromną ilość materiału zabytkowego tj. około 20 tys. artefaktów (łącznie w ramach projektu ok. 40 tys.). Głównie była to ceramika naczyniowa, ale także odnaleziono fragmenty bransolet szklanych, plomby drohiczyńskie, przęśliki tkackie, półprodukty rogowe wykonane z kości zwierzęcych łyżwy, oprawki kościane czy też metalowy krzyżyk" - napisano w oświadczeniu. To jednak nie koniec prac archeologicznych w Czermnie. Według informacji udzielonych przez dr Tomasza Dzieńkowskiego, wyniki badań georadarowych wykonanych w poprzednim sezonie stwarzają szansę na znalezienie pod ziemią m.in. reliktów zabudowy o układzie rzędowym.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Skuli ściany podczas remontu. Niezwykłe odkrycie w kamienicy w Warszawie
WIDEO

Skuli ściany podczas remontu. Niezwykłe odkrycie w kamienicy w Warszawie

Przypadkiem odkryli kawał wielkiej historii. W trakcie remontu mieszkania komunalnego na ul. Kanonia 10/12/14 w centrum Warszawy pracownicy natrafili na starą cegłę. Okazało się, że pochodzi ona z czasów średniowiecza. Do odkrycia doszło w momencie skucia obecnej ściany. Gdy tylko robotnicy zauważyli z czym mają do czynienia, natychmiast wezwano właściwe służby, by zbadać znalezisko. Zdjęcia odkrycia udostępnił Stołeczny Konserwator Zabytków. - Zlecone przez nas badania potwierdziły, że fragmenty średniowiecznych ścian wewnętrznych w kamienicy przy ul. Kanonia 10/12/14 są oryginalne - poinformował w RMF.FM stołeczny konserwator zabytków, Michał Krasucki. Co więcej, niemal wszystkie cegły to tzw. palcówki pochodzące z epoki średniowiecza, które murowane były na jednolitej zaprawie piaskowo-wapiennej. "W jednym z pomieszczeń mieszkania komunalnego, na wysokości ok. 2,1 m znajduje się nieotynkowany dekoracyjny element, rodzaj ceglanego fryzu. To jednak nie wszystko. Średniowiecznych detali na ul. Kanonia jest zdecydowanie więcej. Wykonane przez mgr inż. arch. Piotra Kordka odkrywki potwierdziły, że fryz jest historycznym elementem budowlanym, zachowanym i pozostawionym w miejscu podczas powojennej odbudowy. Oryginalna jest jego dolna warstwa z pionowo ustawionych główek (tzw. rolka), która została wspornikowo wmurowana w mur" - dodano w oświadczeniu.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
WIDEO

Wnętrze kaszalota skrywało skarb. Ekspert o swoim odkryciu wartym 2 mln zł

W czerwcu na plaży Nogales na Wyspach Kanaryjskich odnaleziono truchło kaszalota o wadze 15 ton i 13 metrach długości. Eksperci ustalili przyczynę śmierci zwierzęcia, które niespodziewanie pojawiło się u wybrzeży wyspy La Palma. Na pomoc zostali wezwani specjaliści z Uniwersytetu w Las Palmas. Antonio Fernández Rodríguez, dyrektor Instytutu Zdrowia Zwierząt i Bezpieczeństwa Żywności, przeprowadził sekcję zwłok truchła i przedstawił najnowsze wyniki badań. Przyczyną śmierci kaszalota był 50-centymetrowy kamień zalegający w jelicie. Doprowadził on do zatorów i rozerwania jelita zwierzęcia. Rodríguez ustalił, że kaszalot żył w momencie wpłynięcia na płytkie wody archipelagu Wysp Kanaryjskich. - To zwierzę przypłynęło, aby umrzeć na plaży, z pewnością wpłynęło do małej zatoki plaży Nogales jeszcze żywe – powiedział w rozmowie z AP Antonio Fernández Rodríguez. - Kiedy przeprowadziłem sekcję i usunąłem kamień, odwróciłem się i wszyscy na plaży spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. W tym momencie zrozumiałem, skąd pochodziła infekcja – dodał ekspert. Kamień jest dużą bryłą zbitej i cennej ambry, rzadkiej substancji nazywanej także "płynnym złotem", która jest niezwykle ceniona w perfumiarstwie. To naturalna wydzielina z przewodu pokarmowego kaszalota. Ambra jest składnikiem luksusowych kompozycji zapachowych. Znaleziona w ciele kaszalota bryła o wadze 9,5 kg może osiągnąć na rynku wartość 500 tysięcy euro, tj. ok. 2,2 mln zł. Fernandez w rozmowie z agencją AP przyznał, że chciałby, aby ambra została sprzedana, a pieniądze przekazane na pomoc potrzebującym lub wsparcie ofiar wulkanu La Palma, który siał spustoszenie na wyspie w 2021 roku. Według naukowca odkrycie ambry to wyjątkowy przypadek, który "tylko raz w życiu może przytrafić się profesjonaliście". - Czyją własnością jest ta ambra? To własność tego kaszalota – podsumował ekspert.
Szukają Bursztynowej Komnaty. Sprawdziliśmy, co nowego odkryli w Mamerkach
WIDEO

Szukają Bursztynowej Komnaty. Sprawdziliśmy, co nowego odkryli w Mamerkach

Mamerki na Mazurach skrywają wiele tajemnic. Dawna kwatera niemieckich Wojsk Lądowych z czasów II wojny światowej od lat wzbudza wielkie zainteresowanie historyków i poszukiwaczy skarbów. Wszystko przez teorię, która głosi, że gdzieś pod bunkrami może być ukryta skrzynia z fragmentami Bursztynowej Komnaty lub wejście do niej. Do tego na początku czerwca członkowie stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego Jaćwież przypadkiem odkryli tajemnicze torowisko i elementy wagonu. Gabriel Bielecki, dziennikarz Wirtualnej Polski, pojechał do Mamerek sprawdzić najnowsze znalezisko, a przy okazji był obecny przy pracach wykopaliskowych. Okazało się, że pod ziemią znajdowały się kolejne ciekawe artefakty. M.in. niemiecka porcelana ze swastykami z 1941 roku czy rzadkie butelki po alkoholu i perfumach. Odkopano także wcześniej odkryty fragment tajemniczego torowiska, o którym nikt dotąd nie wiedział. Jak poinformował dyrektor muzeum w Mamerkach, jest to "początek torowiska", który prawdopodobnie prowadzi do "kompleksu bunkrów". - Zagadką pozostaje to, dlaczego to jest zakopane. Wiemy, że znajdujemy się na początku tego torowiska. Tutaj jest start. W głąb lasu prowadzą zasypane szyny, więc w następnych etapach będziemy starali się określić, jak daleko one prowadzą - zdradził w rozmowie z WP Bartłomiej Plebańczyk. Na ten moment prace wstrzymano, ponieważ reszta terenu jest trudno dostępna do prac wykopaliskowych. Muzeum w Mamerkach wystąpiło do leśnictwa i konserwatora zabytków z prośbą o zgodę na prowadzenie dalszych prac. Poszukiwacze nie tracą nadziei na odnalezienie śladów po Bursztynowej Komnacie. Zdaniem Plebańczyka w Mamerkach wciąż nie odkryto wszystkiego, a determinacja poszukiwaczy ze stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego Jaćwież jest na tyle duża, że plany zakładają poszukiwania przez kolejne lata. - Każdego roku wykrywacze metali i urządzenia do szukania w ziemi są coraz bardziej dostępne dla takich zwykłych ludzi, jak my. Wciąż jest szansa, że lepsze urządzenie będzie potrafiło znaleźć skrzynię, może nawet z Bursztynową Komnatą - zapewnił Plebańczyk.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki