WAŻNE
TERAZ

Trump zdecydował ws. Hiszpanii. USA zerwą całkowicie handel

medycy

Jadą tam, gdzie nikt nie chce. Polak ujawnia, jak wygląda praca medyków w Ukrainie
WIDEO

Jadą tam, gdzie nikt nie chce. Polak ujawnia, jak wygląda praca medyków w Ukrainie

Rosyjska inwazja trwa. O aktualnej sytuacji w Ukrainie rozmawialiśmy z Damianem Dudą, szefem medyków-ochotników na froncie ukraińskim. - Bywa tak, że karetki ukraińskie, które są na miejscu, nie wyjeżdżają w mieście do przypadków osób rannych, bo nie są przystosowane do działania w strefie wojny. Tam jedziemy my - medycy taktyczni, osoby obyte ze środkami bojowymi - tłumaczył w programie "Newsroom WP". Medyk opowiedział o kulisach pracy podczas rosyjskich ataków na ukraińskie miasta. - My walczymy o czas, aby ranni mogli trafić w ręce specjalistów. Niestety, nie jesteśmy w stanie w polu wykonać skomplikowanego zabiegu - wskazał Duda, zaznaczając, że jeden z poszkodowanych, któremu pomogli jego ludzie, stracił nogi na polu bitwy. - Na froncie mamy do czynienia z wywróceniem procedur medycznych (…), to jest inny świat. Wokół nas są środki bojowe, za plecami jest przeciwnik, żołnierze - mówił medyk. Zapytaliśmy go też, dlaczego zdecydował się na wyjazd do Ukrainy. - Ja i moi ludzie nie jesteśmy medykami z wykształcenia, nas wykształciła wojna. Widzieliśmy doły śmierci w Buczy, widzieliśmy, jak wygląda rosyjski mir. Podjęliśmy decyzję, że chcemy maksymalnie pomóc. Traktujemy się jako przedstawiciele wolnego świata, to jest nasz sprzeciw wobec tego, co się dzieje - podkreślił Damian Duda.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Radosław Opas Radosław Opas
Lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni w Ukrainie. Cisi bohaterowie wojny z Rosją
WIDEO

Lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni w Ukrainie. Cisi bohaterowie wojny z Rosją

Lekarze, ratownicy medyczni i pielęgniarki są cichymi bohaterami wojny w Ukrainie. Medycy w oblężonym Mariupolu niezmiennie od ponad 2 tygodni pracują 24 godz. na dobę, aby ratować życie rannych. Zdecydowana większość z pracujących lekarzy i ratowników w Mariupolu zdecydowała się zostać w mieście po wybuchu wojny. Nie przerywają swojej pracy nawet, gdy na ich placówki spadają bomby lub są ostrzeliwane przez rosyjską artylerię. Wielu z nich zginęło już w wyniku rosyjskich ataków. Ci, którzy przeżyli starają się radzić sobie, mimo braku opatrunków, leków oraz sprzętu, który jest niszczony. Medycy z Mariupola każdego dnia widzą, jak umierają ludzie. W dramatycznych chwilach towarzyszyły im kamery agencji Associated Press, które relacjonują wydarzenia w Ukrainie. Jedną z ofiar był zaledwie 16-letni chłopiec, który został ciężko ranny w wyniku wybuchu bomby, która spadła obok boiska przy szkole. Mimo długich starań, lekarzom nie udało się go uratować. Poinformowali ojca, że jego syn już do niego nie wróci. Reporterzy pokazują tragiczny obraz życia w Mariupolu, który jest jednym z najostrzej atakowanych miast Ukrainy. Położenie miasta, które znajduje się na wybrzeżu Morza Czarnego, pomiędzy anektowanym przez Rosjan Krymem a Samozwańczymi republikami Doniecką i Ługańską sprawiają, że jest to jeden z najważniejszych celów dla armii rosyjskiej. W mieście od początku wojny trwają walki, praktycznie codziennie spadają tu bomby. Nie są oszczędzane budynki cywilne, a także szpitale, szkoły i ośrodki kulturalne. W mieście brakuje wody i żywności, brak jest prądu i ogrzewania. Mariupol jest dzisiaj najprawdziwszym obrazem wojny i tragedii zwykłych Ukraińców.