europejska transformacja (strona 4 z 7)

Obawa o środki z UE. "Martwimy się, czy zdążymy je wydać"
24:05

Obawa o środki z UE. "Martwimy się, czy zdążymy je wydać"

Nowa perspektywa finansowa na lata 2021-2027 w ramach unijnej polityki spójności teoretycznie już funkcjonuje. W praktyce gminy wciąż czekają na pieniądze. Mają pełno pomysłów, ale coraz mniej czasu. - Martwimy się, czy nam starczy czasu na wykorzystanie środków, które do nas przyjdą z Unii Europejskiej - przyznał Zbigniew Włodkowski, burmistrz położonej na Mazurach gminy Orzysz, w rozmowie z Agnieszką Kopacz-Domańską. Podobne obawy podzielił Piotr Ryba, burmistrz Krynicy-Zdroju, choć zapewnił jednocześnie, że gmina próbuje przygotowywać się do przyszłych projektów na tyle, na ile może na tym etapie. O ile Orzysz to przede wszystkim wojsko i jeziora, o tyle Krynica-Zdrój to miejscowość turystyczno-uzdrowiskowa. Ludzie przyjeżdżają tam leczyć się i dobrze się bawić. Dzięki unijnym inwestycjom "centrum miasta jest teraz na wysokim poziomie europejskim. Mamy to, co chcieliśmy osiągnąć, czyli ludzi wracających do Krynicy-Zdroju, którzy tutaj lubią spędzać czas" - powiedział Ryba. Drugim problemem gmin o charakterze miejsko-wiejskim jest depopulacja, związana z odpływem ludności do dużych miast oraz z mniejszą liczbą narodzin. - Myślę, że wszystkie miejscowości w Polsce mają problem z odpływem młodzieży do dużych ośrodków. My natomiast nie mamy większych problemów z bezrobociem - powiedział burmistrz Orzysza. - Dzisiaj oferta wojska, pracy i płacy jest dużo lepsza niż w samorządach - chwalił obecność wojska w gminie. Jednocześnie podkreślił, że mniejsza liczba dzieci to zagrożenie dla lokalnych szkół. - Aby ratować te szkoły, daliśmy im nowe wyzwania i nowe funkcje. Jedna z wiejskich szkół otrzymała możliwość kształcenia osób niepełnosprawnych - powiedział Włodkowski. - Odpływ młodych ludzi do dużych miast jest trendem trwałym. Tak naprawdę teraz nie ma problemu, żeby ktoś w Krynicy znalazł pracę, jeśli tylko chce pracować. Branża wchłonie praktycznie każdą liczbę rąk do pracy - zauważył burmistrz Krynicy-Zdroju, podkreślając jednocześnie, że gmina stara się ten trend odwracać swoimi inwestycjami, między innymi budową nowych mieszkań komunalnych.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz

"Darowana dekada". Bez tych pieniędzy bylibyśmy daleko z tyłu

- Cały czas widać podziały pomiędzy historycznymi częściami Polski. Ci, którzy byli najubożsi na początku, dalej są najubożsi po tych 19 latach członkostwa, chociaż są znacznie bogatsi - powiedziała w rozmowie z Patrycjuszem Wyżgą Marzena Chmielewska, dyrektorka departamentu europejskiego Konfederacji Lewiatan. Jednocześnie zaznaczyła, że dzięki środkom z Funduszu Spójności wszystkie regiony cały czas nadrabiają do średniej unijnej, a do tych biedniejszych obszarów płynie szerszy strumień pieniędzy. - Wszystkie regiony polskie mają 50 procent PKB w stosunku do średniej unijnej - opisuje Chmielewska. Przez niemal dwie dekady naszego członkostwa w Unii Europejskiej najwięcej środków pochodzących z Funduszu Spójności przeznaczanych jest na infrastrukturę podstawową. Obecnie jednak Unia dąży do tego, by przekierować działania bardziej na sferę innowacji, a także transformacji ekologicznej i cyfrowej. - Polska konsekwentnie wydaje najwięcej na infrastrukturę podstawową. Na to idzie większość środków funduszu, z jakich korzystamy. Zdecydowanie mniej wydajemy np. na kształcenie, innowacje, inwestycje firm. (...) Unia bardzo na nas naciska na wydatki na transformację ekologiczną i transformację cyfrową - wyjaśnia gość WP. Jednocześnie Chmielewska wspomniała o czerwonej żarówce, która zaczyna się zapalać, gdyż od dwóch lat maleje w Polsce liczba inwestycji w rozwiązania innowacyjne. Jej zdaniem rząd musi się zastanowić, co zrobić, by chęć inwestowania w ten obszar rosła, “bo to daje dobrobyt i sprawia, że doganiamy Unię tak szybko”. - Dzisiaj jesteśmy już bogatsi niż obywatele Portugalii i Grecji. Za chwilę pewnie będziemy bogatsi niż obywatele Hiszpanii - przekonywała Chmielewska. Jak przypomniała. Istnieją badania, które pokazują, na jakim etapie rozwoju gospodarczego znajdowałaby się Polska, gdyby nie korzystała ze wsparcia UE. Bez Funduszu Spójności bylibyśmy teraz na poziomie 2013-2014 roku, co sprawia, że możemy mówić o "darowanej dekadzie". Ale środki unijne, to również szkoła, ucząca nas tego, jak mądrze z nich korzystać. - Można znaleźć przykłady nietrafionych inwestycji, takich, które się nie udały, które po latach stanowią obciążenie dla budżetu, a nie dają zysku - powiedziała Chmielewska.

"Zmienił się charakter naszego turysty". O korzyściach płynących z Unii Europejskiej

- Zmniejszenie dysproporcji pomiędzy regionami to główny cel europejskiej polityki spójności - taką tezę postawiła Agnieszka Kopacz-Domańska, dziennikarka Wirtualnej Polski, w rozmowie z przedstawicielkami dwóch odległych regionów turystycznych: leżącego nad morzem Mielna oraz górskiego Karpacza. Okazało się, że każda z tych gmin osiągnęła bardzo wiele dzięki środkom płynącym z Unii Europejskiej. - Zabiegaliśmy o wszystkie środki, które były możliwe na rynku w ramach programów, które umożliwiały instytucje zewnętrzne - chwaliła swój region Olga Roszak-Pezała, burmistrz Mielna, która podkreśliła, że od samego początku ważne było dla niej, by realizować inwestycje na obszarze całej gminy, w każdej miejscowości. - Zdiagnozowaliśmy wiele problemów. Najważniejsze to oczywiście budowa dróg, ścieżek, chodników, infrastruktury związanej z plażami, modernizacja i budowa promenad - wyliczała Roszak-Pezała. Podobnie sytuacja kształtowała się w górach. Z-ca burmistrza Karpacza Kamila Cyganek wspomniała zarówno o inwestycjach czynionych z myślą o turystach, czyli o parkach, trasach spacerowych, punktach widokowych, jak i o takich, które służą przede wszystkim mieszkańcom: “To są środki wykorzystywane na przedszkole, na budowę hali sportowej, na budowę boisk, dróg”. W obu przypadkach mowa jest o niewielkich gminach, w których ilość przyjeżdżających turystów wielokrotnie przewyższa liczbę mieszkańców. Co więcej, zarówno Roszak-Pezała, jak i Cyganek twierdzą, że bez środków unijnych nie udałoby się zrealizować tak wielu inwestycji. - Bez cienia wątpliwości powiem, że nie byłoby takiej szansy - odpowiedziała Cyganek na pytanie, czy bez pieniędzy z UE Karpacz mógłby się rozwijać tak samo dynamicznie. Przedstawicielki Mielna i Karpacza zgodnie zauważyły, że dzięki inwestycjom zmienił się charakter odwiedzającego turysty. - Przyjeżdża turysta bardziej aktywny - powiedziała Roszak-Pezała. - Jednocześnie zmienia się charakter samego Mielna. Z młodzieżowego miasta przechodzimy w miejscowość dla rodzin z dziećmi - dodała. - Podobnie jak w Mielnie zmieniły się oczekiwania turysty. Dziś turyści potrzebują aktywnego spędzania czasu - zgodziła się z postawioną tezą Cyganek. Na pytanie, czy udaje się zniwelować różnice między biedniejszymi a bogatszymi regionami, obie rozmówczyni WP nie miały wątpliwości. - To widać gołym okiem, jadąc przez kraj, jak te różnice są wyrównywane - stanowczo stwierdziła Cyganek.
Wyjątkowa Krynica Morska. "Bez środków unijnych bylibyśmy 40 lat do tyłu"
7:40

Wyjątkowa Krynica Morska. "Bez środków unijnych bylibyśmy 40 lat do tyłu"

Krynica Morska to popularny kierunek wakacyjnych podróży na Mierzei Wiślanej. Choć jest jednym z najmniejszych miast w Polsce, to świetnie radzi sobie w pozyskiwaniu funduszy europejskich. Większość inwestycji związanych jest z turystką. - Budżet podatkowy opiewa na kwotę 8 mln zł rocznie, a bazujemy na środkach pozabudżetowych - powiedział Adam Ostrowski, burmistrz Krynicy Morskiej. Miasto nazywane jest stolicą żeglarstwa po Zalewie Wiślanym. Dzięki środkom unijnych zrewitalizowano port jachtowy. - Na akwenie Zalewu Wiślanego jest najładniejszy port w części wschodniej Unii Europejskiej – chwali inwestycję Ostrowski. - Mieliśmy bazę z czasów socjalistycznej Polski. Trzeba było ją zmodernizować - dodał, wskazując, że inwestycja kosztowała ponad 10,2 mln zł, z czego ponad 7 mln to środki unijne. Nowy hangar, wielofunkcyjny budynek, ośrodek szkoleniowy dla żeglarzy, zaplecze socjalne, sanitarne to elementy, które wprowadziły port w XXI wiek oraz, jak mówi Ostrowski, to “okno na świat” dla Krynicy Morskiej. Kolejnym ważnym dla turystów punktem jest centrum sportowo-rekreacyjne, które jest największym tego typu obiektem na całej Mierzei Wiślanej. - Mamy tam dwa korty tenisowe, tor rowerowy, siłownię plenerową, boisko, place zabaw dla dzieci – wymienia burmistrz miasta. Mierzeja Wiślana jest też chętnie wybierana przez miłośników rowerów. Przez Krynicę Morską biegnie ścieżka rowerowa o długości 24 km. - W turystyce nie można się cofać. Trzeba iść do przodu – podsumowuje dynamiczne zmiany Ostrowski, zaznaczając, że bez środków europejskich miasto byłoby 40 lat do tyłu.
Klaudiusz Michalec Klaudiusz Michalec
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz