patryk michalski

Biedroń ocenił Pereirę. "Być może dojdzie do gorszących scen"
WIDEO

Biedroń ocenił Pereirę. "Być może dojdzie do gorszących scen"

Robert Biedroń, gość programu WP "Tłit", wypowiedział się na temat szefa TVP Info, Samuela Pereiry, który - zgodnie z informacjami uzyskanymi dzień wcześniej przez WP - rozważa nocowanie w budynku TVP. Wszystko po to, by w razie zmian w spółce, mógł zostać wyprowadzony siłą. Rozmówca Patryka Michalskiego nie bierze jednak takiego scenariusza pod uwagę. - Chciałbym, żeby to się odbyło zgodnie ze wszystkimi standardami. Ci ludzie po prostu tracą pracę i powinni swoje stanowisko pracy opuścić - powiedział Biedroń. Jednocześnie zgodził się z tym, że "pracownicy tacy jak Pereira będą szukali sposobów, żeby zabłysnąć, żeby zaistnieć i być może dojdzie do gorszących scen". Jednak, zdaniem polityka, należy zrobić wszystko, by nie zaogniać konfliktu. - My jako politycy powinniśmy doprowadzić do sytuacji, w której na koniec dnia osoby odpowiedzialne za media publiczne, pracownicy, szefostwo, będą miały narzędzia do tego, żeby przejąć te media i wprowadzić media pluralistyczne, obywatelskie, rzetelne i publiczne - dodał Biedroń. Dziennikarz WP zapytał również europosła o to, co zrobić w sytuacji, w której politycy PiS-u twierdzą, że uchwała jest niezgodna z konstytucją i zmiany trzeba wprowadzać za pomocą ustawy podpisanej przez prezydenta. - Nagle Prawo i Sprawiedliwość ubiera się w szaty anielskie i trąbi, że coś jest niekonstytucyjne [...] Uchwała będzie miała oczywiście swoją moc, podobnie jak inne uchwały, które będziemy przyjmowali - skwitował polityk Nowej Lewicy. - Nie będzie PiS uczyć nas demokracji - dodał na zakończenie.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Biedroń obnaża PiS. Polska chce oszukać Brukselę.
WIDEO

Biedroń obnaża PiS. Polska chce oszukać Brukselę.

Pół miliarda euro – tyle wynoszą naliczone do tej pory kary przez Komisję Europejską za łamanie praworządności. Robert Biedroń w rozmowie z Patrykiem Michalskim na antenie Wirtualnej Polski wypowiedział się na temat działań rządu w sprawie tak ogromnej kary finansowej. - Nieodpowiedzialność - tak nazwał podejście polskich władz współprzewodniczący Nowej Lewicy w programie "Tłit". Zdaniem polityka w działaniach Komisji Europejskiej próżno można doszukiwać się złej woli Brukseli. - Brukseli zależy na tym, żeby te pieniądze zostały wydane, bo one napędzają europejską gospodarkę, nie tylko polską - powiedział Biedroń dla WP. - Nie na tym polega wspólnota europejska, by karać jakiekolwiek państwa za rzeczy, których nie zrobiły. Polski rząd od lat łamie kwestie związane z praworządnością - dodał. Czy zdaniem Biedronia tak ogromna kwota przemawia do wyborców? - Ludziom trzeba tłumaczyć to w taki sposób, żeby zrozumieli. 270 miliardów złotych. To jest budżet prawdopodobnie zsumowany większości polskich samorządów. Rozmawiamy o pieniądzach, za które byśmy wybudowali wszystkie potrzebne żłobki, przedszkola, wyremontowali wszystkie szkoły, wszystkie szpitale - tłumaczył. - Polska musi wrócić na ścieżkę praworządności, bo Polsce potrzebne są i pieniądze z Brukseli, i praworządność. Jedno nie wyklucza drugiego. A polski rząd chce oszukać Brukselę: nie wprowadzić rozwiązań praworządnościowych i zabrać pieniądze - dodał gość WP.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Ukraińcy noszą głowę wysoko. Patryk Michalski relacjonuje z Kijowa
WIDEO

Ukraińcy noszą głowę wysoko. Patryk Michalski relacjonuje z Kijowa

O tym, jak wygląda życie w Kijowie w rocznicę ataku Rosji na Ukrainę, relacjonował w programie Newsroom dziennikarz Wirtualnej Polski Patryk Michalski. - To była dość spokojna noc, o ile w ogóle można mówić o takiej kategorii, jeśli chodzi o kraj, który od roku jest pogrążony w wojnie - mówił Michalski. Jak dodał, o poranku wszystko w stolicy Ukrainy działa normalnie. - Otwarte są sklepy, na ulicach jest dość tłoczno. Ale mieszkańcy Kijowa jeszcze wczoraj mówili mi, że oni tak naprawdę nie myślą o swojej nocy, czy swoim kolejnym dniu, w kategorii tego, czy będzie spokojnie. Dopóki Rosja nie zostanie pokonana, to nigdy nie mogą mieć pewności, kiedy ten atak rakietowy może nadejść - relacjonuje Michalski. - Dokładnie rok temu też byłem w Kijowie i dokładnie rok temu widziałem, jak zaskoczeni o poranku byli Ukraińcy, zastanawiali się, co dalej będzie z ich życiem. W stronę ulic wyjazdowych z Kijowa ustawiały się potężne kolejki. Tutaj dokładnie rok temu wyczuwalny był zapach spalenizny, dlatego że w wielu urzędach państwowych, wielu ambasadach, palone były dokumenty na wypadek, gdyby Rosjanom udało się dotrzeć do miasta. Po ulicach, za moimi plecami, rok temu jeździł wojskowy sprzęt. Tak naprawdę Ukraina nie wiedziała wtedy, czego dokładnie może się spodziewać. Wiedzieliśmy za to, że Rosjanie planowali zająć Kijów w trzy dni. Jest rok później, jestem w centrum Kijowa i miasto ma się świetnie, a Ukraińcy noszą głowę cały czas wysoko - powiedział dziennikarz Wirtualnej Polski. - Jeszcze rok temu razem z innymi zagranicznymi dziennikarzami robiliśmy zdjęcia Majdanu, obawiając się, że być może to jest ostatnie takie zdjęcie. Baliśmy się, że Ukraina, w tym Kijów, mogą zostać zniszczone. Kijów trwa, Ukraina broni się dalej. Najważniejsza jest jednak pomoc po to, by Ukraińcy mogli się skutecznie bronić aż do pokonania Rosji - podsumował dziennikarz Wirtualnej Polski.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Paweł Buczkowski Paweł Buczkowski
Co już wiadomo o wybuchu w Przewodowie? Apel dziennikarza
WIDEO

Co już wiadomo o wybuchu w Przewodowie? Apel dziennikarza

Do Polski płynie wsparcie z całego świata. W Programie Specjalnym Wirtualnej Polski mówił o nich nasz reporter Patryk Michalski. - Jest jeden podstawowy sygnał o wsparciu dla Polski i gwarancji, że wszystkie kraje NATO będą wspierać nas w wyjaśnianiu tego, co wydarzyło się wczoraj. Wczoraj szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego poinformował, że trwają konsultacje i analizy z sojusznikami - mówił Patryk Michalski. - O 11:00 prezydent Andrzej Duda spotka się z premierem i ministrami, a o 12:00 odbędzie się spotkanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Szefowie partii opozycyjnych dopiero teraz uzyskają więcej bezpośrednich potwierdzonych informacji. Ze strony liderów płynie komunikat: bądźmy wszyscy razem, zawieśmy spory, ale oczekujemy na informacje. Z briefingu rzecznika rządu i szefa BBN-u dowiedzieliśmy się oficjalnie, że dwie osoby zginęły i o podwyższonej gotowości wojsk w Polsce. Dowiedzieliśmy się, że trwa badanie czy zachodzi przesłanka by uruchomić art. 4 NATO, który mówi o konsultacjach w krajach sojuszniczych, jeżeli którakolwiek ze stron uzna, że zagrożone są integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo. Jeśli chodzi o zagrożenie, to bezpieczeństwo jest zagrożone nie od wczoraj ze względu na to, że za naszą wschodnią granicą toczy się wojna. Minister sprawiedliwości polecił Prokuratorowi Krajowemu objęcie śledztwa nadzorem. Premier apelował o bazowanie na sprawdzonych informacjach, by nie ulegać panice. Informacja o produkcji rosyjskiej pocisku poinformował MSZ. Prezydent mówił, że najprawdopodobniej był to pocisk produkcji rosyjskiej, to wynika prawdopodobnie z tego, że mówimy o pocisku produkcji radzieckiej, a to nie pozwala jednoznacznie rozstrzygnąć, która strona wystrzeliła pocisk. Kluczowe zdanie polskich władz wypowiedziane przez Andrzeja Dudę jest takie, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, kto wystrzelił rakietę. Joe Biden powiedział, że są wstępne informacje, że pocisk został wystrzelony z Rosji. Z perspektywy reportera, który relacjonował dla państwa wojnę w Ukrainie, wiemy jak ważne jest podawanie sprawdzonych informacji. Po drugie, niezależnie od tego z której ze stron spadła rakieta, to pamiętajmy, że powodem pierwotnym jest rosyjska agresja na Ukrainę. Gdyby Rosja nie zaatakowała Ukrainy, to takiego zagrożenia dla Polski by nie było i do takiej sytuacji by nie doszło. Ukraińcy bronią się przed rosyjskimi rakietami, które codziennie, a w ostatnich godzinach w sposób masowany spadają na Ukrainę - podkreślił.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Konsternacja w studiu. Oto, czym pochwalił się minister
WIDEO

Konsternacja w studiu. Oto, czym pochwalił się minister

- Ciągle nie przełamaliśmy pewnego lobby, potężnego, które blokuje możliwość budowania mieszkań w dużo większej liczbie - oznajmił Jarosław Kaczyński w Toruniu. O wypowiedź prezesa PiS pytany był w programie "Tłit" Wirtualnej Polski minister rozwoju i technologii Waldemar Buda. Kto stoi za tym lobby? - W 2021 roku wybudowano najwięcej mieszkań w wolnej Polsce - 220 tys. Gigantyczna liczba mieszkań - stwierdził. - O jakich mieszkaniach pan mówi? - pytał prowadzący program Patryk Michalski. - O wszystkich budowanych w Polsce - przyznał Buda. - Chwalicie się mieszkaniami wybudowanymi przez deweloperów? - nie krył zdziwienia dziennikarz WP. - Państwo nie buduje sklepów, rzadko buduje żłobki, przedszkola. Tym zajmują się agendy, a my stwarzamy warunki - na tym to polega (...). Państwo może budować w niszowych sektorach, tam, gdzie biznes komercyjny nie jest zainteresowany, natomiast nie wyręczy deweloperów, spółdzielni mieszkaniowych, TBS-ów, samorządów w budowaniu mieszkań. To utopia - przekonywał minister. - Kim jest to lobby, o którym mówi Kaczyński? - dopytywał Michalski. - Jest wiele przeciwności, które powodują, że mieszkania są drogie. To są kłopoty często bardzo obiektywne, np. odpływ pracowników z Ukrainy, którzy pracowali na budowach, wzrost cen materiałów budowalnych... - mówił Buda. - Czyli nie ma lobby - skwitował Michalski. - Są grupy ludzi zainteresowanych tym, by w Polsce były drogie mieszkania. My nie identyfikujemy się z tą grupą, chcemy niwelować te interesy. (…) Są siły, są osoby. W ich interesie jest budowanie jak najtaniej, sprzedawanie bardzo drogo. My jesteśmy za tym, by marża deweloperów była rozsądna. Dziś zmierza to w tym kierunku - stwierdził minister.
Natalia Durman Natalia Durman
Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum
WIDEO

Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum

Do Kijowa wracają ludzie, którzy opuścili miasto w pierwszych tygodniach wojny. Jak mówi korespondent Wirtualnej Polski w Kijowie Patryk Michalski, ludzie czują się bezpieczniej. - Wszyscy tutaj mamy świadomość, że może to być złudne poczucie bezpieczeństwa. Wyczuwa się tu powracającą normalność, ale z drugiej strony w nocy na terenie prawie całego kraju, również w Kijowie, słychać było syreny alarmowe. Ministerstwo obrony wystosowało w nocy komunikat, by nie lekceważyć tego sygnału. To łączenie ze sobą rzeczywistości wojennej i próby powrotu do normalności. Wszyscy mamy poczucie, że zaczyna się drugi etap, kiedy jeszcze nikt tak naprawdę nie wie, jaką strategię przyjmie Rosja, mówię tu o bitwie o Donbas - mówił Patryk Michalski w programie "Newsroom". Mateusz Ratajczak dopytywał jakie informacje dot. wschodu kraju docierają od ukraińskich wojskowych. - Zaczęła się bitwa o Donbas. Jedna z kluczowych, jeśli nie najważniejsza. Rosjanie, po tym jak wycofali się z obwodu kijowskiego, czyniąc tu potężne szkody, mówiąc wprost: przeprowadzili ludobójstwo. Wycofanie to ich porażka. Drugą porażką jest zatopienie "Moskwy". Bitwa o Donbas to kluczowy punkt dla Rosjan, którzy potrzebują sukcesów. Będą próbowali odciąć znaczącą część kraju. Ta bitwa może zadecydować o losach wojny i o tym, jak długo będzie trwała. Jeżeli Rosja odniosłaby sukces w Donbasie, to z pewnością spróbowaliby wrócić tutaj. Jeżeli poniosłaby klęskę, to wiele osób mówi, że po tych trzech klęskach będzie musiała wykonać krok w tył i to może być początek końca wojny. Oczywiście to hipotetyczne scenariusze, bo wojna przynosi codziennie tyle nowych wydarzeń, że nie można powiedzieć jakie będą jej dalsze losy. Nie ma jednak wątpliwości, że bitwa o Donbas jest kluczowa dla Ukrainy, a także dla Europy, dlatego tak ważne jest wsparcie całego świata. Chcę państwu pokazać jeszcze jedną rzecz. Jesteśmy w centrum. Ten tłum jest zdecydowanie większy niż to, co widać w tym momencie na obrazu. To budynek głównej siedziby poczty. Jak państwo się domyślają, ta kolejka stoi po ten znaczek wypuszczony na część tych dzielnych ukraińskich żołnierzy, którzy rosyjski okręt posłali doskonale wiemy gdzie. Ta ich przepowiednia się spełniła. Każdy chce kupić ten znaczek - relacjonował nasz reporter.
Przerażające bestialstwo Rosjan. Relacja reportera WP z Ukrainy
WIDEO

Przerażające bestialstwo Rosjan. Relacja reportera WP z Ukrainy

- Przedmieścia Kijowa w promieniu 30 kilometrów są bardzo mocno zniszczone. Zerwane są mosty, zniszczone są drogi. Na poboczach widać wraki rosyjskich czołgów i wozów opancerzonych. One pełnią dwie role. Po pierwsze mają wzmacniać morale Ukraińców, którzy zatrzymują się tam, by zrobić sobie zdjęcie (…). A po drugie, one nie są usuwane na wypadek czarnego scenariusza, gdyby rosyjskie wojska kolejny raz próbowały zaatakować Kijów. Wówczas, to co zostało z tych wozów ma stworzyć naturalną zaporę i utrudnić przemieszczanie się wrogim wojskom - mówił w programie "Newsroom" WP wysłannik Wirtualnej Polski do Ukrainy Patryk Michalski. Reporter opowiadał, że w wielu podkijowskich miejscowościach trudno wskazać dom, który nie ucierpiał w wyniku ostrzału Rosjan. W wielu miejscach wciąż trwa ekshumacja zwłok z masowych grobów oraz wydobywanie ich spod gruzów zawalonych budynków. - To są wstrząsające obrazy. Rodziny czekają na możliwość identyfikacji swoich bliskich. Wczoraj widzieliśmy sytuację, gdzie starsze małżeństwo oczekiwało na wydobycie ciał z bloku, który został całkowicie zniszczony (…). Ci starsi ludzie czekali, by móc zidentyfikować ciało swojego syna - relacjonował Patryk Michalski. Reporter WP mówił też o bestialstwie armii Putina, które jest widoczne niemal na każdym kroku. Ofiarami Rosjan padały nawet zwierzęta, których zwłoki leżą wzdłuż dróg. - Ten widok budzi przerażanie, ale jeszcze większe przerażenie budzi to, że rosyjscy żołnierze tak samo traktowali ludzi. W Makarowie ponad 130 osób zostało brutalnie zastrzelonych. Groby są wszędzie. Są pod lasami, są w centrach miast. Ludzie grzebali swoich sąsiadów i bliskich tymczasowo po to, by te ciała nie zalegały na ulicach - opisywał Michalski. Wskazał, że ukraińskie władze ostrzegają, że choć Rosjanie wycofali się już spod Kijowa, to powrót wciąż jest niebezpieczny. W wielu miejscach są pozostawione miny, a ich usunięcie zajmie kilka tygodni. Tuż za saperami, jednymi z pierwszych osób, które weszły na wyzwolone tereny, byli prokuratorzy, którzy zaczęli już dokumentować dowody rosyjskich zbrodni. A żołnierze wroga dopuszczali się w Ukrainie nie tylko brutalnych morderstw. W wielu miejscach dochodziło też do grabieży ukraińskich domów. Rosjanie zabierali wszystko, co się dało. - Miejscowi widzieli, jak na wozie opancerzonym wywożony był dywan - relacjonował wysłannik WP. Dodał, że Ukraińcy wiedzą już o wizycie prezydentów Polski i krajów bałtyckich. - To jest bardzo ważna wizyta - mówił Michalski.
Maciej Zubel Maciej Zubel
"Ludzie oglądają zwłoki, poszukując swoich zmarłych". Relacja reportera WP z Ukrainy
WIDEO

"Ludzie oglądają zwłoki, poszukując swoich zmarłych". Relacja reportera WP z Ukrainy

- Mówi się, że nawet połowa terytorium Ukrainy może być zaminowana. W wielu miejscach znajdują się też niebezpieczne pociski, które w każdej chwili mogą ranić cywilów - mówił w programie "Newsroom" WP Patryk Michalski, który przebywa w Ukrainie. Reporter Wirtualnej Polski przekazał, że mimo wojennej rzeczywistości, w wielu podkijowskich miejscowościach trwa już próba powrotu do normalności. Otwierają się kolejne sklepy i bazary. Wielu Ukraińców próbuje też odnaleźć swoich bliskich. - Bardzo dużo grup w mediach społecznościowych wypełnia się zdjęciami ludzi. To są konkretne osoby, z imionami i nazwiskami, oraz tragedie, które za tym stoją. Coraz mniej osób ma jednak nadzieję, że te osoby mogą być żywe. Dlatego członkowie rodzin często wypatrują jakichkolwiek wieści przy zbiorowych mogiłach. Oglądają zwłoki, poszukując swoich zmarłych - relacjonował Patryk Michalski. Mimo doniesień o wycofaniu się wojsk Putina spod Kijowa, na ulicach wciąż można spotkać uzbrojonych ukraińskich żołnierzy. - Nikt absolutnie nie traci czujności i choć każdy ma nadzieję, że wszystko będzie w porządku, to obrońcy miast i wsi cały czas są w najwyższej gotowości, szczególnie biorąc pod uwagę to, że w okolicach wciąż mogą być dywersanci - mówił reporter WP. Patryk Michalski zaznaczył też, że w wielu miejscach rozpoczęło się porządkowanie miejscowości splądrowanych przez Rosjan. - Właściwie nie ma domu, z którego nie zostałyby powyrzucane wszystkie rzeczy w poszukiwaniu kosztowności. Rosyjscy żołnierze weszli do tych domów, spali w pościeli właścicieli, jedli z ich talerzy. Oni mają poczucie, że ktoś włamał się do ich życia - relacjonował reporter WP.
Maciej Zubel Maciej Zubel