newsroom (strona 41 z 65)

Antyszczepionkowcy zaatakowali ekspertów. "Szczyt zdziczenia"
WIDEO

Antyszczepionkowcy zaatakowali ekspertów. "Szczyt zdziczenia"

Antyszczepionkowcy coraz częściej dopuszczają się ataków wobec ekspertów, szerzących wiedzę na temat koronawirusa i szczepień przeciw COVID-19. Niektórzy, jak dr Tomasz Karauda, skorzystali z ochrony policji. - Mi też przysyłają: "Frankenstein", "Mengele" itp. Szkoda, że ci ludzie nie oprą się na naszym dorobku naukowym, na naszych publikacjach (…). Najczęściej wyzywają ludzie na poziomie wykształcenia podstawowego - powiedział prof. Krzysztof Simon. Członek Rady Medycznej był gościem programu "Newsroom" WP. - Takie osoby mogą się z nami nie zgadzać, ale nie mają prawa przysyłać mi wyroków śmierci czy moim kolegom. W związku z tym powinny być zatrzymane, aresztowane, ukarane - oznajmił. Dodał, że ostatnio również jego policja zapytała, czy nie chciałby skorzystać z ochrony. - Policja, komenda miejska, zwróciła się do mnie. Ale to po raz pierwszy od roku. Jak wracałem przedwczoraj z Częstochowy, zaproponowali mi rozmowę w tej sprawie. - uściślił. Pytany o to, czy z niej skorzysta, odparł: - Raczej nie. Uważam, że to jest szaleństwo. A ja nie jestem ułomkiem. Oczywiście jest to bardzo nieprzyjemne i nie rozumiem, dlaczego tylu ludzi traci energię na walki ze szczepieniem, zdrowiem społecznym. Jak się nie chcesz szczepić, to się nie szczep. Ale atakować ludzi, którzy szerzą wiedzę, chcą pomóc ludziom, ratują innym życie, to jest po prostu szczyt zdziczenia - podkreślił ekspert.
Wójcik o opozycji: Zapędzili się w kozi róg
WIDEO

Wójcik o opozycji: Zapędzili się w kozi róg

Podczas poniedziałkowej dyskusji ws. stanu wyjątkowego, szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski stwierdził, że PiS-owi nie chodzi o "bezpieczeństwo Polek i Polaków, tylko o cyniczne utrzymanie się przy władzy". Do jego słów odniósł się w programie "Newsroom WP" Michał Wójcik z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. - Jeżeli dla członków opozycji Komisja Europejska jest takim wielkim autorytetem, to dlaczego nie wsłuchują się w głos urzędników KE, którzy wspierają rząd Polski w ochronie granic? - zapytał Wójcik. Jak przekonywał, minister spraw wewnętrznych dokładnie wytłumaczył, jaka gra toczy się na styku granic Polski i Białorusi. - Jestem zdruzgotany tym głosowaniem, to jedno z najważniejszych głosowań, które przejdzie do historii Polski. My będziemy do niego wracali. W momencie rozchwianej sytuacji, trudnej, kiedy trzeba chronić naszych granic, obywateli i suwerenności, znajduje się sto kilkadziesiąt osób, które głosują za tym, żeby nie wprowadzać stanu wyjątkowego, bo oni uważają inaczej. Nie mieści mi się to w głowie. Uważam, że jesteśmy w trudnej sytuacji politycznej, a szaleńcy w opozycji zapędzili się w kozi róg i wszystko głosują na odwrót niż obóz władzy. Jednak w tym przypadku nawet sondaże pokazują, że nie ma to poparcia Polaków. Polacy boją się o swoje bezpieczeństwo i przyklaskują temu, co robi obóz władzy. Opozycja kompletnie się pogubiła - stwierdził.
Śmiszek bez ogródek: To Morawiecki i Kaczyński grają w jasełkach Łukaszenki
WIDEO

Śmiszek bez ogródek: To Morawiecki i Kaczyński grają w jasełkach Łukaszenki

Nie milkną echa poniedziałkowej, burzliwej dyskusji ws. stanu wyjątkowego w Sejmie. Premier Mateusz Morawiecki zaatakował opozycję twierdząc, że "odkrywa rolę oklaskiwaną w Moskwie i Mińsku". Do jego słów odniósł się w programie "Newsroom WP" Krzysztof Śmiszek z Lewicy. - Nie czuję się zdrajcą. Przede wszystkim czuję się polskim patriotą, który chce przestrzegania Konstytucji. W poniedziałek mieliśmy jasny przykład łamania podstawowych zasad konstytucyjnych przez premiera Morawieckiego i prezydenta Dudę. Konstytucja mówi bardzo jednoznacznie kiedy można wprowadzić stan wyjątkowy - kiedy normalne środki dostępne rządowi nie wystarczają do tego, aby zażegnać jakieś zagrożenie wewnętrzne bądź zewnętrzne. Pytam więc: czy 32 osoby, które utknęły na granicy pomiędzy wielką polityką białoruską a polską to właśnie to zagrożenie, z którym nie można poradzić sobie w sposób standardowy? Myślę, że rząd premiera Morawieckiego zrobił jedną rzecz: pokazał, że nie jest w stanie normalnie zarządzać kryzysami czy pewnymi wyzwaniami - stwierdził Śmiszek. Jak przekonywał, rozwiązanie w tej sytuacji jest proste. - Trzeba przyjąć od tych osób wnioski o status uchodźcy, szybko je rozpatrzyć i wpuścić na teren Polski, tak jak to robiliśmy od 30 lat, bo jesteśmy stroną Konwencji Genewskiej. (…) Tak naprawdę to premier Morawiecki i Kaczyński grają w jasełkach Łukaszenki,bo telewizja białoruska od kilku dni pokazuje, co Polska robi z uchodźcami. Jesteśmy w niej przedstawiani jako kraj nietolerancyjny, który głodzi ludzi na granicy. Łukaszenka i Putin osiągnęli swój cel: pokazali Polskę jako kraj nieprzygotowany do kryzysu migracyjnego, niepotrafiący poradzić sobie z grupą ludzi, którzy potrzebują pomocy - tłumaczył Śmiszek.
Śmierć po brutalnej interwencji policji. Śmiszek: Monopol na stosowanie przemocy
WIDEO

Śmierć po brutalnej interwencji policji. Śmiszek: Monopol na stosowanie przemocy

W ubiegłym tygodniu "Gazeta Wyborcza" poinformowała o tragicznym wydarzeniu we Wrocławiu. 25-latek z Ukrainy miał umrzeć po interwencji tamtejszej policji na izbie wytrzeźwień. Zgodnie z doniesieniami dziennika, mężczyzna miał być podduszany i bity przez funkcjonariuszy. Do sprawy odniósł się w programie "Newsroom WP" Krzysztof Śmiszek z Lewicy, który domaga się wraz z innymi posłami kontroli Komendanta Głównego Policji w tej sprawie. - Na Dolnym Śląsku od kilku lat mamy do czynienia z koszmarną serią koszmarnych wypadków z udziałem funkcjonariuszy policji. To już czwarta taka śmierć. Przypomnę sprawę Igora Stachowiaka w 2016 roku, a na przestrzeni ostatnich miesięcy trzy osoby, które zginęły na Dolnym Śląsku. To pokazuje, że polska policja cierpi na bardzo poważną chorobę. Chorobę przemocy, braku szkoleń i niezrozumienia dla potrzeb zatrzymywanych osób. Policja ma monopol na stosowanie przemocy w imieniu państwa i jest to regulowane ustawą, ale policja nie może nigdy uczestniczyć w sytuacjach, w których na końcu ktoś traci zdrowie albo życie. Niestety mamy ciszę ze strony Komendanta Głównego Policji, Komenda Miejska we Wrocławiu niestety dalej prowadzi swoje działania. To przykład na to, że mamy do czynienia z upadkiem wizerunku i kompetencji policji nie tylko na Dolnym Śląsku, ale także w całej Polsce - mówił Śmiszek.
Stan wyjątkowy. Śmiszek krytykuje Dudę: "Uciekł od odpowiedzialności"
WIDEO

Stan wyjątkowy. Śmiszek krytykuje Dudę: "Uciekł od odpowiedzialności"

Prezydent Andrzej Duda nie zdecydował się na przedstawienie Sejmowi uzasadnienia do rozporządzenia o stanie wyjątkowym. Jego doradca Andrzej Zybertowicz tłumaczył, że prezydent "uznał, że nie ma takiej potrzeby". Sytuację skomentował w programie "Newsroom WP" Krzysztof Śmiszek z Lewicy. - To oczywiście tłumaczenie szefa, który nie miał odwagi w poniedziałek stanąć przed Wysoką Izbą, bo przecież to jego (prezydenta - red.) rozporządzenie próbowaliśmy uchylić. Jeśli pan prezydent Duda jest w stanie zwołać orędzie czy ogłaszać swoje zdanie co kilka miesięcy w publicznej telewizji na tematy zupełnie marginalne, a nie ma odwagi stanąć przed narodem i powiedzieć, jakie były prawdziwe motywacje wprowadzenia stanu wyjątkowego, to znaczy, że uciekł przed odpowiedzialnością - powiedział Śmiszek. Jego zdaniem, w poniedziałek w Sejmie zabrakło prezydenta. - To wszystko składa się na jedną całość. Tak naprawdę ten stan wyjątkowy to polityczna ustawka, próba wykreowania zagrożenia. Przecież kilka godzin (po podpisaniu rozporządzenia - red.) prezydent pojechał na mecz (…). Oczywiście to fajna sprawa, że kibicuje sportowcom, ale jeśli wprowadzamy stan wyjątkowy, twierdzimy, że jesteśmy w jakimś gigantycznym stanie zagrożenia (…) to oczekiwałbym od głowy państwa zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego, stanięcia w obliczu tego zagrożenia i wygłoszenia orędzia w publicznej telewizji i stanięcia w polskim parlamencie. Z niczym takim nie mieliśmy do czynienia - tłumaczył.
Protest medyków. Przewodniczący Porozumienia Rezydentów odpowiada Niedzielskiemu
WIDEO

Protest medyków. Przewodniczący Porozumienia Rezydentów odpowiada Niedzielskiemu

W ubiegłym tygodniu minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował o odrzuceniu przez przewodniczącego Porozumienia Rezydentów Wojciecha Szarańca zaproszenie na rozmowy w sprawie sytuacji ratowników medycznych. O sprawę zapytaliśmy w programie „Newsroom WP” przewodniczącego organizacji. - Jako Porozumienie Rezydentów i komitet protestacyjno-strajkowy jesteśmy otwarci na wszystkie rozmowy. (…) Rzeczywiście, dostałem zaproszenie od ministra Niedzielskiego natomiast zaapelowałem o włączenie do rozmów także innych członków komitetu. Nie wyobrażam sobie rozmowy o przyszłości polskiej ochrony zdrowia w pojedynkę. Ten system to naczynia połączone. To nie tylko lekarze czy rezydenci, ale też ciężka praca pielęgniarek, ratowników medycznych, rehabilitantów, fizjoterapeutów i wielu innych osób. Myślę, że możemy szczerze porozmawiać w szerszym gronie - tłumaczył Szaraniec. Jak dodał, do tej pory nie otrzymał żadnej kontrpropozycji od ministra zdrowia. Nie dostała jej też żadna inna osoba z komitetu protestacyjno-strajkowego. Szaraniec oznajmił też, że nic nie zmieniło się natomiast w planach organizacji strajku w stolicy. - 11 września rozpoczynamy wielką manifestację w Warszawie, a tuż po niej zbudujemy "białe miasteczko 2.0." To będzie bardzo duże przedsięwzięcie. Na dzień dzisiejszy weźmie w niej udział od kilku do kilkunastu tysięcy osób, ale cały czas napływają kolejne zgłoszenia. Zależy nam na zdrowiu Polaków - przekonywał.
Stan wyjątkowy. Prof. Dudek: Opozycja mogła na tym nieco ugrać
WIDEO

Stan wyjątkowy. Prof. Dudek: Opozycja mogła na tym nieco ugrać

W poniedziałek posłowie zajmują się rozporządzeniem prezydenta Andrzeja Dudy o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym z Białorusią. Jak przekonywał w programie "Newsroom WP" prof. Antoni Dudek z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, "gdyby opozycja miała do tego od początku nieco inne podejście, mogła na tym nieco ugrać pokazując słabości narracji PiS-u w tej sprawie". - Oczywiście nie mamy do czynienia z jakimś apokaliptycznym zagrożeniem polskich granic, które buduje propaganda wspierająca PiS. Nie ma w tym kryzysie przewodniczącego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych Jarosława Kaczyńskiego. Zupełnie milczy. Prezydent zachowuje się niepoważnie, bo jeżeli po raz pierwszy w dziejach III RP wprowadzany jest stan wyjątkowy nawet na niewielkim fragmencie terytorium Polski to na tyle ważne wydarzenie, że wypadałoby, żeby głowa państwa osobiście poinformowała o tym Polaków w wystąpieniu telewizyjnym. Z wielu znacznie bardziej błahych powodów prezydent Duda zabierał publicznie głos żądając prawa do wygłaszania orędzia - mówił profesor. Gość programu "Newsroom WP" dodał jednak, że ani krytyka prezydenta, ani wicepremiera Kaczyńskiego, nie przebije krytyki, którą większość Polaków kieruje w kierunku posłów opozycji, "którzy dali się Łukaszence wciągnąć w grę". - Można powiedzieć, ze tu mleko się rozlało i nie da się go w moim przekonaniu z punktu widzenia opozycji uratować. Jedyne, co można zrobić, to starać się przejść do innych problemów i zagadnień, stosując metodę ucieczki do przodu. Ciągnięcie tej sprawy dalej pod hasłem "krwiożerczy reżim Morawieckiego czy Kaczyńskiego", którzy razem z Łukaszenką dręczą migrantów na granicy, nie ma racji bytu. Jest przeciwskuteczne - tłumaczył prof. Dudek.
Przemoc w ośrodku w Renicach. "Niedowierzanie przekształciło się w złość"
WIDEO

Przemoc w ośrodku w Renicach. "Niedowierzanie przekształciło się w złość"

- Jak przyjechałam porozmawiać z pierwszym bohaterem reportażu, z nastoletnim Kubą, zaczęłam od prośby, by opowiedział mi, jak to jest, kiedy się wchodzi do takiego ośrodka, co się czuje, z czym się zmaga - mówiła Anna Śmigulec, reporterka Magazynu WP i autorka reportażu "Władcy ciał i umysłów", dotyczącego brutalnych aktów przemocy wobec wychowanków Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Renicach pod Szczecinem. - Trudno było mi uwierzyć w to, co słyszę. Że jesteśmy w XXI wieku i może dochodzić do takich rzeczy - komentowała rozmówczyni programu "Newsroom WP". - Jedna z mam (wychowanków - red.) powiedziała - uważam to za bardzo celny komentarz - "gdybym to ja uderzyła własne dziecko, zrobiła mu krzywdę, natychmiast miałabym założoną niebieską kartę". Tymczasem wychowawcy w tym ośrodku mogą uderzać pięścią w głowę wychowanków, mogą im skręcać genitalia pod płaszczykiem jakiejś "zabawy" - relacjonowała. - (…) To, co znalazło się w reportażu, jest zaledwie namiastką. Badałam sprawę od strony dokumentów, raportów różnych instytucji i to niedowierzanie z początku researchu przekształciło się w złość. W taką dojmującą złość i bezsilność. Jak to jest możliwe? Jak takie rzeczy mogą się dziać w środku Europy, w XXI wieku? - mówiła. Powiedziała również, że "to słowo 'wychowawczy' w nazwie (ośrodka - red.) brzmi jak ponury żart, w kontekście tego, czego się dowiedziała". Przywołała także rozmowę z jednym z ojców, który stwierdził wprost: "to czego doświadczał jego syn, to są tortury".