newsroom (strona 42 z 65)

Powrót Donald Tuska. Ekspert: nie jest tak różowo
WIDEO

Powrót Donald Tuska. Ekspert: nie jest tak różowo

Powrót Donald Tuska do polskiej polityki skomentował gość programu "Newsroom" WP prof. Antoni Dudek z UKSW. - Jeśli patrzeć na to wyłącznie z perspektywy zwolenników Platformy Obywatelskiej, to było wejście smoka. Dlatego, że rzeczywiście - jak wynika z badań - zdecydowania większość wyborców PO jest bardzo zadowolona z powrotu Tuska i generalnie notowania PO poszły w górę, według różnych sondaży. Kosztem ruchu Hołowni - ocenił. - Natomiast jeśli an to spojrzeć z nieco wyższego pułapu (...), to nie jest tak różowo. Okazuje się, że tutaj entuzjazmu nie ma, jak się z kolei analizuje oceny wyborców opozycji, ale tych niebędących zwolennikami PO. Im się powrót Tuska nie podoba - dodał. Zdaniem eksperta, "prawda jest taka, że dla Tuska prawdziwe wejście smoka będzie wtedy, jeżeli skonsoliduje on cały elektorat opozycji i stanie na jego czele". - Na razie udało mu się zatrzymać proces erozji PO pod przywództwem Borysa Budki - zauważył profesor. (...) Nawiązał też do tego, że Donald Tusk w środę pokazał się gronie rządowych ekspertów ds. COVID-19. - Ja twierdzę, że Donald Tusk jest politykiem bardzo doświadczonym i tymi sztuczkami najprawdopodobniej wysunie PO na czoło formacji opozycyjnych, gdzie zresztą Platforma była przez pięć lat rządów PiS-u - oznajmił. Specjalista podkreśla jednak, że Donald Tusk ma również "gigantyczny elektorat negatywny". - I on objawi się już niedługo (...). Donald Tusk, jak rozumiem, nie wrócił po to, żeby jeszcze na stare lata poprzewodzić PO jako partii opozycyjnej, tylko przywrócić ją do władzy. I to jest niezwykle trudne wyzwanie, i droga do sukcesu na tym polu jest daleka - podsumował prof. Antoni Dudek.
Ziobro idzie na wojnę z UE? Sędzia TK: to ośmiesza Polskę
WIDEO

Ziobro idzie na wojnę z UE? Sędzia TK: to ośmiesza Polskę

Zbigniew Ziobro chce, by polski Trybunał Konstytucyjny zbadał zgodność Europejskiej Konwencji Praw Człowieka z konstytucją. - To już kolejna wojna. Wojna z konstytucją, wojna z Trybunałem Luksemburskim, teraz kolej na wojnę z Trybunałem Strasburskim - ocenił gość programu "Newsroom", Wojciech Hermeliński. - Byłoby to śmieszne, gdyby nie było tak tragiczne i ośmieszające Polskę w związku z tym, co minister sprawiedliwości wyprawia - dodał sędzia TK w stanie spoczynku. - Trybunał Konstytucyjny nie może podważać przepisów, które są przecież zgodne z polską konstytucją - podkreślił. Zdaniem sędziego, jeżeli Ziobro chce "unicestwiać, czy w jakiś sposób ograniczać" możliwości wynikające z tej konwencji to jest to "niepojęte". - To ośmiesza Polskę wśród innych krajów, które są członkami czy to Rady Europy (...) czy sygnatariuszami traktatów UE. Na tym rzecz polega. To zmierza do podważania istoty konwencji - zaznaczył ekspert. Pytany o to, czy taki krok ze strony prokuratura generalnego jest zwiastunem ogólnego chaosu w polskim systemie prawnym Hermeliński odparł, że dla niego "ten chaos już istnieje". Czy jest on na rękę PiS? - Tak to odbieram. Chociaż jeżeli władza rzeczywiście chce się tym chaosem żywić i na tym chaosie opierać swoją działalność to jest to wysoce zatrważające. Żaden rząd w cywilizowanym kraju, szczególnie w kraju unijnym, nie wybiera tego rodzaju drogi - oznajmił gość WP.
Donald Tusk z rządowymi ekspertami ds. COVID-19. "Zręczny krok"
WIDEO

Donald Tusk z rządowymi ekspertami ds. COVID-19. "Zręczny krok"

Donald Tusk w czwartek pokazał się w gronie ekspertów z Rady Medycznej ds. COVID-19. Czy jego powrót do polskiej polityki przynosi już pozytywne efekty? O to m.in. pytany był prof. Sławomir Sowiński z UKSW w programie "Newsroom" WP. - Myślę, że po pierwsze na całościową ocenę powrotu Donalda Tuska przyjdzie jeszcze czas. Dzisiaj jesteśmy świadkami takiego bardzo zręcznego rozpoczęcia drugiego etapu tego powrotu - uważa gość. - Przez pierwszy miesiąc ewidentnie widzieliśmy, że premier Donald Tusk próbował przywrócić sterowność w Platformie Obywatelskiej, przejąć tę władzę w Platformie i po drugie, ewidentnie kierował się już do takiego elektoratu zmobilizowanego, który czeka na silnego, sprawnego przywódcę. (...) Dzisiaj rzeczywiście mamy pewien nowy krok - dodał. Zdaniem eksperta, jest to "dość przemyślane i dość zręczne wejście na pole dyskusji i sporu emocji, związanych z COVID-19". - Bardzo zręczny krok - ocenił specjalista. Dodał również, że to pole, na które "wchodzi premier Tusk" jest "bardzo niewygodne dla premiera Morawieckiego i dla PiS-u". - Dlatego, że jak obserwujemy mapę szczepień, to ona jest odwrotnie proporcjonalna do mapy poparcia politycznego dla Prawa i Sprawiedliwości. Cześć elektoratu PiS ma wyraźny dystans wobec akcji szczepień i teraz PiS jest w pewnym (...) rozdarciu między opiniami swoich ekspertów i opiniami części elektoratu - wyjaśniał. - Więc PiS nie może podejmować wyrazistych kroków, natomiast opozycja może - uznał prof. Sowiński. Wracając do tematu samego Donalda Tuska i jego powrotu stwierdził zaś, że to "już nie walka o uporządkowanie szeregów opozycji, tylko walka o elektorat, który jest otwarty, niezdecydowany, który do tej porty na partie opozycyjne nie był skłonny głosować".
Obowiązek szczepień? Ekspert wymienia grupy, które mogą zostać nim objęte
WIDEO

Obowiązek szczepień? Ekspert wymienia grupy, które mogą zostać nim objęte

Obowiązek szczepień w Polsce może być wprowadzony wzorem tzw. modelu francuskiego? Zdaniem prof. Miłosza Parczewskiego z Rady Medycznej ds. COVID-19, plan wprowadzenia obowiązku szczepień "nie został jeszcze dokładnie podjęty". - Taki model francuski jest bardzo trudny do wprowadzenia w Polsce, opór społeczny jest bardzo duży - dodał ekspert. - Uważamy, że należałoby szczepić w sposób nie przymusowy, lecz obowiązkowy - oznajmił specjalista. Pytany o scenariusze rozważane przez Radę Medyczną ds. COVID-19 odpowiadał, że "tutaj pojawiają się bardzo ważne głosy, żeby szczepić medyków i osoby pracujące z pacjentami w służbie zdrowia w sposób obowiązkowy". - Liczymy na to, że to się pojawi legislacyjnie w krótkim czasie, chodzi też o studentów medycyny - dodał. - Natomiast poza medykami rozmawiamy na temat osób pracujących z dużą ilością ludzi, np. w gastronomii. I rozmawiamy o nauczycielach - powiedział. Dopytywany stwierdził, że taki obowiązek powinien zostać wprowadzony również w zakresie osób pracujących w handlu, w bliskiej styczności z klientem. - Jestem osobą, która jest za takimi szczepieniami również w handlu - obwieścił. - Te osoby powinny być zaszczepione, żeby uniknąć czwartej fali ale też żeby były bezpiecznie dla siebie i dla swoich pacjentów, klientów i tak dalej - oznajmił. Jego zdaniem także obowiązkiem tym objęte powinny być osoby pracujące w salonach kosmetycznych czy salonach tatuażu. - Ta grupa absolutnie powinna być grupą wyszczepioną - podsumował. - Trzeba pamiętać, że w kontekście szczepień - jeżeli będzie czwarta fala, a z dużym prawdopodobieństwem ona będzie (...) - wszyscy jedziemy na tym samym wózku i musimy mówić o pewnej solidarności szczepionkowej - podkreślił gość programu "Newsroom" WP. - Czyli zaszczepieni chronią zarówno siebie jak i tych niezaszczepionych. I to jest jakby clou problemu, o którym trzeba rozmawiać w kontekście ewentualnych obostrzeń - stwierdził. - Nie jestem fanem obostrzeń, ale może raczej trzeba myśleć o zwolnieniach osób zaszczepionych z pewnych restrykcji, np. z lockdownu, jeżeli będą one musiały być wprowadzane. Tego jeszcze nie wiemy - wyjaśnił specjalista.
Polityk prawicy nie ma wątpliwości. "Do głosu dochodzą wariaci"
WIDEO

Polityk prawicy nie ma wątpliwości. "Do głosu dochodzą wariaci"

Coraz więcej krajów wprowadza pewne ograniczenia dla osób niezaszczepionych. "Certyfikaty covidowe" przed wejściem np. do restauracji przedstawić trzeba będzie m.in. we Francji, Austrii, Irlandii czy Grecji. O tym, czy takie rozwiązanie czeka też Polaków, zapytaliśmy wicerzecznika Porozumienia Jana Strzeżka. - Taka dyskusja wewnątrz Porozumienia jest jeszcze przed nami, chociaż Jarosław Gowin i część polityków zaczęła o tym mówić publicznie - stwierdził. Strzeżek przyznał, że sam wychodzi z założenia, że pewne ograniczenia dla osób niezaszczepionych byłyby dobrym rozwiązaniem z kilku przyczyn. - Widzimy, jak niski jest poziom zaszczepienia, mimo że została wykonana gigantyczna praca w ramach Narodowego Programu Szczepień. Po drugie, przewidywania są takie, że jesienią czeka nas czwarta fala i musimy zwiększyć poziom zaszczepienia. Po trzecie widzimy coś najgorszego, czyli dochodzących do głosu wariatów, którzy atakują punkt szczepień - powiedział. Strzeżek nawiązał w ten sposób do głośnej awantury antyszczepionkowców w Grodzisku Mazowieckim. - To niecodzienna sytuacja, że ktoś w żółtej kamizelce atakuje punkt szczepień i mówi, że tam wszczepiają czipy. To dość abstrakcyjne i mógłbym postawić tezę, że to jakiś kabaret czy happening, a to było na serio i to jest przerażające - przyznał. Wicerzecznik Porozumienia dodał, że ma nadzieję, że "ta sprawa zostanie zbadana absolutnie dokładnie". - Mam wrażenie, że materiał dowodowy w postaci filmików, które pojawiły się w mediach społecznościowych jest dość bezlitosny dla tych wariatów - powiedział. Strzeżek stwierdził też, że podobnie jak większość Polaków ma "dość chodzenia w maseczce i zmieniania swojego życia przez COVID-19". - Ale to absolutna konieczność. Musimy wyjść ze strefy komfortu i patrzenia na politykę przez pryzmat sondaży słupków poparcia. To jest czas, w którym trzeba, i mam wrażenie, że każdy rozsądny polityk widzi, podjąć niepopularną decyzję (ws. ograniczeń dla osób niezaszczepionych - red.). Cieszy mnie, że poza Konfederacją wszyscy w polskim Sejmie mają takie stanowisko - powiedział. Gość programu "Newsroom WP" skomentował także zachowanie posła Solidarnej Polski Janusza Kowalskiego, który pojechał "interweniować" w domu dziecka, w którym dzieci rzekomo miały być zmuszane do szczepień (nie były - red.). - To było po prostu szkodliwe, gigantyczna praca ministra Dworczyka i całego rządu jest w ten sposób niszczona - przyznał.
Ks. Isakowicz-Zaleski o pedofilii. "Jest szklany sufit"
WIDEO

Ks. Isakowicz-Zaleski o pedofilii. "Jest szklany sufit"

We wtorek, po niemal roku działalności, Państwowa Komisja ds. Pedofilii przedstawiła pierwszy raport. W liczącym ponad 250 stron dokumencie znalazły się m.in. rezultaty badań akt spraw sądowych oraz rekomendacje skierowane do organów państwa. Do sprawy odniósł się w programie "Newsroom WP" ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Jego zdaniem "to krok do przodu, ale oczekiwania ze strony ofiar i środowisk, które te ofiary wspierają są o wiele większe". - Myślę, że to dane niepełne, bo to tylko te sprawy, które do komisji zostały zgłoszone. A przecież jest ogromna liczba spraw, w których ofiary z różnych powodów albo się wahają, albo rezygnują ze zgłaszania do komisji. Uważam jednak, że raport jest bardzo ciekawy i znalazłem tam wiele (…) wniosków na przyszłość - powiedział duchowny. Ksiądz Isakowicz-Zaleski stwierdził też, że cieszy się, że komisja zaczęła działać, ale ma wątpliwości co do sposobu jej powołania. - On jest skrajnie polityczny. (…) 6 na 7 miejsc zajmują przedstawiciele obozu rządzącego, jest tylko jedna osoba z opozycji. Brakuje jasnego zdefiniowania, na jakich zasadach ta komisja ma działać. (…) Pan przewodniczący (komisji - red.) mówił o ogromnej ilości braków prawnych przy powołaniu tej komisji (…) Komisja przez pierwsze miesiące nie działała, a obecnie ma ogromne kłopoty, bo wiele jej działań nie ma umocowania prawnego - zauważył. Gość programu "Newsroom WP" wskazał, że zgadza się z wieloma wnioskami przedstawionymi podczas wtorkowej konferencji. Wśród nich wskazał m.in. górną granicę wieku ofiary. - Aktualnie wystarczy, że ofiara przekroczy jeden dzień powyżej 15. roku życia, a takich spraw jest sporo, i komisja jest już bezsilna, bo musi działać w zakresie prawa. Jednym z wniosków jest podniesienie tej granicy do 16. roku życia, a moim zdaniem powinna to być komisja ds. dzieci i młodzieży, czyli do osiągnięcia pełnoletności i wtedy rozwiązywałoby to wiele problemów. Na razie jest szklany sufit w postaci 15 lat - tłumaczył.
System Pegasus wykorzystywany przez polskie służby? Sienkiewicz nie ma wątpliwości
WIDEO

System Pegasus wykorzystywany przez polskie służby? Sienkiewicz nie ma wątpliwości

Nie milkną echa międzynarodowego śledztwa dziennikarskiego, z którego wynika, że rządy co najmniej 10 państw wykorzystywały system Pegasus do inwigilowania dziennikarzy, polityków czy osób publicznych. O tym, że system wykorzystywały również obecne, polskie służby specjalne, jest przekonany były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, który był gościem programu "Tłit". - Przypominam raport NIK-u, który w wydatkach przeznaczonych na polskie służby specjalne znalazł zapis opiewający na 33 mln zł, pod bardzo enigmatycznym tytułem. Nie zostało ujawnione, na co zostały wydane te pieniądze, a zbiegło się to z czasem, kiedy izraelska firma handlująca tym oprogramowaniem sprzedawała go Węgrom, Kazachstanowi i wielu innym krajom - powiedział. Sienkiewicz stwierdził, że choć nie ma twardych dowodów, że polskie służby wykorzystywały system Pegasus, to jest pewien dowód "nie wprost". - Jedną z pierwszych nowel kodeksu karnego, jaką wdrożył Zbigniew Ziobro, było przyjęcie prawa, że można korzystać z tzw. zatrutych źródeł. W praktyce oznacza to, że można nielegalnie zgromadzony materiał wykorzystać na sali sądowej, a sąd musi go uznać za argument w procesie. To otwarcie ścieżki do nielegalnego nagrywania i zdobywania informacji przez służby rządowe po to, żeby potem wykluczać członków opozycji z życia publicznego - mówił Sienkiewicz. Zapytany o to, czy opinia publiczna kiedykolwiek dowie się, czy doszło do wykorzystania systemu Pegasus w Polsce, były szef MSW stwierdził, że z jego perspektywy tak będzie. - Odbierzemy PiS-owi władzę, zrobimy audyt w służbach specjalnych i będziemy szczególnie zwracać uwagę na wszystkie elementy nielegalnego działania tych służb wobec dziennikarzy i polityków - zapowiedział. Sienkiewicz przyznał również, że sam nie podjąłby się tego zadania, bo "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". - Na tej funkcji poniosłem klęskę i nie mam wiarygodności do tego, żeby się tym zająć. Takimi rzeczami muszą zajmować się ludzie, którzy mają silną wiarygodność, po to, by można było robić to skutecznie - powiedział. Zapytany o to, na czym polegała jego klęska stwierdził, że czas jego szefowania MSW "to był taki moment, w którym zaczynał się w Polsce 'ruski ład' i nie był w stanie tego wyłapać".