gen. stanisław koziej (strona 2 z 3)

Biden popełnia błąd ws. Ukrainy? Generał wskazuje
WIDEO

Biden popełnia błąd ws. Ukrainy? Generał wskazuje

Gen. prof. Stanisław Koziej w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski przypomniał, że Ukraina wciąż jest bombardowana. - W związku z tym musi w jakiś adekwatny sposób odpowiadać - wskazał były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. - Słusznie Ukraina domaga się środków dalekiego zasięgu, którymi mogłaby reagować - dodał wojskowy. W opinii generała Zachód nie powinien obawiać się eskalacji w przypadku przekazania tego typu broni Ukraińcom. - To jest błąd ze strony Zachodu i prezydenta Joe Bidena, że kierują się kalkulacją dotyczącą tego, że ataki byłyby pretekstem dla Władimira Putina do eskalacji wojny. Putin nie potrzebuje pretekstów - wyjaśnił gość WP. Były szef BBN dodał, że Rosjanie mają już świadomość, że nie są w stanie pokonać armii ukraińskiej na froncie, dlatego atakują ludność cywilną, aby złamać całą wolę narodu. Ekspert dodał również, że wiosną do walk dołączą kolejni żołnierze z Rosji. Zdaniem generała może to być 200-300 tys. osób. Rozmówca Mateusza Ratajczaka wskazał, że rezerwowa armia, która dołączy do wojny, będzie dysponować przestarzałym sprzętem. - Ta armia będzie coraz gorsza jakościowo. Ja jej nie wróżę sukcesu, jak armia ukraińska będzie ciągle dozbrajana - podkreślił. - W sensie wojskowym Rosja nie ma dużych szans na wygranie wojny konwencjonalnej z Ukrainą. Już raczej w swoich kalkulacjach liczy, jak doprowadzić do przerwania wojny i jej zakończenia i trzymania tego, co zdobyła (...). Te cele, o których się wspomina, że są one aktualne, one są już tylko propagandowe - podkreślił gen. Koziej. - Łatwiej będzie bronić Rosji terytoria, które opanowała, niż zdobywać nowe - oświadczył i dodał, że teraz centrum wojny tworzy się w Zaporożu.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Sylwia Bagińska Sylwia Bagińska
Nagła zmiana decyzji Błaszczaka. "Ideologia partyjna wyżej niż bezpieczeństwo"
WIDEO

Nagła zmiana decyzji Błaszczaka. "Ideologia partyjna wyżej niż bezpieczeństwo"

Minister obrony Mariusz Błaszczak zwrócił się do Niemiec, by przekazały wyrzutnie rakiet Patriot Ukrainie. To z jego strony nagła zmiana decyzji po tym, jak przyjął ofertę pomocy ze strony Niemiec po tragedii w Przewodowie. O komentarz do sytuacji Agnieszka Kopacz-Domańska pytała w programie "Newsroom WP" gen. Stanisława Kozieja, byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jego zdaniem to niezrozumiały ruch. - Na pierwszą decyzję ministra obrony - który z radością przyjął zamiar Niemców dostarczenia na nasze terytorium baterii Patriot - zareagowałem pozytywnie. Uznałem, że to może być początek odwilży w relacjach polsko-niemieckich. Na drugi dzień bomba w odwrotną stronę. Jakby ktoś podłożył minę pod tę całą inicjatywę niemiecką i pierwszą decyzję polską. Ktoś podłożył po prostu minę! To decyzja zupełnie niezrozumiała i propozycja nie do zrealizowania. Ukraińcy nie mają przygotowanych żołnierzy do obsługiwania tych baterii. Nawet gdyby poszły tam jako sam sprzęt, to tygodniami i miesiącami trwałoby przygotowywanie. Zauważmy jak długo w Polsce przygotowujemy do osiągnięcia zdolności operacyjnych te Patrioty, które już do Polski przyszły. Sama idea dostarczenia Ukrainie tego typu środków obrony jest jak najbardziej zasadna, ale to powinna być decyzja strategiczna w przewidywaniu, że to będzie skuteczne za jakiś czas, a nie reagowanie na bieżące sytuacje. To powinna być decyzja wypracowywana i podejmowana w gremium NATO. To dziecinada, a nie poważna polityka w dziedzinie bezpieczeństwa - mówił gen. Koziej. Kto mógł podłożyć tę "minę", o której mówił były szef BBN? - Pojawiają się spekulacje. Nie jest wielką tajemnicą, że to skutek pewnej ideologii partyjnej. Prezes (PiS - red.) dał wywiad Polskiej Agencji Prasowej, w którym taką koncepcję opisał. Podejrzewam, że to nacisk na ministra obrony narodowej, który w pewnym momencie pomyślał strategicznie, tak jak minister obrony powinien pomyśleć, i został skontrowany przez ideologów partyjnych. To bardzo złe, że ideologia partyjna jest wyżej postawiona niż strategiczne interesy bezpieczeństwa państwa. To bardzo zły sygnał psujący relacje polsko-niemieckie w dziedzinie bezpieczeństwa - stwierdził gen. Koziej. Co może stać się z wyrzutniami oferowanymi przez Niemcy? - Obawiam, że presja partyjna na doktrynę antyniemiecką i antyunijną niestety zwycięży i te Patrioty niemieckie nie znajdą się w Polsce, co będzie ze szkodą. Pora najwyższa by odciąć tę pępowinę partyjną od spraw bezpieczeństwa państwa - ocenił były szef BBN.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Te dwa miejsca są dla Rosji kluczowe. "Decydujące dla losów wojny"
WIDEO

Te dwa miejsca są dla Rosji kluczowe. "Decydujące dla losów wojny"

Na obszarze dolnego Dniepru mogą mieć miejsce wydarzenia kluczowe dla dalszych walk Ukrainy z Rosją. Tak uważa gen. prof. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który mówił o swoich przewidywaniach w programie "Newsroom" WP w rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem. - Myślę, że kluczowa sprawa to dolny Dniepr. To, co dzieje się nad dolnym Dnieprem, czyli w obszarze Chersonia i Nowej Kachowki, będzie miało decydujące znaczenie dla dalszych losów wojny. Tutaj bitwa toczy się o to, kto będzie miał przyczółek nad dolnym Dnieprem - ocenił gen. prof. Stanisław Koziej. - Jeżeli Rosja utrzyma przyczółek, tak jak ma dotychczas w rejonie Chersonia i Nowej Kachowki, to zachowa sobie jednocześnie szansę na ewentualne kontynuowanie ofensywy na kierunku południowym, być może na Odessę czy na Naddniestrze, gdyby chciała kontynuować wojnę na dużą skalę. Natomiast Ukraina jest zainteresowana przecięciem tego przyczółka, aby przeciąć nadzieje i marzenia Rosjan, ale zapewne chciałaby sama uchwycić taki przyczółek na wschodnim brzegu Dniepru, by stworzyć sobie w kampanii jesienno-zimowej szanse ofensywy bezpośrednio na Krym. To, moim zdaniem, obecnie decydujące miejsce zmagań wojennych: kto utrzyma lub zdobędzie przyczółek na dolnym Dnieprze, który decyduje o dalszych ofensywach na południowej Ukrainie, która jest z kolei najważniejszym teatrem działań wojennych w Ukrainie. Z informacji, które do nas docierają, widać, że Rosja przygotowuje Chersoń jako twierdzę. Ewakuuje część ludności cywilnej. Przygotowuje Chersoń do obrony. Wiadomo, że obrona miasta jest skuteczną formą prowadzenia działań defensywnych, a zdobywanie miasta jest bardzo trudne. Jednocześnie dla Rosji ważna jest Nowa Kachowka na północny wschód od Chersonia, tam gdzie jest zapora. Kto ma zaporę, ten kontroluje dolny Dniepr w większym stopniu niż Chersoń. Dla Rosji ważne jest utrzymanie tych dwóch punktów - stwierdził były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Kłamliwe tezy Szojgu. Gen. Koziej: "maskują swoje niepowodzenia"
WIDEO

Kłamliwe tezy Szojgu. Gen. Koziej: "maskują swoje niepowodzenia"

Rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu twierdzi, że działania Rosji w Ukrainie "idą zgodnie z planem". O to, czy naprawdę tak jest zapytaliśmy w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski gen. prof. Stanisława Kozieja. - Najwyraźniej nie idzie jednak. Z wypowiedzi Szojgu można wywnioskować, że Rosja wciąż nie rezygnuje ze swoich celów, czyli: wciągnięcia Ukrainy do swojej strefy wpływu i zajęcia oraz zabrania wschodniej i południowej części kraju - wskazał były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Rosyjski minister stwierdził także, że Rosja celowo spowalnia tempo "operacji specjalnej" (tak określa się tam rosyjską inwazję - przyp. red.) w Ukrainie i była to świadoma decyzja. Zdaniem eksperta to teza "pod publiczkę międzynarodową". Rosja jest oskarżana, słusznie, o prowadzenie wojny totalnej, atakowania obiektów cywilnych, prześladowania, mordowania ludności cywilnej, więc chce ten obraz w świecie załagodzić - powiedział gen. Koziej. Zdaniem wojskowego taka narracja służy na użytek wewnętrzny Rosji, a także na potrzebny "pożytecznych idiotów Kremla, których nie brakuje na Zachodzie". - Będą oni mogli to wykorzystać w argumentacjach prorosyjskich - zaznaczył rozmówca Mateusza Ratajczaka. Koziej dodał, że ta teza jest też kłamliwa. - Rosja stara się jak tylko może zamaskować swoje niepowodzenia - podkreślił gość WP i sprecyzował, że dwie wielkie porażki Rosjan w wojnie w Ukrainie to klęska kijowska, która zmusiła Rosję do wycofania się z północnego frontu oraz niepowodzenie w bitwie donbaskiej.
Sylwia Bagińska Sylwia Bagińska
Kryzys chińsko-tajwański. Gen. Koziej: "To bardzo prawdopodobny scenariusz"
WIDEO

Kryzys chińsko-tajwański. Gen. Koziej: "To bardzo prawdopodobny scenariusz"

Agencja Reutera podała, że ok. 20 chińskich okrętów utrzymywało rano pozycje w cieśninie chińsko-tajwańskiej. Chińskie okręty miały wepchnąć się do strefy buforowej, a jednostki tajwańskie miały je monitorować. Zdaniem gen. Stanisława Kozieja kryzys chińsko-tajwański może być globalnie groźniejszy niż wojna w Ukrainie. - Tam jest ryzyko dojścia do bezpośredniego starcia dwóch mocarstw nuklearnych - ocenił w programie "Newsroom WP" były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. - W Ukrainie jest inna sytuacja, bo ona nie ma broni nuklearnej. W stosunku do Tajwanu Amerykanie są bardziej zaangażowani. Flota amerykańska musi mieć swobodę działania. Konflikt zbrojny w tym regionie dotknąłby Amerykę bezpośrednio. Jest ogromne ryzyko, że tam może dojść do bezpośrednich starć zbrojnych między tymi dwoma mocarstwami. Zarówno Chiny, jak i USA starają się uniknąć takiego scenariusza. Być może będzie kontynuowany scenariusz najprostszy, czyli manewry. Władze chińskie pokazałyby swoim obywatelom, że są zdecydowane. To scenariusz pogrożenia palcem władzom w Tajpej, który jest realizowany. Drugi scenariusz to przedłużenie blokady, która z tych ćwiczeń wynika. Niewykluczone, że potrwają tygodniami do czasu zjazdu Komunistycznej Partii Chin i będzie potrzebny sygnał propagandowy, jak próba wymuszenia na władzach w Tajpej pokajania się. Chiny mogą uzyskać propagandowy urobek z tego kryzysu na użytek wewnętrzny. Niewykluczony jest wariant bardziej ryzykowny. Jeśli by to wymuszenie upokorzenia władz w Tajpej się nie powiodło, to (możliwe jest - red.) zajęcie kilku wysepek poza Tajwanem, które są we władaniu Tajpej, a są blisko Chin. (Chodzi o to - red.), by pokazać, że rozpoczął się proces reunifikacji Tajwanu do Chin. To bardzo prawdopodobny scenariusz - dodał.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Niespotykane straty Rosjan. "Putin szuka sposobu"
WIDEO

Niespotykane straty Rosjan. "Putin szuka sposobu"

Rosjanie tracą siły. Coraz trudniej wysyłać im na front nawet 18-letnich niedoświadczonych rekrutów. Krążą pogłoski o wsparciu z Korei Północnej, która miałaby wysłać 100 tys. żołnierzy. - Nie bardzo wierzę, aby 100 tys. Koreańczyków zjawiło się w Ukrainie, ale nie wykluczam batalionu czy oddziału ochotników w zamian za pomoc dla Korei Północnej. To jest bardzo prawdopodobne. Większa armia północnokoreańska jest bardzo mało prawdopodobna. Kłopoty w uzupełnianiu strat wojennych w Rosji są bardzo wyraźne. Słyszymy, że Rosja ucieka się do werbowania na front nawet więźniów, czy też do oszukiwania ludzi nie za bardzo zorientowanych (w sytuacji - red.), to świadczy o tym, że straty wojenne są ogromne - stwierdził gen. prof. Stanisław Koziej w programie "Newsroom WP". - Słyszeliśmy, że to ok. 70-80 tys. żołnierzy, którzy zginęli bądź zostali ranni i wycofani z działań. To ok. 1/3 całej armii rosyjskiej zaangażowanej w Ukrainie. Przyjmuje się, że jeżeli jednostka wojskowa poniesie stratę w wysokości 20 proc., to jest traktowana jako obezwładniona. Jeżeli straty wynoszą ok. 40-60 proc. to taka jednostka jest zniszczona i w ogóle nie nadaje się do użycia. Jeżeli zmiany na poziomie strategicznym wynosi ok. 30 proc., a te dane są wiarygodne, to są to straty niespotykane. Uniemożliwiają armii rosyjskiej prowadzenie planowych i zorganizowanych operacji według własnego planu. Armia rosyjska musi myśleć o obronie swojego stanu, niż o zdobyczach. Stąd sądzę, że potrzeba przejścia do powszechnej mobilizacji jest koniecznością, na którą Putin szuka sposobu, by jednocześnie Rosjanie nie zbuntowali się przeciwko niemu - dodał wojskowy.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
"Niezwykle skuteczne". Gen. Koziej o nowej broni
WIDEO

"Niezwykle skuteczne". Gen. Koziej o nowej broni

Stany Zjednoczone ogłosiły 18. już pakiet wsparcia militarnego Ukrainy. Pomoc będzie warta 1 mld dolarów. Składają się na nią m.in. moździerze i Javeliny. Od początku wojny w Ukrainie USA przekazały Ukraińcom wsparcie militarne warte ok. 10 mld dolarów. Ukraińcy otrzymali m.in. pociski antyradarowe AGM-88 Harm, które mają zasięg 48 km. Czy mogą zmienić oblicze wojny? - To bardzo ważna informacja. Świadczy o tym, że Amerykanie zdejmują z siebie ograniczenia, które nakładali na swoje dostarczanie pomocy Ukrainie. Dostarczenie tego typu broni, która oślepia radary rosyjskie znajdujące się blisko linii frontu i tym samym utrudnia, a wręcz uniemożliwia skuteczne działanie sił powietrznych rosyjskich, jest dla Ukraińców bardzo ważne, bo Rosja ma przewagę w powietrzu - ocenił w programie "Newsroom WP" gen. prof. Stanisław Koziej. - Takie środki są niezwykle skuteczne. To bardzo pozytywny sygnał na poziomie polityczno-strategicznym. Świadczy o tym, że Stany Zjednoczone gotowe są zdejmować z siebie ograniczenia i wspierać armię ukraińską. Dziś głównym problemem staje się dostarczenie amunicji i rakiet, czyli środków typu zachodniego. Ukraina dostaje z Zachodu już nie ten poradziecki sprzęt, który również z Polski dostarczaliśmy Ukraińcom, tylko sprzęt produkowany na Zachodzie. Na to idą głównie środki amerykańskie - stwierdził były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Białoruś wystawia drewniane czołgi. "Operacja maskująca"
WIDEO

Białoruś wystawia drewniane czołgi. "Operacja maskująca"

Białoruski przywódca spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Jak należy interpretować takie spotkanie w obliczu trwającej wojny w Ukrainie? - Moim zdaniem idzie tu o dwie rzeczy. Po pierwsze Rosja obawia się, aby Ukraina nie podjęła ryzykownej decyzji i przerzuciła siły, które utrzymuje w zachodniej i środkowej Ukrainie do osłony w kierunku białoruskim, aby nie stworzyła sobie korzystnych warunków, aby te rezerwowe, obwodowe oddziały, które są formowane i wyposażane w zachodnią broń nie wyszły za Dniepr - powiedział w programie "Newsroom" WP gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jak dodał ekspert, Rosja z Białorusią chcą zasiać "ogromną niepewność" dla Ukrainy, aby ta utrzymała siły w obecnym miejscu. Zdaniem generała, drugim istotnym aspektem jest również NATO. - Rosja, uaktywniając Białoruś i potencjalnie zwiększając aktywność wojskową, daje sygnał NATO: nie zajmuj się Ukrainą, bo zobacz, tutaj masz problemy na północy, przy krajach bałtyckich - tłumaczy. Gen. Koziej uważa, że Rosja "czuje zmęczenie" tą wojną i próbuje doprowadzić do pewnego przełomu. Ekspert pytany o bezpieczeństwo Polski stwierdził, że NATO pokazało swoje zaangażowanie. - NATO dużo mocniej zwiększyło swoją obecność, zainteresowanie i przyjęło bardziej realistyczną ocenę Rosji zgodnie z naszymi interesami - stwierdził generał, który drewniane, białoruskie czołgi nazwał "specjalną operacją maskującą".
Mateusz Czmiel Mateusz Czmiel