protesty (strona 15 z 47)

Irańskie kobiety na stadionach w Katarze. "To dla nich akt sprzeciwu"
WIDEO

Irańskie kobiety na stadionach w Katarze. "To dla nich akt sprzeciwu"

Kobiety w Iranie nie mogą chodzić na mecze piłkarskie, ale widać je na trybunach w Katarze podczas meczów irańskiej reprezentacji. W rozmowach z zachodnimi mediami przyznają, że czują się śledzone i obserwowane. Czy władze Iranu szpiegują kobiety podczas mundialu? Agnieszka Kopacz-Domańska pytała o to w programie "Newsroom WP" Jagodę Grondecką, iranistkę i publicystkę "Krytyki Politycznej". - Myślę, że naiwnością byłoby sądzić, że Iran nie wysłał szpiegów do Kataru, szczególnie przy napiętej sytuacji politycznej wewnątrz kraju. To dla Irańczyków czuły punkt w kwestii praw kobiet. Może nie futbol, ale siatkówka jest w Iranie sportem niezwykle popularnym, w którym Irańczycy odnoszą sukcesy międzynarodowe i cieszy się popularnością wśród kobiet i mężczyzn. Jednak tylko mężczyźni mogą cieszyć się oglądaniem siatkówki na stadionach. Narracja irańskich władz była zawsze typowa dla reżimów opresyjnych wobec kobiet i pełnych fiksacji seksualnej. Dla kobiet miałoby to być niezdrowe, na stadionie mogłyby oglądać praktycznie półnagich mężczyzn w krótkich spodenkach, podskakujących i pokazujących łydki, co mogłoby wzbudzać w kobietach seksualne pobudzenie. Zdarzało się, że kobiety przebierały się za mężczyzn ryzykując bardzo wiele, żeby udowodnić, że kobiety zasługują na to, by oglądać sport na żywo. W 2015 r., po podpisaniu umowy nuklearnej, gdy wydawało się, że relacje Iranu ze światem zachodnim są mniej wrogie, Iran zgodził się, żeby określona liczba kobiet weszła na mecz siatkówki, ale tak szybko jak się zgodził, tak reżim z tego zrezygnował. Dla Iranek samo pójście na stadion w Katarze jest aktem sprzeciwu, który jest mocno upolityczniony. Jest ryzyko, że mogą zostać rozliczone - stwierdziła Jagoda Grondecka. - Protesty nie mają już takiej dynamiki, jak na początku. Nie doszło jeszcze do żadnej egzekucji i tak może zostać jeszcze długo. Zginęło już wielu protestujących. To setki osób, z których kilkadziesiąt osób to dzieci, bo w protestach brało udział wielu młodych ludzi z pokolenia Z. W przeszłości, w 1989 r., widzieliśmy kolejne śmierci protestujących napędzające kolejne protesty. Pogrzeby były okazją do politycznej demonstracji. Władza nakręcała na siebie bicz. Podobnie może być teraz. Władze są świadome, czego powinny unikać - dodała ekspertka.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Desperackie próby Rosjan. Chcą uciekać nawet na Białoruś
WIDEO

Desperackie próby Rosjan. Chcą uciekać nawet na Białoruś

Po ogłoszeniu przez Putina częściowej mobilizacji kraju Rosjanie wyszli na ulice. Wielu obywateli Federacji Rosyjskiej próbuje uciec za granicę. Czy Putin im w tym przeszkodzi? O to w programie "Newsroom WP" Agnieszka Kopacz-Domańska pytała prof. Agnieszkę Legucką z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Uczelni Vistula. - Putin bardzo długo zwlekał z tą decyzją, zdając sobie sprawę, że to ryzykowny krok. To postawienie na kartę trudną dla niego politycznie. Ta tzw. operacja specjalna bardzo podniosła jego notowania, a tu stawia na szalę swoje poparcie społeczne. Mieszkańcy Ukrainy nie akceptują rosyjskiej obecności. (Putin - red.) musi postawić na zwiększenie obecności wojska, zasilić rekrutami z rosyjskiego społeczeństwa i przymusić obywateli, by poszli na front. To ryzykowne politycznie dla niego. Musi zastosować represje wobec obywateli, więc też stracić poparcie. Elektorat negatywny będzie rósł - stwierdziła prof. Agnieszka Legucka. Nie tylko młodzi ludzie mogą uciekać przed powołaniem do wojska. - On elementu młodych ludzi się obawia. Nie chce poborowych tuż po studiach. Cały czas wskazuje, że nie będzie to dotyczyło najmłodszych, tylko rezerwistów. A to, co rzeczywiście w jego dekrecie jest napisane, to Ministerstwo Obrony Narodowej będzie decydować o tym, kto zostanie pociągnięty na front. Putin ryzykuje. Biorąc pod uwagę nastroje społeczne, to do tej pory omijał duże miasta. Wyraźnie było widać, że symbole "V" i "Z" najbardziej były wtłaczane na prowincji przez administrację i szkolnictwo, gdzie władze mają większe możliwości nacisku. Moskwa i Petersburg były pod szczególnym nadzorem władz. Widać wyraźnie, że Petersburgu, gdzie policja ma bardziej represyjne narzędzia, daje do zrozumienia, że ci którzy protestują, będą wysyłani na front - dodała. Co Rosjanie piszą w sieci o mobilizacji? - W rosyjskim Telegramie, zanim pojawiła się decyzja Putina, było czuć napięcie Rosjan. Rosjanie szukali strategii indywidualnych. Po decyzji o mobilizacji najczęściej pojawiającą się frazą było "w jaki sposób wyjechać z Rosji", a drugą najczęstszą frazą było "jak złamać sobie rękę w warunkach domowych". Rosjanie nie są narodem podróżującym, tylko 30 proc. Rosjan ma paszporty. Są specjalne strony, które mają pomóc Rosjanom w tej sytuacji, np. do jakich krajów uciekać, kiedy nie ma się paszportu. Uciekają nawet na Białoruś, choć zdają sobie sprawę, że Białoruś może ich wrócić do Rosji - dodała ekspertka.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Rosjanie protestują. "Rosja staje się państwem częściowo totalitarnym"
WIDEO

Rosjanie protestują. "Rosja staje się państwem częściowo totalitarnym"

Rosjanie protestują przeciwko częściowej mobilizacji, którą zarządził Władimir Putin. O nastroje społeczne w Rosji oraz o skuteczność protestów Agnieszka Kopacz-Domańska pytała w programie "Newsroom WP" prof. Agnieszkę Legucką z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych oraz Uczelni Vistula. - Wydaje się, że Władimir Putin jest zdesperowany. Wojna w Ukrainie jest jego prawdziwą obsesją, a Rosjanie wreszcie uświadomili sobie, że to nie jest wojna, która toczy się gdzieś daleko, na ekranach telewizorów i czymś, co ma podnieść prestiż Rosji. Po lutym tego roku notowania prezydenta podniosły się i nawet poparcie dla tej tzw. specjalnej operacji wojskowej wzrosło w społeczeństwie. Putinowi udało się przekonać Rosjan, że wojna ich nie dotyczy. Ogłoszenie częściowej mobilizacji dotyka ich bezpośrednio. To oznacza, że ich rodziny mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności, w związku z czym zaczęli wychodzić na ulice - mówiła prof. Agnieszka Legucka. - W wielu miastach, nie tylko w Moskwie i Petersburgu odbywają się protesty. Trzeba zdawać sobie sprawę, że Putin przynajmniej od 2011 r. doskonali w Rosji system represji. Wraz z ogłoszeniem częściowej mobilizacji zaostrzył również kodeks karny. Za dezercję grozi 10 lat, a za odmowę pójścia na front 3 lata pozbawienia wolności. Wraz z tą decyzją jest po raz kolejny przykręcana śruba represji, a państwo rosyjskie staje się państwem częściowo totalitarnym. Wielu Rosjan stosuje taktykę indywidualną. Wielu Rosjan jest apolitycznych i stara się być daleko od polityki, co Polaków dziwi. Przyjmują strategię pragmatyczną, czyli dostosować się. Tę strategię indywidualnego podejścia stosują protestując nogami, czyli uciekając z kraju - komentowała ekspertka.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki