newsroom wp (strona 44 z 49)

WIDEO

Igor Tuleya będzie doprowadzony siłą? Emocje posła od Ziobry w programie WP

W środę rozpoczęło się posiedzenie ws. wniosku o zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie warszawskiego sędziego Igora Tulei do prokuratury. Ogłoszenie decyzji Izby Dyscyplinarnej (która zdaniem rzecznika generalnego TSUE może nie spełniać wymogów ustanowionych w prawie Unii) Sądu Najwyższego ma być jawne. Sprawę skomentował w środowym programie "Newsroom WP" Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości. - Każde naruszenie prawa karnego (…) musi być wyjaśnione. (…) Ani sędzia Tuleya, ani jego przyjaciele sędziowscy i polityczni, nie mają mocy swoją samoistną decyzją uznawać, że jakieś prawo ich obowiązuje bądź nie. Zgodnie z polskim porządkiem ustrojowym, Izba Dyscyplinarna SN funkcjonuje, a ustawa jest w mocy. (…) Każdy obywatel, nawet jeśli z jakąś ustawą się nie zgadza, ma obowiązek się do niej stosować, dopóki ta ustawa jest w porządku prawnym. Sędzia Tuleya nie jest świętą krową, każdy obywatel, gdyby znalazł się w jego sytuacji, byłby doprowadzony przed ograny ścigania – stwierdził Kaleta. Wiceminister dodał, że gdyby to jego wezwała prokuratura czy policja, to stawiłby się na miejsce, "nawet gdyby nie zgadzał się z rozstrzygnięciami, jakie wobec niego te organy chciałyby reprezentować". - Ta postawa (sędziego Tulei - red.) jest zachętą do anarchizacji w imię polityzacji wymiaru sprawiedliwości przez grupę sędziów, która uznała, że sama jest władzą w Polsce. Ta grupa uważa, że sama ma mandat do sprawowania władzy i nikt w procesie demokratycznym nie może tego mandatu podważyć, że są państwem w państwie i na tej podstawie razem z opozycją próbują destabilizować system prawny w Polsce - dodał Kaleta.
WIDEO

Incydent z Andrzejem Dudą. Ekspert od katastrofy w Smoleńsku zadał pytanie

Wtorkowa publikacja dziennikarza WP Szymona Jadczaka dotycząca niebezpiecznego incydentu, do którego doszło podczas lotu Andrzeja Dudy, odbiła się szerokim echem nie tylko w mediach społecznościowych, ale też wśród komentatorów i polityków. O tym, co było największym błędem w sytuacji, która miała miejsce latem 2020 r., powiedział w programie "Newsroom WP" dr Maciej Lasek, były szef Państwowej Komisji Badań Wypadków Lotniczych (KO). - Największym grzechem było podjęcie decyzji o starcie. Wprowadziło to duże zagrożenie bezpieczeństwa dla lotu, ponieważ w przestrzeni powietrznej (…) nie był zapewniony nadzór kontrolera. Doprowadziło to do tego, że załoga samolotu wznoszącego się z dużą prędkością nie wiedziała, czy w przestrzeni obok nie znajduje się inny samolot, czy inny ruch - powiedział. Dr Lasek przypomniał także o porozumieniu, które zostało zawarte w związku z obsługą tego typu lotów specjalnych. - Porozumienie to wymaga, aby Służba Ochrony Państwa powiadamiała odpowiednio wcześniej o opóźnieniach, które mogą pojawić się w delegacji. W tej sytuacji delegacja przyjechała tuż przed zamknięciem lotniska, w sytuacji, kiedy kontroler kończył pracę. Interesująca byłaby odpowiedź na pytanie, czy Służba Ochrony Państwa powiadomiła odpowiednio wcześniej zarówno zarządzającego lotniskiem, jak i służby lotniczej kontroli ruchu. (…) Gdyby zrobili to odpowiednio wcześniej, można byłoby zastosować procedury, które pozwoliłyby, żeby ten lot odbył się zgodnie z przepisami. Najwyraźniej tak się nie stało. Nie wierzę, żeby doświadczona pani kapitan podjęła decyzję o starcie z tego lotniska bez żadnej presji - dodał ekspert.