uchodźcy (strona 15 z 69)

Pomaga uchodźcom na granicy. Powiedziała dlaczego
3:00

Pomaga uchodźcom na granicy. Powiedziała dlaczego

Przewodnicząca rady miejskiej w Michałowie Maria Bożena Ancipiuk zdradziła w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski, że jest krytykowana za to, że pomaga uchodźcom na granicy polsko-białoruskiej. - Ja się tej krytyki nie boję, ponieważ ja mam w sobie odruch człowieczeństwa - zaznaczyła polityk. - Jestem człowiekiem, jestem osobą rozumną. Mam dzieci, mam wnuki. Nie wyobrażam sobie, że taka sytuacja właśnie spotkała moje dzieci czy wnuki - kontynuowała rozmówczyni Mateusza Ratajczaka. - To jest odruch bezwarunkowy, niezależny ode mnie - tak o pomocy ludziom koczującym na granicy mówiła Maria Ancipiuk. - Ja uważam, że dzieciom, kobietom i tym osobom, które przedostały się na teren Polski, trzeba udzielić azylu i schronienia. Przenieść ich do ośrodków - zaznaczyła radna. Polityk wyjaśniła, że te osoby uciekają ze strachu przed tym, że zginą w swoim kraju. Radna została zapytana o to, co czuje gdy, słyszy określenie "dzieci z Michałowa". Ancipiuk przekazała, że wiele osób zrozumiało, że nie chodzi o dzieci mieszkające w Michałowie, ale o cudzoziemców. - Jak zobaczyłam napis na ekranie: "co się stało z dziećmi z Michałowa", to oniemiałam - wyjaśniła polityk i przekazała, że w czwartek odbyła się sesja Rady Miejskiej z udziałem majora Straży Granicznej. - Przegotowaliśmy dekorację: był to drut kolczasty, który leżał na półokrągłym stole i korona cierniowa. To był nasz krzyk, sprzeciw przeciwko temu, co dzieje się z dziećmi i kobietami, które zostały przywiezione do Straży Granicznej w Michałowie - dodała przewodnicząca rady miejskiej w tym mieście.
Sylwia Bagińska Sylwia Bagińska
Celowe działania Łukaszenki? Dziennikarz przyniósł dowody do studia
1:53

Celowe działania Łukaszenki? Dziennikarz przyniósł dowody do studia

Patryk Michalski jest autorem reportażu pt. "Ludzie. Na Granicy", który nagrany został pod strefą stanu wyjątkowego. Podczas kręcenia materiału reporter Wirtualnej Polski natknął się na mnóstwo rzeczy pozostawionych przez uchodźców w prowizorycznych leśnych obozowiskach. Poza częściami garderoby i opakowaniami po jedzeniu dziennikarz znalazł tam mnóstwo dokumentów świadczących o tym, że przekraczanie polskiej granicy przez uchodźców to zorganizowana akcja białoruskiego reżimu pod wodzą Aleksandra Łukaszenki. W rozmowie z Agnieszką Kopacz w programie "Newsroom" WP Patryk Michalski przedstawił dowody świadczące o celowym działaniu Białorusi oraz opowiedział o tym, co dokładnie zawierają porzucone w lesie przez nielegalnych imigrantów dokumenty. - Tych dowodów było już do tej pory mnóstwo, ale my przekonaliśmy się o tym na własne oczy. W jednym z lasów w gminie Michałowo znaleźliśmy mnóstwo dokumentów. (…) One były całkowicie porzucone – tłumaczy dziennikarz. Jak dodał, "teoretycznie" wizyty uchodźców na Białorusi mają charakter turystyczny, ponieważ ci ludzie dostają wizy dwutygodniowe. - Ale jest to oczywiście przykrywka. Po jednym, dwóch dniach oni trafiają na granicę, często z pomocą służb. Oni nawet zaznaczają im pinezki w Google Maps, pokazując, którędy powinni iść. Dają im narzędzia do tego, by forsować to ogrodzenie, które powstało, więc to jest bardzo nierówna gra. Z jednej strony polskie służby muszą zabezpieczać granicę, ale z drugiej strony białoruskie służby robią wszystko, żeby to uniemożliwić – zauważa dziennikarz Wirtualnej Polski.