stanisław koziej (strona 2 z 4)

Kryzys chińsko-tajwański. Gen. Koziej: "To bardzo prawdopodobny scenariusz"
WIDEO

Kryzys chińsko-tajwański. Gen. Koziej: "To bardzo prawdopodobny scenariusz"

Agencja Reutera podała, że ok. 20 chińskich okrętów utrzymywało rano pozycje w cieśninie chińsko-tajwańskiej. Chińskie okręty miały wepchnąć się do strefy buforowej, a jednostki tajwańskie miały je monitorować. Zdaniem gen. Stanisława Kozieja kryzys chińsko-tajwański może być globalnie groźniejszy niż wojna w Ukrainie. - Tam jest ryzyko dojścia do bezpośredniego starcia dwóch mocarstw nuklearnych - ocenił w programie "Newsroom WP" były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. - W Ukrainie jest inna sytuacja, bo ona nie ma broni nuklearnej. W stosunku do Tajwanu Amerykanie są bardziej zaangażowani. Flota amerykańska musi mieć swobodę działania. Konflikt zbrojny w tym regionie dotknąłby Amerykę bezpośrednio. Jest ogromne ryzyko, że tam może dojść do bezpośrednich starć zbrojnych między tymi dwoma mocarstwami. Zarówno Chiny, jak i USA starają się uniknąć takiego scenariusza. Być może będzie kontynuowany scenariusz najprostszy, czyli manewry. Władze chińskie pokazałyby swoim obywatelom, że są zdecydowane. To scenariusz pogrożenia palcem władzom w Tajpej, który jest realizowany. Drugi scenariusz to przedłużenie blokady, która z tych ćwiczeń wynika. Niewykluczone, że potrwają tygodniami do czasu zjazdu Komunistycznej Partii Chin i będzie potrzebny sygnał propagandowy, jak próba wymuszenia na władzach w Tajpej pokajania się. Chiny mogą uzyskać propagandowy urobek z tego kryzysu na użytek wewnętrzny. Niewykluczony jest wariant bardziej ryzykowny. Jeśli by to wymuszenie upokorzenia władz w Tajpej się nie powiodło, to (możliwe jest - red.) zajęcie kilku wysepek poza Tajwanem, które są we władaniu Tajpej, a są blisko Chin. (Chodzi o to - red.), by pokazać, że rozpoczął się proces reunifikacji Tajwanu do Chin. To bardzo prawdopodobny scenariusz - dodał.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Niespotykane straty Rosjan. "Putin szuka sposobu"
WIDEO

Niespotykane straty Rosjan. "Putin szuka sposobu"

Rosjanie tracą siły. Coraz trudniej wysyłać im na front nawet 18-letnich niedoświadczonych rekrutów. Krążą pogłoski o wsparciu z Korei Północnej, która miałaby wysłać 100 tys. żołnierzy. - Nie bardzo wierzę, aby 100 tys. Koreańczyków zjawiło się w Ukrainie, ale nie wykluczam batalionu czy oddziału ochotników w zamian za pomoc dla Korei Północnej. To jest bardzo prawdopodobne. Większa armia północnokoreańska jest bardzo mało prawdopodobna. Kłopoty w uzupełnianiu strat wojennych w Rosji są bardzo wyraźne. Słyszymy, że Rosja ucieka się do werbowania na front nawet więźniów, czy też do oszukiwania ludzi nie za bardzo zorientowanych (w sytuacji - red.), to świadczy o tym, że straty wojenne są ogromne - stwierdził gen. prof. Stanisław Koziej w programie "Newsroom WP". - Słyszeliśmy, że to ok. 70-80 tys. żołnierzy, którzy zginęli bądź zostali ranni i wycofani z działań. To ok. 1/3 całej armii rosyjskiej zaangażowanej w Ukrainie. Przyjmuje się, że jeżeli jednostka wojskowa poniesie stratę w wysokości 20 proc., to jest traktowana jako obezwładniona. Jeżeli straty wynoszą ok. 40-60 proc. to taka jednostka jest zniszczona i w ogóle nie nadaje się do użycia. Jeżeli zmiany na poziomie strategicznym wynosi ok. 30 proc., a te dane są wiarygodne, to są to straty niespotykane. Uniemożliwiają armii rosyjskiej prowadzenie planowych i zorganizowanych operacji według własnego planu. Armia rosyjska musi myśleć o obronie swojego stanu, niż o zdobyczach. Stąd sądzę, że potrzeba przejścia do powszechnej mobilizacji jest koniecznością, na którą Putin szuka sposobu, by jednocześnie Rosjanie nie zbuntowali się przeciwko niemu - dodał wojskowy.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
"Niezwykle skuteczne". Gen. Koziej o nowej broni
WIDEO

"Niezwykle skuteczne". Gen. Koziej o nowej broni

Stany Zjednoczone ogłosiły 18. już pakiet wsparcia militarnego Ukrainy. Pomoc będzie warta 1 mld dolarów. Składają się na nią m.in. moździerze i Javeliny. Od początku wojny w Ukrainie USA przekazały Ukraińcom wsparcie militarne warte ok. 10 mld dolarów. Ukraińcy otrzymali m.in. pociski antyradarowe AGM-88 Harm, które mają zasięg 48 km. Czy mogą zmienić oblicze wojny? - To bardzo ważna informacja. Świadczy o tym, że Amerykanie zdejmują z siebie ograniczenia, które nakładali na swoje dostarczanie pomocy Ukrainie. Dostarczenie tego typu broni, która oślepia radary rosyjskie znajdujące się blisko linii frontu i tym samym utrudnia, a wręcz uniemożliwia skuteczne działanie sił powietrznych rosyjskich, jest dla Ukraińców bardzo ważne, bo Rosja ma przewagę w powietrzu - ocenił w programie "Newsroom WP" gen. prof. Stanisław Koziej. - Takie środki są niezwykle skuteczne. To bardzo pozytywny sygnał na poziomie polityczno-strategicznym. Świadczy o tym, że Stany Zjednoczone gotowe są zdejmować z siebie ograniczenia i wspierać armię ukraińską. Dziś głównym problemem staje się dostarczenie amunicji i rakiet, czyli środków typu zachodniego. Ukraina dostaje z Zachodu już nie ten poradziecki sprzęt, który również z Polski dostarczaliśmy Ukraińcom, tylko sprzęt produkowany na Zachodzie. Na to idą głównie środki amerykańskie - stwierdził były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
NATO włączy się do wojny? "Może do tego dojść przez przypadek"
WIDEO

NATO włączy się do wojny? "Może do tego dojść przez przypadek"

- Będzie źle, jeśli NATO będzie zmuszone wejść do wojny. Jeżeli NATO będzie zbyt bierne, Rosja będzie chciała to wykorzystywać i eskalować swoją wojnę - mówił w programie "Newsroom" WP gen. prof. Stanisław Koziej. Były szef BBN dodał, że Sojusz Północnoatlantycki może stać się aktywną stroną wojny "przez przypadek". - Mam na myśli bardzo niebezpieczne z naszego puntu widzenia rosyjskie uderzenia rakietowa dalekiego zasięgu w pobliżu granic NATO, granic Polski bronią, która może także przenosić ładunki nuklearne - tłumaczył. Generał przypomniał, że rosyjskie pociski spadały już w okolicach Lwowa. - Przez przypadek taka rakieta może przelecieć przez granice, nawet w wyniku jakiegoś błędu. W związku z tym uważam, że NATO bardziej aktywnie powinno odpychać tego typu zagrożenia od swoich granic i na przykład przypomnieć Rosji, że musimy bronić swoich granic nawet przed takimi błędami - oświadczył gen. Koziej. Zdaniem wojskowego, aby ustrzec się przed podobnymi sytuacjami, NATO mogłoby wzdłuż swoich wschodnich granic z Ukrainą ustanowić "strefę obrony przeciwrakietowej dla zestrzeliwania rosyjskich rakiet dalekiego zasięgu, które lecą w kierunku naszej granicy". Zaznaczył, że potrzebna do tego byłaby jedynie "zgoda polityczna", bo odpowiednia infrastruktura wojskowa - w postaci systemu Patriot - jest już tam rozmieszczona.
Maciej Zubel Maciej Zubel
WIDEO

Zabroniona amunicja fosforowa. Ekspert o skutkach działania śmiercionośnej rosyjskiej broni

Rosjanie używają na wojnie w Ukrainie zabronionej amunicji fosforowej. Chodzi m.in. o ostrzeliwanie miejscowości na linii frontu w obwodzie donieckim – poinformował gubernator tego obwodu Pawło Kyryłenko, cytowany przez Agencję Reutera. – Broń fosforowa to amunicja zapalająca, która powoduje dodatkowe pożary. W przypadku bezpośredniego kontaktu z człowiekiem powoduje ogromne rany i cierpienie. Ta broń ma na celu zadawać dodatkowy ból, nawet w trakcie zabijania, co samo w sobie jest przez międzynarodowe konwencje zabronione - powiedział w programie WP Newsroom gen. prof. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. - Można atakować wroga, ale nie należy zadawać mu dodatkowego, niepotrzebnego cierpienia. Ta broń nie działa dodatkowo taktycznie czy operacyjnie, ona powoduje dodatkowy, ogromny ból – dodał ekspert. Rosjanie od początku wojny używają także innej broni – zaminowują tereny Ukrainy. O takich przypadkach głośno jest w obwodzie charkowskim. Armia Putina używa do tego nowoczesnych min przeciwpiechotnych z elektronicznym czujnikiem sejsmicznym. - Zgodnie z zasadami sztuki wojennej, pola minowe powinny być dobrze oznakowane, by po wojnie można było bezpiecznie oczyścić dany teren. Natomiast miny, które są rozproszone po całym terytorium i nie wiemy, gdzie one się znajdują, trudno wykryć – tłumaczył gen. prof. Stanisław Koziej. - Dopóki taki teren nie zostanie oczyszczony, stanowi poważne zagrożenie dla ludności cywilnej, poruszających się dzieci, zwierząt. Taki zaminowany obszar jest jak teren skażony. Mogą minąć lata, zanim takie miny zostaną kiedyś usunięte. To kosztowny zabieg – podsumował były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Wojna Rosja-NATO nieunikniona? Gen. Koziej: ryzyko jest ogromne
WIDEO

Wojna Rosja-NATO nieunikniona? Gen. Koziej: ryzyko jest ogromne

"Otwarty konflikt z NATO jest tylko kwestią czasu. Sankcje mogły nie dopuścić do inwazji, ale trwającej wojny i pędzących czołgów już nie zatrzymają" - stwierdził w rozmowie z WP Garri Kasparow. Z jego opinią "w dużym stopniu" zgodził się w programie specjalnym WP gen. prof. Stanisław Koziej, były szef BBN. - My oczywiście jako NATO nie chcemy, aby ta wojna się rozszerzała, aby stała się rosyjsko-europejska, czy rosyjsko-światowa, ale jest takie ogromne ryzyko - ocenił Koziej. Pytany wprost, czy pole konfliktu może się rozszerzyć o kraje NATO, przyznał: "Tego się obawiam". - Jeśli ta wojna nie będzie dawała Rosji szans na osiągnięcie celu, może zdecydować się na zaszantażowanie groźbą eskalacji - przestrzegł Koziej. Nie wykluczył, że w krajach NATO, np. w Polsce, mogliby się pojawić najemnicy grupy Wagnera. - Rosja może próbować dezorganizować pomoc wojskową dla armii ukraińskiej, rozpoczynając od rożnych cyberakcji na infrastrukturę, które mogą być mocno zintensyfikowane, poprzez różne działania dywersyjne - ataki, zamachy, czy też zwykle sianie paniki przez dezinformację. To może być agresja podprogowa, która będzie utrudniała Zachodowi reakcję - wyjaśnił. Generał pytany był również o zamknięcie nieba nad Ukrainą. - Obawiam się, że będziemy się wstrzymywać, a i tak będziemy mieli wojnę z Rosją, Rosja narzuci nam swoim zachowaniem konieczność reagowania. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby podjąć męską decyzję: stop, musimy tę Rosję zatrzymać za wszelką cenę - stwierdził Koziej.
Natalia Durman Natalia Durman