stan wyjątkowy (strona 7 z 16)

Były premier wprost o konferencji ministrów: To było po prostu obrzydliwe
2:59

Były premier wprost o konferencji ministrów: To było po prostu obrzydliwe

Konferencja prasowa Mariusza Błaszczaka i Mariusza Kamińskiego, na której pokazano zdjęcia mające pochodzić z telefonów migrantów wywołała oburzenie znacznej części opinii publicznej. Krytyki nie szczędził ministrom również były premier Włodzimierz Cimoszewicz, który był gościem programu WP "Newsroom". - To było po prostu obrzydliwe, to było kłamliwe i w sposób oczywisty nastawione na wywołanie takiego wrażenia wśród ludzi mało zorientowanych, (…) że rzeczywiście do nas docierają jacyś zboczeńcy, terroryści, zbrodniarze itd.. - powiedział. Polityk dodał, że internauci bardzo szybko wskazali źródło pokazanych na konferencji zdjęć. Cimoszewicz stwierdził również, że "odrażającym moralnie" było pokazanie egzekucji wykonywanej przez kata z tzw. państwa islamskiego. Ocenił, że celem było podprogowe oddziaływanie na opinię publiczną, mające wywołać strach i niechęć wobec migrantów. - To jest podłe zachowanie - podsumował. Były premier powiedział również, że prawdziwą intencję ministrów ujawniły późniejsze relacje z konferencji pokazywane na antenie TVP i TVP Info. - Sorry, że posługuję się tym językiem telewizji rządowej, ale oni, jak rozumiem, przez dwa dni posługiwali się takim komunikatem: "zgwałcił krowę, chciał się dostać do Polski”. Oni w ten sposób podsumowali to, co wynikało z wystąpień Błaszczaka i Kamińskiego - stwierdził Włodzimierz Cimoszewicz.
Opcje
Stan wyjątkowy. Były premier kontrolowany przy granicy. "To było upokarzające"
2
3:13

Stan wyjątkowy. Były premier kontrolowany przy granicy. "To było upokarzające"

- Nigdy nie słyszałem ze strony rządzących jakiegokolwiek uzasadnienia dla wprowadzenia stanu wyjątkowego poza tym, że mamy problem na granicy. Tylko w jaki sposób stan wyjątkowy przyczynia się do rozwiązywania tego problemu? Tego nigdy nie wyjaśniono - mówił gość programu "Newsroom WP" Włodzimierz Cimoszewicz. Patrycjusz Wyżga pytał go o obecną sytuację przy granicy z Białorusią. Były premier i europoseł mieszka na terenie bezpośrednio sąsiadującym z rejonem objętym stanem wyjątkowym. Według niego, jedyna zauważalna różnica na tym terenie od rozpoczęcia kryzysu na granicy polega na tym, że wcześniej wyrywkowe kontrole przejeżdżających pojazdów prowadziła tylko straż graniczna, a obecnie robi to również policja. - To polega na tym, że kiedy wyjeżdżam stąd, jadę po zakupy albo po prostu z powodu mojej pracy wybieram się do Brukseli czy do Strasburga, to jestem kontrolowany. Początkowo to było nawet nieco upokarzające, dlatego że nie tylko sprawdzano dowód osobisty, ale kazano mi podawać stan licznika mojego samochodu. Najwyraźniej w systemie samochodów skradzionych sprawdzano też, czy były premier nie jeździ skradzionym samochodem. Może jeszcze sam go ukradł?” - mówił Cimoszewicz. - Nawet było tak, że jechałem na zakupy do Hajnówki, to jest 20 kilometrów stąd. Po 1,5 godz. wracałem i ci sami ludzie przeprowadzali tę samą kontrolę, w taki sam sposób - dodał. Zaznaczył, że po kilku tygodniach takich kontroli podejście funkcjonariuszy się nieco zmieniło. - W tej chwili najczęściej zachowują się trochę inaczej. Jak mnie widzą, to już pozwalają mi przejeżdżać. Tylko że zaglądają, czy nie wiozę kogoś w bagażniku mojego samochodu - powiedział były premier.
Maciej Zubel

M. Zubel

Opcje
Poseł PiS o stanie wyjątkowym. "Każdy, kto atakuje działania SG, gra ręka w rękę z Łukaszenką"
5:54

Poseł PiS o stanie wyjątkowym. "Każdy, kto atakuje działania SG, gra ręka w rękę z Łukaszenką"

- Stan wyjątkowy jest konieczny ponieważ mamy do czynienia cały czas z atakiem na Polskę metodami wojny nowej generacji, metodami hybrydowymi. Musimy się przed tym atakiem skutecznie bronić. Stan wyjątkowy w tym wąskim pasie przygranicznym (…) ułatwia pracę funkcjonariuszom Straży Granicznej, ułatwia pracę żołnierzom. Dzięki niemu mogą po prostu skutecznie bronić naszej granicy - powiedział w programie "Newsroom" WP Marcin Horała. Poseł PiS dodał, że podobne działania służb białoruskich praktykowane były na granicy polsko-litewskiej i w obecnej chwili raczej ustają. - Na kierunku polskim niestety trwają, ponieważ patrząc na zachowanie części opozycji, części elit opiniotwórczych w Polsce, może być gdzieś tam po stronie białoruskiej nadzieja, że do takiego stanu skłócenia wewnętrznego, rozkładu decyzyjnego, rozkładu moralnego wreszcie po stronie polskiej można doprowadzić. Trzeba to po prostu stronie białoruskiej zdecydowanie wybić z głowy - dodał. Polityk, pytany o to jego zdaniem opozycja - krytykując działania rządu - idzie "ręka w rękę" z Aleksandrem Łukaszenką, odparł że "nie cała". - Ci wszyscy, którzy krytykują działania Straży Granicznej, funkcjonariuszy. Ci wszyscy, którzy formułują pod ich adresem absurdalne, nieraz niezwykle oburzające porównania czy oskarżenia. To jest sygnał dla drugiej strony, że być może polski żołnierz (…) nie ma poparcia w społeczeństwie, że być może gdyby ten atak miał się nasilić (…) to Polska nie będzie się bronić czy będzie bronić się słabiej, bo część polskiego społeczeństwa będzie podważać działania swoich sił zbrojnych i swoich funkcjonariuszy - oznajmił Marcin Horała. - Każdy, kto atakuje nasze służby, kto atakuje w tym kontekście działania Straży Granicznej czy wojska, tak - gra ręka w rękę z Łukaszenką - podsumował.
Opcje