stan wyjątkowy (strona 6 z 15)

Krzysztof Gawkowski o słowach Macieja Wąsika: to należy obśmiać
WIDEO

Krzysztof Gawkowski o słowach Macieja Wąsika: to należy obśmiać

"Ten czas jest potrzebny, byśmy mogli kontynuować fizyczne umocnienia graniczne i zastępować je jeszcze lepszymi. Bez towarzyszących temu happeningów politycznych" - stwierdził w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Maciej Wąsik, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. - Czyli gdyby nie stan wyjątkowy, to na granicy byłyby organizowane happeningi polityczne? - z takim pytaniem prowadzący program "Tłit" w WP Patrycjusz Wyżga zwrócił się do swojego gościa Krzysztofa Gawkowskiego, przewodniczącego klubu parlamentarnego Lewicy.- To należy obśmiać, choć jedną rzecz ważną mówi pan Wąsik: trzeba granice umocnić, trzeba z reżimem Łukaszenki walczyć, jeśli chodzi o masowe wciąganie w to bezbronnych ludzi i doprowadzanie do tego, że uchodźcy są przeprowadzani przez granicę przez białoruskie służby. To jest ważne i trzeba się tym zająć - odparł Gawkowski. - Lewica mówi: będziemy wspierać wszystkie legalne działania rządu na granicy, które mają ustabilizować sytuację. Ale nie będziemy ślepo patrzyli na kłamstwa pana Kamińskiego i pana Błaszczaka, którzy zohydzają każdą osobę, która przekracza granicę, de facto zrównują każdego, kto tę granicę przekroczy z jakimś barbarzyńcą, pedofilem czy zoofilem. To jest nieuczciwe. Patrzyliśmy na dzieci, które bez skarpetek odesłano na granicę. Cztero-, pięcio-, sześciolatki miały w nocy koczować w lesie, bo państwo polskie powiedziało, że nie jest w stanie im pomóc. Nie rozumiem, dlaczego państwo polskie nie może pomóc grupie pięciu dzieciaków wraz z matkami. To jest odpowiedź rodem z jakiegoś czarnego horroru, tylko dlatego, żeby PiS miał podstawę przykrywać inne sprawy dotyczące medyków, dotyczące sitwy w spółkach Skarbu Państwa, skali nepotyzmu itd., itd. - ocenił Krzysztof Gawkowski.
Violetta Baran Violetta Baran
Były premier wprost o konferencji ministrów: To było po prostu obrzydliwe
WIDEO

Były premier wprost o konferencji ministrów: To było po prostu obrzydliwe

Konferencja prasowa Mariusza Błaszczaka i Mariusza Kamińskiego, na której pokazano zdjęcia mające pochodzić z telefonów migrantów wywołała oburzenie znacznej części opinii publicznej. Krytyki nie szczędził ministrom również były premier Włodzimierz Cimoszewicz, który był gościem programu WP "Newsroom". - To było po prostu obrzydliwe, to było kłamliwe i w sposób oczywisty nastawione na wywołanie takiego wrażenia wśród ludzi mało zorientowanych, (…) że rzeczywiście do nas docierają jacyś zboczeńcy, terroryści, zbrodniarze itd.. - powiedział. Polityk dodał, że internauci bardzo szybko wskazali źródło pokazanych na konferencji zdjęć. Cimoszewicz stwierdził również, że "odrażającym moralnie" było pokazanie egzekucji wykonywanej przez kata z tzw. państwa islamskiego. Ocenił, że celem było podprogowe oddziaływanie na opinię publiczną, mające wywołać strach i niechęć wobec migrantów. - To jest podłe zachowanie - podsumował. Były premier powiedział również, że prawdziwą intencję ministrów ujawniły późniejsze relacje z konferencji pokazywane na antenie TVP i TVP Info. - Sorry, że posługuję się tym językiem telewizji rządowej, ale oni, jak rozumiem, przez dwa dni posługiwali się takim komunikatem: "zgwałcił krowę, chciał się dostać do Polski”. Oni w ten sposób podsumowali to, co wynikało z wystąpień Błaszczaka i Kamińskiego - stwierdził Włodzimierz Cimoszewicz.
Stan wyjątkowy. Były premier kontrolowany przy granicy. "To było upokarzające"
WIDEO

Stan wyjątkowy. Były premier kontrolowany przy granicy. "To było upokarzające"

- Nigdy nie słyszałem ze strony rządzących jakiegokolwiek uzasadnienia dla wprowadzenia stanu wyjątkowego poza tym, że mamy problem na granicy. Tylko w jaki sposób stan wyjątkowy przyczynia się do rozwiązywania tego problemu? Tego nigdy nie wyjaśniono - mówił gość programu "Newsroom WP" Włodzimierz Cimoszewicz. Patrycjusz Wyżga pytał go o obecną sytuację przy granicy z Białorusią. Były premier i europoseł mieszka na terenie bezpośrednio sąsiadującym z rejonem objętym stanem wyjątkowym. Według niego, jedyna zauważalna różnica na tym terenie od rozpoczęcia kryzysu na granicy polega na tym, że wcześniej wyrywkowe kontrole przejeżdżających pojazdów prowadziła tylko straż graniczna, a obecnie robi to również policja. - To polega na tym, że kiedy wyjeżdżam stąd, jadę po zakupy albo po prostu z powodu mojej pracy wybieram się do Brukseli czy do Strasburga, to jestem kontrolowany. Początkowo to było nawet nieco upokarzające, dlatego że nie tylko sprawdzano dowód osobisty, ale kazano mi podawać stan licznika mojego samochodu. Najwyraźniej w systemie samochodów skradzionych sprawdzano też, czy były premier nie jeździ skradzionym samochodem. Może jeszcze sam go ukradł?” - mówił Cimoszewicz. - Nawet było tak, że jechałem na zakupy do Hajnówki, to jest 20 kilometrów stąd. Po 1,5 godz. wracałem i ci sami ludzie przeprowadzali tę samą kontrolę, w taki sam sposób - dodał. Zaznaczył, że po kilku tygodniach takich kontroli podejście funkcjonariuszy się nieco zmieniło. - W tej chwili najczęściej zachowują się trochę inaczej. Jak mnie widzą, to już pozwalają mi przejeżdżać. Tylko że zaglądają, czy nie wiozę kogoś w bagażniku mojego samochodu - powiedział były premier.
Maciej Zubel Maciej Zubel