pis (strona 212 z 380)

Sprawa Kurdej-Szatan umorzona. Wiceminister wściekły na sąd
3:02

Sprawa Kurdej-Szatan umorzona. Wiceminister wściekły na sąd

Sąd Rejonowy w Pruszkowie zdecydował o umorzeniu postępowania przeciwko Barbarze Kurdej-Szatan, oskarżonej o zniesławienie Straży Granicznej oraz jej funkcjonariuszy. Artystka, w związku z kryzysem na granicy z Białorusią, nazwała w 2021 roku funkcjonariuszy "maszynami bez mózgów oraz mordercami". Sąd uznał, że jej zachowanie nie zawierało znamion czynu zabronionego. Złości na taką decyzję sądu nie krył wiceminister sprawiedliwości. Michał Woś mówił o tym w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski. - Patologią była ta obrzydliwa wypowiedź, szkalująca polskich funkcjonariuszy, którzy chronili polskich granic. Wtedy część celebrytów próbowała rozmywać temat, mówiąc, że to są biedni ludzie. Okej, trzeba pomagać. Ale to był hybrydowy atak Putina, Łukaszenki na Polskę i to był wstęp do wojny w Ukrainie. Rząd o tym mówił, bo były o tym dane wywiadowcze, które wprost na to wskazywały. Sąd dał kolejny immunitet celebrycki. Mam wrażenie, że jak jakiś celebryta, jakaś gwiazdeczka stanie przed obliczem wysokiego sądu, to wysoki sąd włącza sobie jakieś lampeczki - mówił Woś. Wiceminister sprawiedliwości zgodził się jednocześnie ze swoim kolegą z Solidarnej Polski Sebastianem Kaletą, który taki wyrok sądu przypisał niechęci PiS do reform sądowych. - Sędziowie powinni podlegać pewnym procesom dyscyplinarnym, a nie tworzyć zamkniętą kastę, gdzie ręka rękę myje. Jako Solidarna Polska chcieliśmy to zreformować, reformy były na stole, były gotowe. Ale co się wydarzyło? Pierwszy kompromis z UE, gdzie pan premier pobiegł z kwiatami do pani Gersdorf, mówiąc, że teraz z UE będzie wszystko super. I wówczas odstąpiliśmy. I rozpolitykowani sędziowie zorganizowali się w jeszcze bardziej zabetonowaną kastę i teraz sobie na coś takiego pozwalają - oceniał Woś.
Michał Wróblewski Michał Wróblewski
Kaczyński uderzył w kolejną grupę. "Wie, że jego gawędy są słuchane"
3:43

Kaczyński uderzył w kolejną grupę. "Wie, że jego gawędy są słuchane"

Jarosław Kaczyński mówił na ostatnich spotkaniach ze zwolennikami o walce rządu z inflacją, która wciąż jest na wysokim poziomie. Prof. Sławomir Sowiński uważa, że lider partii rządzącej próbuje rozmyć ten problem w swoich wypowiedziach. - Nie sądzę, żeby z tematu inflacji PiS chciał zrobić główny motyw swojej opowieści wigilijnej. To będzie raczej opowieść o dobrym obozie władzy, który walczy z zagrożeniami i próbuje reprezentować punkt widzenia swoich wyborców w złym i niedobrym świecie - mówił politolog w programie "Newsroom" WP. Prowadzący rozmowę Mateusz Ratajczak przypomniał słowa Jarosława Kaczyńskiego, który mówił o lekarzach, którym zależy głównie na pieniądzach. - Słuchałem tej wypowiedzi. Kaczyński zdaje sobie sprawę, że te jego polityczne gawędy są uważnie słuchane i odbierane jako otwieranie kolejnych nowych frontów. Wyobrażam sobie, że może być to próba budowania napięcia i powrotu do igrzysk. Pamiętajmy, że gdy rosną ceny chleba, to każda władza chce wywołać igrzyska. To metoda nieskuteczna. To PiS-owi nie pomaga - ocenił politolog. Prezes PiS mówił również o możliwej wojnie domowej i pacyfikacji prawicy, gdyby obecna opozycja wygrała przyszłoroczne wybory. - Jedną z kluczowych spraw przy tych wyborach i tym, co być może przesądzi o wyniku, będzie mobilizacja bądź demobilizacja elektoratu. PiS ma dużą głębię, jeżeli chodzi o grono wyborców, do których próbuje dotrzeć, ale nie wszyscy ci wybory są zmobilizowani. Część tych wyborców przez ostatnie trzy lata mogła poczuć się PiS-em rozczarowana. To będzie przekaz czasem na granicy alertu czy przestrzegania przed bezwzględnością opozycji, by obudzić wyborców PiS. Jeżeli mówimy, że wyborcy PiS to seniorzy, to obecnie to 8 mln wyborców, a jeśli mówimy, że ci wyborcy mieszkają poza większymi miastami, to połowa polskich wyborców mieszka w miejscach do 20 tys. mieszkańców. To próba obudzenia ich - skomentował politolog.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Były prezes TVP o pomysłach PiS. "To jedyny powód"
5:35

Były prezes TVP o pomysłach PiS. "To jedyny powód"

Prawo i Sprawiedliwość chce przeznaczyć na media publiczne dodatkowe 700 mln zł. Zdaniem Jana Dworaka, byłego prezesa TVP oraz przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ma to zapewnić partii rządzącej medialne wsparcie w roku wyborczym. - Myślę, że to jedyny powód. To, co robi PiS z mediami w ciągu ostatnich siedmiu lat, pozwala bezpiecznie postawić taką tezę. PiS miał wiele pomysłów, by utrudnić życie mediom, które uważa za niesprzyjające i żeby ułatwić życie mediom publicznym. Przypomnę sprawę TVN-u, sprawę podatku od mediów komercyjnych. Teraz te dwie sprawy związane niby z technologią, ale de facto z chęcią osiągnięcia korzyści politycznych - mówił Dworak w rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem. Chodzi o nowy projekt, według którego kanały telewizji publicznej mają być zaprogramowane jako pierwsze na dekoderach cyfrowych. Takich kanałów może być około 30. - Chodzi o to, żeby w roku przedwyborczym mieć dodatkowe możliwości dotarcia do widza, żeby mogli telewizję publiczną oglądać łatwiej niż inne kanały - dodał. Czy to wstęp do nieczystej medialnej gry przedwyborczej w przyszłym roku? - Obawiam się tego, że ta propaganda, która w tej chwili już jest propagandą bardzo toporną, gdzie niszczy się wspólnotę i poszczególne osoby, nasili się w okresie przedwyborczym, bo PiS jest gotów zrobić bardzo wiele, by zachować władzę - podkreślił były prezes TVP i KRRiT.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Ogromne wsparcie dla TVP. "Obrzydliwość władzy. Polacy zaczną mieć dosyć"
6:26

Ogromne wsparcie dla TVP. "Obrzydliwość władzy. Polacy zaczną mieć dosyć"

Prawo i Sprawiedliwość chce przeznaczyć na media publiczne 700 mln zł więcej. Czy będzie to problem wizerunkowy dla PiS? Michał Wróblewski pytał o to w programie "Tłit" Katarzynę Lubnauer, posłankę Nowoczesnej z klubu Koalicji Obywatelskiej. - To nie 700 mln zł, ale 750 mln zł. To będzie blisko 3 mld zł rocznie na TVP. To wzrost o 38 proc. w momencie, gdy sfera budżetowa ma mieć podwyżki o ok. 8 proc. Gwiazdy TVP, które robią dla PiS-u propagandową informację, mogą liczyć na podwyżki rzędu ponad 30 proc. - porównywała Katarzyna Lubnauer. - Najbardziej podobała mi się wypowiedź jednej z posłanek PiS, która mówiła o relacjonowaniu wielkich wydarzeń sportowych. W przyszłym roku takich wydarzeń nie ma, za to są wybory. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że każda partia może wydać na wybory 30 mln zł, a PiS może wydać prawie 3 mld więcej, to zdajmy sobie sprawę jak nierówne jest to boisko. Zwróćmy uwagę, że mamy do czynienia z sytuacją, w której oni dostają ogromne pieniądze na telewizję publiczną, a z drugiej strony jest kolejna ustawa o tym, że programy TVP mają być na pierwszym miejscu na naszych pilotach. Chcą nawet naszymi pilotami rządzić. Po trzecie, słyszymy, że do końca 2023 r. tylko telewizja publiczna nadaje w dotychczasowym standardzie. Mamy kilkaset tysięcy Polaków, którzy nie zmienili dekoderów i nie mają szansy żeby mieć dostęp do innej telewizji niż publiczna. Chodzi o to, żeby telewizor włączał się od razu na TVP. Mam nadzieję, że tak przechylą w końcu to boisko, że się z niego ześlizgną, że Polacy zaczną mieć dosyć. Będą mieć dosyć, że ktoś programuje im piloty i że na TVP idzie jeszcze więcej pieniędzy niż na psychiatrię dziecięcą. To obrzydliwość władzy, która tak bardzo chce się utrzymać, że jest skłonna wydawać ogromne pieniądze na szczujnię. Jeżeli spojrzymy na wieczorne programy, to one mają na celu hejtowanie opozycji, wychwalanie partii rządzącej i nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością - mówiła posłanka opozycji
Michał Wróblewski Michał Wróblewski
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki