mobilizacja (strona 12 z 17)

Rosjanie pokazali, jak szkolą rezerwistów. Propaganda kontra rzeczywistość
WIDEO

Rosjanie pokazali, jak szkolą rezerwistów. Propaganda kontra rzeczywistość

Tak rosyjska propaganda chwali się "sukcesem" szkoleń rezerwistów. Wykreowane obrazki z ćwiczeń przed wyjazdem na front pokazała rosyjska telewizja państwowa Rossija 1. Propagandowe nagranie udostępniła agencja Associated Press. Nowi poborowi mieli przejść szkolenie z zakresu obsługi broni i ciężkiej artylerii, a także pierwszej pomocy czy obsługi dronów. Wszystko miało miejsce w obwodzie moskiewskim na jednym z wojskowych poligonów. Rosjanie kłamią jednak w najlepsze, ponieważ na filmie żołnierze są wyposażeni w najnowocześniejszy sprzęt i akcesoria. Tymczasem rzeczywistość jest skrajnie inna. Wielu z rezerwistów przebywa w tragicznych warunkach, bez dostępu do wody i ogrzewania. Do tego nie mogą oni liczyć na sprzęt, jaki pojawił się na wykreowanych przez propagandę obrazkach. Nie ma badań, szkoleń i wdrożenia. Powołani Rosjanie w zasadzie natychmiast trafiają na front, gdzie giną lub trafiają do obozów jenieckich. Ukraiński portal Pravda potwierdził, że wyposażeniem niektórych członków armii Putina jest hełm, zardzewiały karabin i lekkie ubranie bojowe. Część ekspertów ze Strategy&Future uważa nawet, że brakuje specjalistycznego obuwia i ochraniaczy na kolana dla poborowych. Dowódcy każą uzupełniać braki, zabierając elementy wyposażenia od żołnierzy, którzy zginęli podczas walk. Dodatkowo brytyjskie MON podało, że od rezerwistów wymaga się zaopatrzenia we własne środki pierwszej pomocy. O tym jednak rosyjska propaganda milczy. Od początku ogłoszenia częściowej mobilizacji z Rosji uciekło ponad 200 tys. mężczyzn w wieku poborowym.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Polski generał: Dla Putina to strzał nie w kolano, a w potylicę
WIDEO

Polski generał: Dla Putina to strzał nie w kolano, a w potylicę

Duże grupy Rosjan mają trafiać na front bez przygotowania - taką informację podał na Telegramie jeden z żołnierzy powołanych do walki w pułku czołgów w Chersoniu. Według gen. bryg. dra Jarosława Kraszewskiego, byłego dowódcy wojsk rakietowych i artylerii wojsk lądowych, tacy żołnierze mogą nie poradzić sobie na polu walki. - W większości armii na świecie taki rodzaj rezerwistów rzuconych do walki nazywa się po prostu mięsem armatnim. Ci ludzie będą ginęli od ognia i środków rakietowych, którymi dysponują Ukraińcy. Ich obecność na polu walki będzie liczona w minutach, maksymalnie w kilku godzinach - podkreślił gen. Kraszewski w programie "Newsroom WP". Mówił, że ważne jest, czy rezerwiści brali wcześniej udział w ćwiczeniach wojskowych. Są problemy z podstawowymi zapasami, takimi jak śpiwory i koce. - Ich morale już jest bardzo niskie. Oni nie są mentalnie przygotowani, by sprawnie działać na polu walki. Może zabrzmi to głupio, ale współczuję ich rodzicom, bo to wysyłanie dzieci na śmierć - dodał. Jak decyzja o częściowej mobilizacji odbije się na Putinie? - dopytywała Agnieszka Kopacz-Domańska. Gen. Kraszewski przyznał, że dla Putina nie był to strzał w kolano, a w potylicę. - Decyzja o mobilizacji jest spóźniona. To spóźnienie jest na korzyść Ukraińców - przyznał. Dodał, że Ukraina dysponuje coraz lepszym sprzętem. - Utrzymanie tej przewagi jakościowej i technologicznej spowoduje, że Ukraińcy niedługo zwycięsko zakończą ten konflikt - ocenił wojskowy.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki