lokalne (strona 79 z 80)

Protest kupców z Marywilskiej 44. Okrzyki "precz z wyzyskiem" przed ratuszem
3:50

Protest kupców z Marywilskiej 44. Okrzyki "precz z wyzyskiem" przed ratuszem

- Jesteśmy przed warszawskim ratuszem, ponieważ potrzebujemy pomocy od miasta st. Warszawy, które przekazało ten teren, jako miejsce dla naszego handlu. Dzisiaj zarządca i firma administrująca nas okrada i oszukuje. Mamy lichwiarskie umowy i nieuczciwe warunki - powiedziała Danuta Sornat-Kot, najemczyni z Marywilskiej 44. W rozmowie reporterem WP Mateuszem Dolakiem przyznała, że dotychczasowy strajk zamienił się w protest, który będzie trwać. "Przestańcie nas okradać", "precz z wyzyskiem" – to tylko część okrzyków, które towarzyszyły protestującym przed ratuszem, którzy przyszli spotkać się z prezydentem Warszawy. Najemcy z Marywilskiej 44 protestują przeciwko horrendalnym podwyżkom czynszów w boksach handlowych. - Spotkaliśmy się z przedstawicielami kupców z Marywilskiej 44, żeby omówić kluczowe problemy związane z funkcjonowaniem indywidualnych przedsiębiorców w tej lokalizacji - powiedział WP Tomasz Bratek, wiceprezydent Warszawy. – Zadeklarowałem w imieniu prezydenta Trzaskowskiego, że spotkamy się i podejmiemy próby mediacji pomiędzy kupcami i kierownictwem spółki Marywilska 44, tak, żeby usiąść i pomyśleć, jak pomóc zwłaszcza kupcom znajdującym się w trudnej sytuacji i którzy są zadłużeni – zapewnił Bratek. Protest trwa. – Nastroje po spotkaniu są bardzo pozytywne. Jesteśmy mile zaskoczeni zaproszeniem prezydenta. Oczekujemy wsparcia od ratusza i otrzymaliśmy deklarację, że je otrzymamy - podsumowała Danuta Sornat-Kot, najemniczy z Marywilskiej i przedstawicielka protestujących.
Mateusz Dolak Mateusz Dolak
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Powódź nad Bugiem. "Ludzie się boją". Dramat mieszkańców wsi na Mazowszu
5:48

Powódź nad Bugiem. "Ludzie się boją". Dramat mieszkańców wsi na Mazowszu

- Tu jest wszystko pozalewane, były przypadki, że przybywało wody, ale nigdy nie tak, jak teraz. Teraz to jest tragedia – powiedział Robert Jaworowski, mieszkaniec Drogoszewa. – Walczymy z tym, żeby ten nasz dobytek uratować. Wybudowałem nowy dom, wszystko mam pozalewane, wilgoć podciąga. Po prostu ręce opadają. Rząd nam nic nie pomaga. Zator ma już 20 km i nic się z tym nie robi. Dzisiaj przyjdzie noc i będzie powtórka, będzie to samo – płacz, kobiety będą stały na drodze, a faceci będą latać z workami piasku i działać, by coś uratować – relacjonował poszkodowany mężczyzna. Reporter WP Mateusz Dolak rozmawiał z mieszkańcami Drogoszewa pod Wyszkowem. Wieś na pograniczu Mazowsza i Podlasia najbardziej ucierpiała w wyniku powodzi spowodowanej przez zator na Bugu. Mieszkańcy pokazali reporterowi WP pozalewane piwnice i pomieszczenia gospodarcze. Niektóre z domów są odcięte od prądu i gazu. - Dzisiaj nie wiem, jak będziemy palić - przyznała jedna z mieszkających w Drogoszewie seniorek, dodając, że ludzie obawiają się o swoje bezpieczeństwo. - Tu nigdy w życiu nie było tyle wody – skomentowała emerytka. Służby i lokalne władze zapewniają, że obserwują stan rzeki i reagują. Nie wszyscy mieszkańcy są zadowoleni z otrzymanej pomocy. W Drogoszewie do pomocy zaangażowano wojsko, które m.in. rozmieszczało worki z piaskiem przed domami. - Tragedia, z którą po prostu nic się nie robi. Tylko jest debata, co zrobić, jak zrobić, trzy doby minęły, a woda się podnosi. Przychodzi noc i ludzie się boją, nie wiedzą co robić – żalił się poszkodowany mieszkaniec Drogoszewa.
Mateusz Dolak Mateusz Dolak
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski