gen. jarosław kraszewski

Baza w Redzikowie celem Rosjan? "Była, zanim wkopano pierwszą łopatę"
WIDEO

Baza w Redzikowie celem Rosjan? "Była, zanim wkopano pierwszą łopatę"

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa oświadczyła, że amerykańska baza przeciwrakietowa w Polsce już dawno znalazła się wśród ewentualnych priorytetowych celów dla Rosji. - Co to oznacza? - z takim pytaniem Paweł Pawłowski, prowadzący program "Newsroom" w Wirtualnej Polsce, zwrócił się do swojego gościa gen. bryg. rez. dr. Jarosława Kraszewskiego, byłego szefa Wojsk Rakietowych i Artylerii Wojsk Lądowych. - Zgodnie ze sztuką wojenną, jak się zaczyna wojnę, to pierwsze, co się robi, to się uderza w lotniska, w węzły komunikacyjne: drogowe i kolejowe. Potem uderza się w porty i następnie, w zależności od przyjętego planu walki, uderza się w stolicę państwa. W pierwszej kolejności pozbawia się przeciwnika możliwości sprawnego przegrupowywania wojsk i ludności cywilnej, którą trzeba ewakuować z rejonów objętych działaniami wojennymi - odparł gość programu. - Stąd my wiemy, że jak już jest faza eskalacyjna, to trzeba lotnictwo i składy amunicyjne przegrupować w miejsca, o których przeciwnik nie wie. Nie jest dla naszych sztabowców i ludzi zajmujących się rozpoznaniem i wywiadem żadnym zaskoczeniem to, co propagandzistka Kremla Maria Zacharowa powiedziała, że Redzikowo jest na liście. Podejrzewam, że zanim wkopano pierwszą łopatę pod bazę, to oni sobie zaznaczyli ten cel - dodał gen. bryg. rez. dr Jarosław Kraszewski.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Violetta Baran Violetta Baran
Putin odpali pociski jądrowe? Ekspert o potencjale Rosji
WIDEO

Putin odpali pociski jądrowe? Ekspert o potencjale Rosji

Putin znów straszy Zachód użyciem broni jądrowej. - Czy ma odwagę jej użyć? - z takim pytaniem Paweł Pawłowski, prowadzący program "Newsroom" w Wirtualnej Polsce, zwrócił się do swojego gościa gen. bryg. rez. dr. Jarosława Kraszewskiego, byłego szefa Wojsk Rakietowych i Artylerii Wojsk Lądowych. - Moim zdaniem nie ma tej odwagi, ale absolutnie nie może to nas usypiać. Musimy mieć to z tyłu głowy, musimy być szczególnie ostrożni, szczególnie wrażliwi - stwierdził gość programu. Jego zdaniem służby wywiadowczo-rozpoznawcze wszystkich państw NATO, UE i państw zaprzyjaźnionych powinny bacznie śledzić, czy nie dzieje się coś niepokojącego wokół rosyjskich silosów atomowych czy też regionów, gdzie broń atomowa może być przechowywana. - "Forbes" poinformował, że Pentagon dopuszcza możliwość wymiany ataków nuklearnych po groźbach Putina. Kto ma dzisiaj większy potencjał nuklearny? Rosja czy Stany Zjednoczone? - zapytał gościa prowadzący program. - Bazując na dostępnych danych, ten potencjał w rękach Rosjan jest niestety większy. Mówimy o ilości - odparł gen. Kraszewski. Dodał jednak, że jeśli chodzi o jakość, Amerykanie znacznie wyprzedzają w tej kwestii Rosjan. Opowiadał, że kiedy po skończeniu studiów na Akademii Obrony Narodowej w Polsce pojechał uczyć się na amerykańską uczelnię wojskową, poświęcono tam "trochę czasu, by wybić mi z głowy" wagę przewagi liczebnej. Tłumaczono, że ważna jest przewaga techniczna, jakościowa nad wrogiem. - Znakomitym przykładem tego jest teraz Ukraina. Ukraińcy, mimo że nie mają tylu środków techniki, co Rosjanie, to jednak stawiają zacięty opór i, kiedy mogą, przechodzą do kontruderzenia - stwierdził. Jego zdaniem, gdyby Ukraińcy mieli podczas ubiegłorocznej kontrofensywy ATACMS-y i samoloty F-16, to "prawdopodobnie dzisiaj rozmawialibyśmy o zakończeniu rozmów pokojowych".
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Violetta Baran Violetta Baran
Oddamy baterię Patriot Ukrainie? Ekspert: "Są tam bardziej potrzebne"
WIDEO

Oddamy baterię Patriot Ukrainie? Ekspert: "Są tam bardziej potrzebne"

- Czy bez Patriotów bylibyśmy bezbronni, narażeni na atak? Czy mamy inny sprzęt, który mógłby nas chronić? - z takim pytaniem Patrycjusz Wyżga zwrócił się do gościa programu "Newsroom" Wirtualnej Polski, gen. bryg. rez. dr. Jarosława Kraszewskiego, byłego szefa Wojsk Rakietowych i Artylerii Wojsk Lądowych. - Mamy jeszcze systemy postradzieckie, one są stare, zdecydowanie starsze niż systemy Patriot i zdecydowanie nie tak zaawansowane technologicznie. Na pewno nie można powiedzieć, że zabranie jednej baterii sprawi, że staniemy się otwarci dla statków powietrznych Federacji Rosyjskiej i nastąpi zmasowany atak - stwierdził gość programu, komentując decyzję o przekazaniu Ukrainie amerykańskiej baterii Patriot, która służy osłonie rotacyjnie stacjonujących wojsk USA. - Oddanie takiej baterii na pewno skomplikuje sprawę, będzie stanowiło wyłom w systemie obrony powietrznej naszego państwa. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy członkami NATO i nasze Patrioty funkcjonują również w systemie obrony powietrznej Sojuszu, to Sojusz powinien przyczynić się do tego, że ten wyłom zostanie natychmiast uzupełniony. Proszę zobaczyć, decyzja o przeniesieniu amerykańskiej baterii z okolic Rzeszowa do Ukrainy, spowodowała, że w to miejsce zostanie przeniesiona inna bateria. Żywię nadzieję, że tak samo stanie się w przypadku polskiej baterii Patriot. Szczerze powiedziawszy, jako wojskowy oceniam, że te baterie są bardziej przydatne i potrzebne w tej chwili w Ukrainie - ocenił gen. bryg. rez. dr Jarosław Kraszewski, były szef Wojsk Rakietowych i Artylerii Wojsk Lądowych.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Violetta Baran Violetta Baran
Ćwiczenia z bronią jądrową na Białorusi. Ekspert: Coś może spaść
WIDEO

Ćwiczenia z bronią jądrową na Białorusi. Ekspert: Coś może spaść

- "Financial Times", powołując się na dane wywiadu, ostrzega przed akcjami sabotażowymi Rosjan w Europie. Na Białorusi odnajduje się polski sędzia Tomasz Szmydt. Równoległe rosyjski MON informuje o ćwiczeniach z użyciem głowic taktycznych. Skąd bierze się taka wzmożona aktywność na Wschodzie dotycząca bezpośrednio naszego kraju? - z takim pytaniem Paweł Pawłowski zwrócił się do gościa programu "Newsroom" w WP gen. bryg. rez. dr. Jarosława Kraszewskiego, byłego szefa Wojsk Rakietowych i Artylerii Wojsk Lądowych. - Od dłuższego czasu próbuję przekonać wszystkich, że my na wojnie jesteśmy już od 2014 roku, czyli od pierwszej interwencji Rosji na terytorium Ukrainy. Nie jest to wojna stricte militarna, jest to wojna dyplomatyczna, polityczna, informacyjna, czyli tzw. wojna hybrydowa, podprogowa. Jej nasilenie w przestrzeni informacyjnej ma wiele powodów. Po pierwsze Rosjanie będą się starali złamać jedność Zachodu w kwestii dostarczania Ukrainie świeżych dostaw amunicji i broni. Druga sprawa to odciągnięcie uwagi Zachodu od tego, co będzie się działo, a może już się dzieje na Ukrainie, mam tu na myśli ofensywę wiosenną Federacji Rosyjskiej - stwierdził gość programu "Newsroom". Zdaniem gen. Kraszewskiego ćwiczenia z użyciem jądrowym głowic taktycznych, to chęć pokazania Zachodowi, że jeśli nadal będzie pomagał Ukrainie, to oni zdecydują się je użyć. - Ale nie na terenie Europy, tylko Ukrainy - zastrzegł. Prowadzący program przypomniał, że rosyjska doktryna wojskowa przewiduje użycie broni jądrowej w dwóch przypadkach: w odpowiedzi na atak jądrowy lub gdy w wyniku konfliktu konwencjonalnego pojawi się zagrożenie dla istnienia Rosji. - Decyzja o użyciu broni jądrowej będzie jednoosobowa, na szczęście wykonawstwo nie jest jednoosobowe - stwierdził gość programu "Newsroom". Jego zdaniem, celem działalności Rosji jest sprowokowanie jednego bądź kilku państw NATO, do zrobienia czegoś, co władze w Moskwie uznają za wypełnienie jednego z dwóch punktów doktryny wojskowej o użyciu broni jądrowej. Dodał jednak, że nie sądzi, by podczas ćwiczeń z udziałem taktycznej broni jądrowej udało się Rosjanom sprowokować nas do jakichś działań. - Niestety, mogą doprowadzić do tego, że coś podczas ćwiczeń przez przypadek spadnie i niestety eksploduje na obszarze naszego kraju, blisko granicy z Białorusią czy obwodem królewieckim. Należy się z tym liczyć i nie wolno koło tego przechodzić obojętnie - stwierdził gen. bryg. rez. dr Jarosław Kraszewski.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Violetta Baran Violetta Baran
Dezerter z armii Putina? Ekspert: To może być fortel
WIDEO

Dezerter z armii Putina? Ekspert: To może być fortel

Straż Graniczna zatrzymała rosyjskiego dezertera, który nielegalnie próbował dostać się na terytorium Polski z Białorusi. - Czy rzeczywiście możemy to traktować jako dezercję, czy też jest to kolejny element jakiejś zaplanowanej rosyjsko-białoruskiej akcji? - z takim pytaniem Paweł Pawłowski zwrócił się do gościa programu "Newsroom" w WP gen. bryg. rez. dr. Jarosława Kraszewskiego, byłego szefa Wojsk Rakietowych i Artylerii Wojsk Lądowych. - Od wieków stosuje się różne fortele na wojnie i jednym z takich forteli jest właśnie wpuszczanie takich "dezerterów", których głównym zadaniem jest przede wszystkim mylenie i wprowadzanie w błąd - odparł gen. Kraszewski. - Pytanie, w jakim stopniu był ten żołnierz, bo jeżeli to był szeregowy, czy nawet podoficer, to jego wiedza jest duża, jeżeli chodzi o funkcjonowanie plutonu czy kompanii. Natomiast nie oczekujmy, że taki człowiek przekaże nie wiadomo jaką wiedzę z poziomu strategiczno-politycznego, bo to jest niemożliwe - dodał. - Jeżeli to był specjalnie przygotowany żołnierz GRU czy FSB, to musimy się zdać na profesjonalizm polskich służb specjalnych, które z wyciągniętych informacji wykreują obraz, że jest to typowe mylenie i nie jest to zwykły dezerter, tylko dezerter przygotowany przez służby specjalne Federacji Rosyjskiej, żeby się pojawił na naszym terytorium i siał zamęt - stwierdził gen, bryg. rez. dr Jarosław Kraszewski.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Violetta Baran Violetta Baran
Wybuch blisko granicy. Generał o prowokacji
WIDEO

Wybuch blisko granicy. Generał o prowokacji

Jak zadbać o bezpieczeństwo ludzi żyjących blisko ukraińskiej granicy po tragedii w Przewodowie? Mateusz Ratajczak pytał o to w programie "Newsroom WP" gen. bryg. dr Jarosława Kraszewskiego, byłego szefa wojsk rakietowych. - Samochody są naszpikowane elektroniką, która zapewnia maksymalny poziom bezpieczeństwa, a nadal dochodzi do wypadków. Tu sytuacja jest analogiczna. Proszę sobie wyobrazić te sto rakiet, które Rosjanie wystrzelili na terytorium całej Ukrainy. Prawdopodobnie myślą przewodnią było wyznaczenie jednego celu blisko granicy z naszym państwem. Dlaczego? Żeby sprowokować taką sytuację, a nóż widelec Ukraińcy się pomylą, a rakieta przeciwlotnicza nie trafi. Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę z tego, że rakiety S-300, które posiadają Ukraińcy, są stare i pochodzą z lat 70. i 80. Prawdopodobnie nie wszystkie mechanizmy zadziałały. Nie zadziałał na pewno samolikwidator. W lotach rakiet zdarza się wiele wypadków i tego nie unikniemy. Z racji tego, że szefowałem wojskom rakietowym i artylerii, trochę się orientuję w tej materii. Wystarczy, że rakieta musnęła cel i nie uderzyła w niego kinetycznie głowicą, zatkał się dyszel silników, to rakieta leci zupełnie gdzie indziej. Przy tej technologii, która wtedy była stosowana, operator nie ma możliwości, by rakietę natychmiast uziemić - stwierdził gen. Jarosław Kraszewski. - Jak służyłem w BBN-ie to rozważano taki scenariusz podczas ćwiczeń Zapad-17. Mieliśmy dane o Iskanderach, które Rosjanie sprowadzali do Obwodu Kaliningradzkiego. Rozważaliśmy wariant co się stanie, jeżeli jeden z Iskanderów uderzy na terenie Suwalszczyzny i Rosjanie zakomunikują, że była to pomyłka i co Polska powinna zrobić, jaka powinna być adekwatna odpowiedź, by nie doprowadzić do eskalacji konfliktu, a drogą dyplomatyczną doprowadzić do szybkiego wyjaśnienia sprawy. Tutaj mamy sytuację odmienną, bo mamy wojnę. Ukraińcy bronią się. Sto rakiet leci, systemy przeciwlotnicze Ukrainy aktywowane i robią wszystko, co najważniejsze, by ochronić rodaków - podkreślił. - Jeżeli działania wojenne i bojowe są prowadzone i są intensyfikowane, to ludzie skupiają się na procedurach, które dotyczą działań bojowych. Niektóre rzeczy człowiek pomija, bo nie ma na to czasu, a musi skutecznie dowodzić pododdziałami pod jego komendą - dodał były szef wojsk rakietowych gen. bryg. dr Jarosław Kraszewski.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Polski generał: Dla Putina to strzał nie w kolano, a w potylicę
WIDEO

Polski generał: Dla Putina to strzał nie w kolano, a w potylicę

Duże grupy Rosjan mają trafiać na front bez przygotowania - taką informację podał na Telegramie jeden z żołnierzy powołanych do walki w pułku czołgów w Chersoniu. Według gen. bryg. dra Jarosława Kraszewskiego, byłego dowódcy wojsk rakietowych i artylerii wojsk lądowych, tacy żołnierze mogą nie poradzić sobie na polu walki. - W większości armii na świecie taki rodzaj rezerwistów rzuconych do walki nazywa się po prostu mięsem armatnim. Ci ludzie będą ginęli od ognia i środków rakietowych, którymi dysponują Ukraińcy. Ich obecność na polu walki będzie liczona w minutach, maksymalnie w kilku godzinach - podkreślił gen. Kraszewski w programie "Newsroom WP". Mówił, że ważne jest, czy rezerwiści brali wcześniej udział w ćwiczeniach wojskowych. Są problemy z podstawowymi zapasami, takimi jak śpiwory i koce. - Ich morale już jest bardzo niskie. Oni nie są mentalnie przygotowani, by sprawnie działać na polu walki. Może zabrzmi to głupio, ale współczuję ich rodzicom, bo to wysyłanie dzieci na śmierć - dodał. Jak decyzja o częściowej mobilizacji odbije się na Putinie? - dopytywała Agnieszka Kopacz-Domańska. Gen. Kraszewski przyznał, że dla Putina nie był to strzał w kolano, a w potylicę. - Decyzja o mobilizacji jest spóźniona. To spóźnienie jest na korzyść Ukraińców - przyznał. Dodał, że Ukraina dysponuje coraz lepszym sprzętem. - Utrzymanie tej przewagi jakościowej i technologicznej spowoduje, że Ukraińcy niedługo zwycięsko zakończą ten konflikt - ocenił wojskowy.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki