unia
04-12-2018 (11:07)

Trzy zapisy, które mogą zniszczyć cyfrową gospodarkę. Unia zdecyduje o naszej przyszłości

Koniec marzeń o gospodarce opartej na sztucznej inteligencji. Do tego problemy wielu firm oraz widmo cenzury w internecie. Takie mogą być konsekwencje dyrektywy o prawach autorskich, którą popiera część europarlamentarzystów. - Ten projekt to kaganiec. Dla internetu, dla biznesu, dla cyfrowej gospodarki – ostrzega w rozmowie z money.pl Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Piętnujmy piractwo i łamanie praw autorskich, ale nie wkładajmy w ręce biznesu, w ręce polityków narzędzi, które bardzo łatwo mogą zmienić się w cenzurę."
"Piętnujmy piractwo i łamanie praw autorskich, ale nie wkładajmy w ręce biznesu, w ręce polityków narzędzi, które bardzo łatwo mogą zmienić się w cenzurę." (Shutterstock.com)
WP

Trzy artykuły w unijnych przepisach. Tyle wystarczy, by cyfrowa gospodarka - w Polsce wciąż raczkująca - na długo się zatrzymała. To, czego nie wykorzystają przedsiębiorcy z Polski i Europy, padnie łupem innych gospodarek - przekonuje solidarnie branża cyfrowa.

- Największe gospodarki na świecie trzymają kciuki, by Unia Europejska przyjęła przepisy dyrektywy o prawach autorskich. Dlaczego? Bo ten projekt, choć z pozoru wydaje się być ograniczony tylko do świata kultury, wpłynie na cały internet i gospodarkę nowoczesnych technologii - mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Miało być lepiej, a będzie…

WP

W czym tkwi problem? Mowa o dyrektywie w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym w Unii Europejskiej. W skrócie: o dyrektywie o prawach autorskich. Prace nad rozbudowanym pakietem zmian trwają od blisko dwóch lat. Zmiany wprowadzane są w ramach Strategii Jednolitego Rynku Cyfrowego. Idea jest prosta: dostosować anachroniczne przepisy do współczesnego świata. Zdaniem ekspertów, projekt przygotowywany przez wiele miesięcy „wylewa dziecko z kąpielą”.

*Trzy kontrowersyjne artykuły *

Pierwszy to artykuł 3 wspomnianej już dyrektywy, który dotyczy automatycznej eksploracji tekstu i danych. Mówiąc wprost: dotyczy automatycznego i masowego przetwarzania danych (na przykład z sieci). W ten sposób działa maszynowe uczenie - namiastka sztucznej inteligenci. Automat poznaje niezliczoną ilość danych i buduje na tym własną wiedzę.

W medycynie już funkcjonują systemy, które badają tysiące historii chorób, sposoby ich leczenia, wyjątkowe przypadki medyczne, by pomóc w ich diagnozie. Dostęp do części danych może być utrudniony - na przykład dla firm, które budują takie systemy komercyjnie.

WP

Michał Kanownik w rozmowie z money.pl zwraca uwagę, że według przepisów tylko objęte wyjątkiem podmioty mogłyby przetwarzać masowo dane. Mowa m.in. o instytutach badawczych. Inne podmioty potrzebowałyby na to zgody właścicieli danych (na przykład tych, występujących w internecie). W efekcie w biznesie stojącym na analizie milionów danych mógłby zostać bez niezbędnego surowca. Efekt? Nie sposób rozwijać sztuczną inteligencję, nie sposób budować biznesu.

- Takie rozwiązania potrzebują swobodnego dostępu do informacji. Znalezienie właściciela praw do części danych jest trudne, a często wręcz niemożliwe i po prostu czasochłonne. Wiele innowacyjnych rozwiązań przestanie się opłacać. Stracą małe i średnie firmy, które budują innowacje od podstaw - mówi. I jak podkreśla, to byłaby ogromna strata dla Polski, tym bardziej, że przez ostatnie lata nasza gospodarka z powodzeniem goniła europejskie i światowe potęgi.

- Powiedzmy sobie wprost, że na Unię Europejską patrzy teraz cały świat. I wszyscy kibicują, by przepisy weszły właśnie w takiej formie. Dlaczego? Bo innowacyjne firmy będą musiały się wynosić z kontynentu. A w Azji, w USA już szykują się na to. Poszczególne kraje błyskawicznie przygotują odpowiednie i przyjazne regulacje. Przegramy wyścig o gigantyczny rozwój - mówi.

Artykuł 11, czyli podatek od linków

WP

W dyrektywie są jeszcze dwa kontrowersyjne przepisy.

Ten pierwszy artykuł 11 przez przeciwników dyrektywy nazywany jest wprost jako „podatek od linków”. Podatek jest w tym wypadku jedynie nazwą, gdyż nie będzie to żadna państwowa danina. Przepisy wprowadzają dodatkowe prawo dla wydawców oraz możliwość licencjonowania treści (właśnie ten element nazywany jest podatkiem od linków). Artykuł 13 mówi z kolei o obowiązku filtrowania treści oraz odpowiedzialności prawnej dostawców usług internetowych za materiały zamieszczane przez ich użytkowników. Właściciele portali mieliby obowiązek stworzenia odpowiednich mechanizmów przeszukujących zasoby i wyrzucających te, które naruszają prawa autorskie innych. To technicznie i finansowo bardzo skomplikowana i droga propozycja.

W kwestii 11 artykułu dyrektywy protestuje również społeczność związana z Wikipedią. Na znak protestu przez pewien czas część serwisu była po prostu wyłączona. Twórcy Wikipedii uważają, że tylko te dwa przepisy diametralnie zmniejszą jakość tworzonej przez nich od lat internetowej encyklopedii. Z jednej strony obawiają się konieczności płacenia za treść, z drugiej obawiają zniechęcenia piszących.

- Piętnujmy i ścigajmy piractwo i łamanie praw autorskich, ale nie wkładajmy w ręce biznesu, w ręce polityków narzędzi, które bardzo łatwo mogą zmienić się w cenzurę. Mogę sobie wyobrazić abstrakcyjną sytuacje, że jesteśmy na wakacjach i wrzucamy na jeden z portali zdjęcie. I jest blokowane. Dlaczego? Bo tak, bo może naruszać czyjeś prawa. Jak udowodnić, że to moje zdjęcie a nie ściągnięte z sieci? Te dwa przepisy nakładają kaganiec na zwykłego konsumenta - mówi Kanownik. - Z kolei tworzenie rozległego prawa tylko dla części zainteresowanych jest po prostu nieodpowiednie. Prawo powinno powstać w wyniku dyskusji, a nie czyjegoś żądania - mówi.

WP

Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada walkę

Co o zmianach tych sądzi polski rząd? Ministerstwa Cyfryzacji zapewnia, że nie ma zgody na obecne brzmienie dyrektywy.

- Ministerstwu Cyfryzacji od początku zależało na uzgodnieniu brzmienia zapisów, które nie spowodują uszczerbku dla wolności słowa, na przykład w formie dozwolonego użytku, prawa cytatu, cyrkulacji prostych materiałów prasowych czy licencji ustawowej dla przedruku prasowego - wyjaśnia Marek Zagórski, minister cyfryzacji. O podejściu do przepisów minister informuje w odpowiedziach na poselskie interpelacje. - Każde (…) ograniczenia mogą powodować osłabienie konkurencji na rynku prasowym i medialnym a tym samym ograniczać różnorodność wyrażanych poglądów i opinii - dodaje Zagórski.

Ministerstwo Cyfryzacji od 2016 roku współpracowało z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego właśnie w sprawie unijnej dyrektywy. Jednak to resort kultury przez większość czasu był gospodarzem inicjatywy ze strony polskiej.

WP

"W wyniku debaty w Parlamencie Europejskim zapisy (kompromisowe, na które polski rząd się zgadzał - red.) zmieniły swoje brzmienie i zostały przegłosowane w dniu 12 września. Przyjęta treść jest sprzeczna z kompromisową propozycją (…) i nie znajduje akceptacji ze strony ani Ministra, ani Ministerstwa Cyfryzacji" - to oficjalne stanowisko resortu. Branża mówi wprost: sprzeciw to za mało.

Potrzebna jest nam unijna koalicja

- Ostateczny tekst dyrektywy zostanie teraz wypracowany przez Parlament Europejski, Radę Unii Europejskiej i Komisję Europejską. Treść dokumentu będzie jeszcze zatem przedmiotem głosowania. Jest czas, żeby niekorzystne zapisy zmienić - podkreśla Kanownik. I dodaje, że jedyną szansą dla Polski na zmianę niekorzystnych przepisów jest szukanie szerokiej koalicji w Europie Środkowo-Wschodniej.

- Głos Europy Środkowo-Wschodniej musi być bardziej słyszany na arenie unijnej. Tylko w ten sposób kraje naszego regionu mogą sprawić, że unijne prawo w większym stopniu uwzględniało potrzeby państw wszystkich członków Unii, a nie tylko tych, z którymi wiążą się interesy największych koncernów medialnych - przekonuje. - Polska powinna być liderem w wyznaczaniu nowych kierunków rozwoju i kreowania jak najlepszych rozwiązań - zaznacza.

Na biurko premiera Mateusza Morawieckiego trafił w tej sprawie list od organizatorów protestów w sprawie dyrektywy. Premier jest proszony o przejęcie inicjatywy w sprawie przepisów. Jednocześnie - w regionie to tylko Polska ma odpowiednią siłę, by tworzyć istotne koalicje. Najbliższe rozmowy w sprawie dyrektywy mają się toczyć w Brukseli w połowie grudnia.
Krzysztof Suwart

Polub WP Wiadomości
WP
WP