rezerwiści (strona 2 z 3)

Polski generał: Dla Putina to strzał nie w kolano, a w potylicę
WIDEO

Polski generał: Dla Putina to strzał nie w kolano, a w potylicę

Duże grupy Rosjan mają trafiać na front bez przygotowania - taką informację podał na Telegramie jeden z żołnierzy powołanych do walki w pułku czołgów w Chersoniu. Według gen. bryg. dra Jarosława Kraszewskiego, byłego dowódcy wojsk rakietowych i artylerii wojsk lądowych, tacy żołnierze mogą nie poradzić sobie na polu walki. - W większości armii na świecie taki rodzaj rezerwistów rzuconych do walki nazywa się po prostu mięsem armatnim. Ci ludzie będą ginęli od ognia i środków rakietowych, którymi dysponują Ukraińcy. Ich obecność na polu walki będzie liczona w minutach, maksymalnie w kilku godzinach - podkreślił gen. Kraszewski w programie "Newsroom WP". Mówił, że ważne jest, czy rezerwiści brali wcześniej udział w ćwiczeniach wojskowych. Są problemy z podstawowymi zapasami, takimi jak śpiwory i koce. - Ich morale już jest bardzo niskie. Oni nie są mentalnie przygotowani, by sprawnie działać na polu walki. Może zabrzmi to głupio, ale współczuję ich rodzicom, bo to wysyłanie dzieci na śmierć - dodał. Jak decyzja o częściowej mobilizacji odbije się na Putinie? - dopytywała Agnieszka Kopacz-Domańska. Gen. Kraszewski przyznał, że dla Putina nie był to strzał w kolano, a w potylicę. - Decyzja o mobilizacji jest spóźniona. To spóźnienie jest na korzyść Ukraińców - przyznał. Dodał, że Ukraina dysponuje coraz lepszym sprzętem. - Utrzymanie tej przewagi jakościowej i technologicznej spowoduje, że Ukraińcy niedługo zwycięsko zakończą ten konflikt - ocenił wojskowy.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Rosjanie wściekli po mobilizacji. Tak Putin oszukał swoich obywateli
WIDEO

Rosjanie wściekli po mobilizacji. Tak Putin oszukał swoich obywateli

Reporterzy agencji Associated Press wybrali się do milionowego miasta Perm w Rosji w momencie zarządzonej przez Putina częściowej mobilizacji rezerwistów. W poniedziałek wieczorem w mieście pojawiły się autokary dla powołanych. Kreml uważa niemal każdego mężczyznę za zdolnego do służby, jeśli nie przekroczył on 65. roku życia. Co więcej, posiadanie wcześniejszego doświadczenia wojskowego czy udział w wojnie nie są już głównym kryterium przy powołaniu. Zdaniem 35-letniego Dimitrija, na rezerwistach nie są przeprowadzone żadne badania lekarskie. Mężczyzna cierpi na zdiagnozowane nadciśnienie, ale i tak musi jechać na front. - Nie ma wyboru. Zmuszają nas do tego. Jeśli nie pójdziesz na front, trafisz do więzienia. Ja nie mam zamiaru iść do więzienia – podkreślił przed kamerą poborowy Aleksandr. Z kolei 33-letni Jewgienij przyznał, że w swoim zakładzie pracy usłyszał o szkoleniach wojskowych. Zamiast na poligon został jednak skierowany na mobilizację. - Wezwali mnie do działu kadr, dali skierowanie i powiedzieli, że zbierają nas na szkolenie wojskowe. Potem okazało się, że to nie jest żadne szkolenie. Oszukali nas - żalił się przed kamerą 33-letni Rosjanin. Po ogłoszeniu przez Władimira Putina częściowej mobilizacji tysiące mężczyzn w wieku poborowych zgromadziło się na lotniskach i przejściach granicznych Rosji, próbując uniknąć udziału w wojnie w Ukrainie. W całym kraju wybuchły protesty, tłumione przez władze. Coraz głośniej jest o incydentach wokół biur poborowych.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki