newsroom (strona 11 z 65)

Opozycjonista wprost: Rosjanie nie odczuwają wojny
WIDEO

Opozycjonista wprost: Rosjanie nie odczuwają wojny

Władimir Putin zarządza nowy etap mobilizacji rezerwistów. - Teraz jest kluczowy moment. Stało się jasne, że armia rosyjska nie w stanie szybko pokonać Ukrainy oraz, że nie można wygrać z Putinem w szybkim tempie. Ważne jest, co będzie dalej. Putin ma ciężką sytuację na froncie. Mimo że ofensywa ukraińska nie idzie tak szybko, jak się spodziewano. Żeby zatrzymać Ukraińców, potrzebują ludzi. W Rosji jest pewna równowaga. Rosjanie bardzo słabo odczuwają skutki tej wojny - komentował w programie "Newsroom WP" prof. Włądimir Ponomariow. - Większość ludzi, którzy mają bardzo niskie zarobki, mają dość komfortową sytuację z perspektywy nieodczuwalności wojny. Ponad połowa Rosja nie odczuwa żadnych skutków. Putin daje socjalne wsparcie, mniej więcej takie jak w Polsce rząd daje emerytom oraz ludziom, którym rodzą się dzieci. On uruchomił na potężną skalę przemysł militarny, w którym zarobki poszły w górę. Na razie czynnik strat jest mało odczuwalny. Podczas II wojny światowej prawie 10 tys. ludzi ginęło codziennie w walce z Niemcami. Teraz to ok. 250 osób. Wojna trwa 1,5 roku, a wtedy trwała 1500 dni. Putin płaci wysokie pieniądze ludziom, którzy idą na front oraz rodzinom ginących żołnierzy. Nie ma ryzyka wewnętrznego. W dużych miastach, Moskwie i Sankt Petersburgu, ludzie zamknęli się w sobie. To nie znaczy, że sytuacja nie może się w każdej chwili zmienić. Putin musi uważać na wojnę w Ukrainie i na atmosferę wewnątrz Rosji. Nie oszukujmy się. Mobilizacja trwa. Kilka dni temu rozpoczął się tradycyjny jesienny pobór do armii - dodał rosyjski opozycjonista.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Napięcia na Kaukazie. Zaczęło się od lokalnej operacji
WIDEO

Napięcia na Kaukazie. Zaczęło się od lokalnej operacji

Co jest powodem napięć w Górskim Karabachu na Kaukazie południowym? - 19 września Azerbejdżan przeprowadził tzw. lokalną operację antyterrorystyczną, która miała na celu zamknięcie tzw. sprawy karabachskiej - mówiła w programie "Newsroom WP" Stasia Budzisz, ekspertka ds. Europy Środkowo-Wschodniej. Stwierdziła, że napięcia między Ormianami a Azerami zaczęły się jeszcze w ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego, którego częścią były oba kraje. - Był to autonomiczny region, który należał do Azerbejdżanu, ale był w większości zamieszkany przez etnicznych Ormian. Mamy do czynienia z konfliktem etnicznym, a nie religijnym. Zaczęło się pod koniec lat 80. od pogromów Ormian w Azerbejdżanie, a potem na odwecie w Armenii i Górskim Karabachu. Doszło do wojny, którą Armenia wygrała i przejęła enklawę, z której 30 lat temu wygnano Azerów. Nazwano ją republiką Górskiego Karabachu, który nie jest uznawany nawet przez Armenię. Azerowie musieli z tego terenu wyjść. Nikt nie wierzył, że Azerbejdżan odzyska swoje tereny. Udało się to w 2020 r. - dodała. Wtedy Azerbejdżan odzyskał wszystkie tereny okupowane przez Armenię i część Górskiego Karabachu. Od tego czasu trwały rozmowy pokojowe między premierem Armenii a prezydentem Azerbejdżanu. Rosja mediowała, ale nie zależało jej na zamknięciu konfliktu. Mediowały USA i UE. Azerbejdżan chciał uznania integralności terytorialnej przez Armenię. Premier Paszynian już od dłuższego czasu powtarzał, że uznaje Górski Karabach za część Azerbejdżanu - dodała.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Rozmowy pokojowe. "Azerbejdżan nigdy nie straci Karabachu"
WIDEO

Rozmowy pokojowe. "Azerbejdżan nigdy nie straci Karabachu"

5 października w Hiszpanii mają spotkać się liderzy Armenii i Azerbejdżanu. - Mają to być rozmowy pokojowe. Podejrzewam, że kwestia Karabachu nie będzie dyskutowana, ponieważ prezydent Azerbejdżanu uważa, że to sprawa wewnętrzna jego kraju. Jeżeli odejdą wszyscy Ormianie, to skończy się tzw. problem karabachskich Ormian i ich bezpieczeństwa, bo ich nie będzie. Azerbejdżan odzyskuje pełną kontrolę nad swoim terytorium. Tam będzie dyskutowana kwestia pokoju. Chodzi o korytarz na południu Armenii, deblokadę dróg, które prowadzą przez południową prowincję. To jest dla Armenii potężny problem, ponieważ nie chce się zgodzić na eksterytorialny korytarz, który połączy Azerbejdżan z Turcją. Nie może się zgodzić, by korytarz nie był przez nią kontrolowany, a Azerbejdżan chce mieć nad nim samodzielną kontrolę. Nie wiadomo jak zachowa się Rosja. Być może dojdzie do obalenia premiera Paszyniana i zostanie przywrócony tzw. klan karabachski, czyli prorosyjska poprzednia władza. Tam nie ma lidera. Nie jest powiedziane, że nie można go wykreować. - komentowała w programie "Newsroom WP" Stasia Budzisz, ekspertka ds. Europy Środkowo-Wschodniej. Komu w tej sytuacji powinna kibicować Polska? - Zależy na co zwracać uwagę. Jeżeli uznajemy Krym za ukraiński, a Abchazję i Osetię Południową za część Gruzji, to uznajemy Karabach za część Azerbejdżanu. On nigdy nie stracił z mapy Górskiego Karabachu. On był pod kontrolą Ormian, a część terenów Azerbejdżanu była przez Armenię przez prawie 30 lat okupowana. Nam się opłaca rozmawiać z Azerbejdżanem. Armenia nie ma tam dużego znaczenia jeśli chodzi o gospodarkę. USA siedzi w Armenii i stara się część wpływów przejąć. Iran bardzo nie chce, by ten eksterytorialny korytarz powstał i odciął go od szlaków komunikacyjnych. Cały czas proponuje Armenii wsparcie dyplomatyczne i militarne. Tam może wydarzyć się wszystko - dodała.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki