newsroom (strona 12 z 67)

"Wyłamali się z hierarchii". Byli wojskowi o nowych dowódcach
4:36

"Wyłamali się z hierarchii". Byli wojskowi o nowych dowódcach

Gen. Wiesław Kukuła zastąpił gen. Rajmunda Andrzejczaka na stanowisku szefa Sztabu Generalnego już w dniu ogłoszenia jego rezygnacji. - Nigdy takich zmian nie dokonywano w tak szybkim tempie i to jest wbrew zasadom wojskowym. Struktura dowodzenia jest hierarchiczna, jest dowódca i zastępca i to zastępca jest naturalnym zastępcą dowódcy, który odchodzi. Wstawienie ludzi spoza systemu - to żołnierze, którzy wywodzą się z wojsk specjalnych, ale ostatnie lata spędzili w Wojskach Obrony Terytorialnej - to zagrywka polityczna. (Politycy - red.) nie wierzą zastępcom, którzy są w Dowództwie Operacyjnym i Sztabie Generalnym - komentował w programie "Newsroom WP" pilot, generał rezerwy Jan Rajchel, kandydat Koalicji Obywatelskiej do Senatu. - Wywodzę się z jednostki specjalnej GROM i moja jednostka często przechodziła przez zmiany dowódców znikąd. W naszym żargonie nazywało się ich spadochroniarzami. Jakimi świetnymi komandosami panowie generałowie by nie byli, to jednak to, że są na tym stanowisku, powoduje, że żołnierze przyglądają się z boku i zastanawiają się, czy ma nimi dowodzić ktoś, kogo ominęło wiele lat doświadczenia i awansował szybciej niż pozostali. Wykonuje się rozkazy, ale szacunek w wojsku ciężko się wypracowuje. Będzie ciężko przemówić do podwładnych. Pan minister obrony narodowej przez lata pełnienia funkcji nie wypracował sobie czegoś takiego jak szacunek, bo dowódcy zostawili go w najważniejszym tygodniu w roku. Gen. Kukułę znam osobiście. To dobrzy oficerowie, inteligentni. Dziwię się, że przyjęli to stanowisko. Można samemu ocenić, jakimi są ludźmi, bo wyłamali się z hierarchii, która w wojsku jest czymś ważnym - dodał Paweł "Naval" Mateńczuk, weteran i kandydat Trzeciej Drogi do Sejmu.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Niespotykana anomalia. Ekspertom zabrakło określeń
9:10

Niespotykana anomalia. Ekspertom zabrakło określeń

Wrzesień był niezwykle ciepły, przekroczył wiele norm - mówiła w programie "Newsroom WP" Anna Woźniak, synoptyczka z IMGW. W najbliższych dniach nad Polskę przyjdą niże, które przyniosą ze sobą opady deszczu. Ciepłe dni mogą się jeszcze zdarzyć, nawet na południu Polski. Tam temperatury w piątek i sobotę mogą sięgać nawet 20 stopni Celsjusza. W całym kraju temperatury mają wynosić kilkanaście stopni, a miejscami mogą zejść poniżej dziesięciu. - Wrzesień był w wielu miejscach cieplejszy nawet o 4-4,5 stopnia (niż rok temu - red.). W tym momencie mówimy o skali, o której wcześniej nie mówiliśmy. Nie mieliśmy określenia na tak wysoką anomalię. Nie pobito rekordu temperatury maksymalnej z 2015 r., ale biorąc pod uwagę średnią miesięczną, mieliśmy do czynienia z niezwykle ciepłym wrześniem - dodała. Na najbliższe dni IMGW wydał ostrzeżenia przed silnym wiatrem (80 km/h) dla Polski północnej. Piątek ma być pogodny. Na północy mogą być przelotne opady deszczu. Najcieplej będzie na południu kraju. W nocy z piątku na sobotę wiatr na północy kraju może zawiać mocniej. Spodziewane są przelotne opady deszczu, które z północy przejdą na południe. W sobotę padać może w całej Polsce. Niedziela powinna być pogodna, choć może być chłodniej i miejscami deszczowo. Na północy kraju nadal może mocno wiać, jednak wiatr będzie słabnąć.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
"Godne pożałowania". Znany duchowny o postawie biskupów
8:32

"Godne pożałowania". Znany duchowny o postawie biskupów

- Jeżeli większość biskupów będzie dalej myśleć jak do tej pory, to kościoły będą pustoszały, księża będą narzekać i mówić, że to wszystko przez media, Żydów, masonów, jezuitów i cyklistów - mówił w programie "Newsroom WP" dominikanin o. Paweł Gużyński. - W ramach inicjatywy Kościół Wolny od Polityki czy Kongres Katoliczek i Katolików kładziemy na stół konkretne rozwiązania. Biskupi boją się nas jak diabeł święconej wody. Osoby świeckie w Kościele potrzebują swojego rzecznika. Jest mała grupa, która ma silną władzę, czyli kler i duża grupa, która władzy prawie nie ma, czyli wierni. Oni cierpią. Biskupi zadeklarowali, a teraz zaczynają się z tego wycofywać, to kwerenda wszystkich kurii w zakresie przestępstw seksualnych. Kościół trzeba odpolitycznić, rozliczyć się do bólu ze wszystkich przestępstw popełnianych przez księży i zmienić styl zarządzania. Gdybyśmy mieli właściwą strukturę zarządzania, to afery obyczajowe jak ta w Dąbrowie Górniczej, tak by nie wyglądały. Nie powinno być tak dalej, że o 95 proc. spraw związanych z życiem parafii decyduje wyłącznie sam proboszcz. Nie może być tak, że nikt nie kontroluje biskupa. Struktury kontrolne powinny należeć do świeckich. Jeśli hierarchia chce przetrwać, będzie musiała się władzą podzielić. Biskupi muszą dokonać w sobie mentalnej rewolucji. To, co prezentują sobą obecnie, jest godne pożałowania - podkreślił.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
"Powiem brutalnie". O. Gużyński komentuje słowa kard. Rysia
5:06

"Powiem brutalnie". O. Gużyński komentuje słowa kard. Rysia

Co mówi się wśród duchownych na temat kondycji Kościoła? - Większość księży mentalnie żyje w Austro-Węgrzech. Jak pan posłucha większości polskich biskupów, to oni nie mówią swoim językiem, tylko przekazem partyjnym - komentował w programie "Newsroom WP" dominikanin o. Paweł Gużyński. Dopytywany przez Pawła Pawłowskiego o kard. Grzegorza Rysia, który wydaje się przemawiać w innym nurcie niż większość biskupów, odpowiedział: - Powiem brutalnie: i co z tego? Wczoraj czytałem z nim wywiad na konkurencyjnym portalu, w którym mówił twardo, że nie ma zgody na to, żeby Kościół był uwikłany w politykę. Ja się uśmiecham, bo kard. Ryś to pobożny i mądry człowiek, ale trzeba mieć w sobie więcej odwagi i twardości, skoro jego kolega z Episkopatu, abp Marek Jędraszewski, będzie swoją obecnością autoryzował to, co działo się w Częstochowie. To śmiechu warte. Jak chcesz coś zreformować w środowisku księżowskim, to pierwsze co usłyszysz, to że jesteś bezczelny, nie szanujesz biskupa, a tym samym Chrystusa. Księża opowiadają te wszystkie niedorzeczne rzeczy, bo bronią status quo, wygody i swojego tyłka, zamiast reformować Kościół tak, jak w tej chwili potrzebuje. Nie przyjmują do wiadomości tego, że zmiana społeczna następuje dynamicznie i nie nadążają za tym. Sami są sobie winni - stwierdził.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Opozycjonista wprost: Rosjanie nie odczuwają wojny
6:51

Opozycjonista wprost: Rosjanie nie odczuwają wojny

Władimir Putin zarządza nowy etap mobilizacji rezerwistów. - Teraz jest kluczowy moment. Stało się jasne, że armia rosyjska nie w stanie szybko pokonać Ukrainy oraz, że nie można wygrać z Putinem w szybkim tempie. Ważne jest, co będzie dalej. Putin ma ciężką sytuację na froncie. Mimo że ofensywa ukraińska nie idzie tak szybko, jak się spodziewano. Żeby zatrzymać Ukraińców, potrzebują ludzi. W Rosji jest pewna równowaga. Rosjanie bardzo słabo odczuwają skutki tej wojny - komentował w programie "Newsroom WP" prof. Włądimir Ponomariow. - Większość ludzi, którzy mają bardzo niskie zarobki, mają dość komfortową sytuację z perspektywy nieodczuwalności wojny. Ponad połowa Rosja nie odczuwa żadnych skutków. Putin daje socjalne wsparcie, mniej więcej takie jak w Polsce rząd daje emerytom oraz ludziom, którym rodzą się dzieci. On uruchomił na potężną skalę przemysł militarny, w którym zarobki poszły w górę. Na razie czynnik strat jest mało odczuwalny. Podczas II wojny światowej prawie 10 tys. ludzi ginęło codziennie w walce z Niemcami. Teraz to ok. 250 osób. Wojna trwa 1,5 roku, a wtedy trwała 1500 dni. Putin płaci wysokie pieniądze ludziom, którzy idą na front oraz rodzinom ginących żołnierzy. Nie ma ryzyka wewnętrznego. W dużych miastach, Moskwie i Sankt Petersburgu, ludzie zamknęli się w sobie. To nie znaczy, że sytuacja nie może się w każdej chwili zmienić. Putin musi uważać na wojnę w Ukrainie i na atmosferę wewnątrz Rosji. Nie oszukujmy się. Mobilizacja trwa. Kilka dni temu rozpoczął się tradycyjny jesienny pobór do armii - dodał rosyjski opozycjonista.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Napięcia na Kaukazie. Zaczęło się od lokalnej operacji
9:48

Napięcia na Kaukazie. Zaczęło się od lokalnej operacji

Co jest powodem napięć w Górskim Karabachu na Kaukazie południowym? - 19 września Azerbejdżan przeprowadził tzw. lokalną operację antyterrorystyczną, która miała na celu zamknięcie tzw. sprawy karabachskiej - mówiła w programie "Newsroom WP" Stasia Budzisz, ekspertka ds. Europy Środkowo-Wschodniej. Stwierdziła, że napięcia między Ormianami a Azerami zaczęły się jeszcze w ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego, którego częścią były oba kraje. - Był to autonomiczny region, który należał do Azerbejdżanu, ale był w większości zamieszkany przez etnicznych Ormian. Mamy do czynienia z konfliktem etnicznym, a nie religijnym. Zaczęło się pod koniec lat 80. od pogromów Ormian w Azerbejdżanie, a potem na odwecie w Armenii i Górskim Karabachu. Doszło do wojny, którą Armenia wygrała i przejęła enklawę, z której 30 lat temu wygnano Azerów. Nazwano ją republiką Górskiego Karabachu, który nie jest uznawany nawet przez Armenię. Azerowie musieli z tego terenu wyjść. Nikt nie wierzył, że Azerbejdżan odzyska swoje tereny. Udało się to w 2020 r. - dodała. Wtedy Azerbejdżan odzyskał wszystkie tereny okupowane przez Armenię i część Górskiego Karabachu. Od tego czasu trwały rozmowy pokojowe między premierem Armenii a prezydentem Azerbejdżanu. Rosja mediowała, ale nie zależało jej na zamknięciu konfliktu. Mediowały USA i UE. Azerbejdżan chciał uznania integralności terytorialnej przez Armenię. Premier Paszynian już od dłuższego czasu powtarzał, że uznaje Górski Karabach za część Azerbejdżanu - dodała.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki