nauka zdalna (strona 2 z 5)

Wraca nauka zdalna. "Przyjęliśmy to z ulgą"
WIDEO

Wraca nauka zdalna. "Przyjęliśmy to z ulgą"

Minister edukacji narodowej i nauki Przemysław Czarnek poinformował we wtorek, że od czwartku uczniowie od V klasy szkoły podstawowej wzwyż przechodzą na naukę zdalną. Jak tę decyzję przyjęto w szkołach? - Z ulgą, ale również przekonaniem, że gdyby nie stało się to w sposób formalny, to stałoby się to w sposób rzeczywisty. W ostatnim czasie pracowaliśmy nie znając dnia ani godziny. Codziennie rano podejmowaliśmy decyzje, która klasa przechodzi na nauczanie zdalne, codziennie rano zmieniała się liczba klas w szkole - stwierdziła w programie "Newsroom" w WP Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej 103 w Warszawie. - Było coraz więcej zachorowań, coraz więcej dzieci było na kwarantannie, coraz więcej nauczycieli i pracowników obsługi było nieobecnych. Więc gdyby nie zapadła ta decyzja, którą podjęto w ministerstwie, zapadłaby decyzja związana z realiami - dodała. Dopytywana, czy nauczaniem zdalnym resort powinien objąć także młodszych uczniów, odparła, że nauczyciele i pedagodzy zdają sobie sprawę z tego, że nauczanie zdalne jest znacząco gorsze od nauczania stacjonarnego. - Jest gorsze zarówno pod względem dydaktycznym, jak i pod względem psychiki dziecięcej, pod względem kontaktów społecznych, które są niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka. Wiemy więc, że przejście na nauczanie zdalne powinno być ostatecznością. Uważam, że w tym momencie decyzja powinna być podejmowana nie przez nas - pedagogów, ale przez wirusologów. Jeżeli jest to niezbędne do przyhamowania pandemii, do zmniejszenia liczby zachorowań, wtedy należy wprowadzić nauczanie zdalne. Jeśli jest taka możliwość, by kontynuować nauczanie stacjonarne, to raczej bym szła w tym kierunku - stwierdziła dyr. Danuta Kozakiewicz.
Violetta Baran Violetta Baran
Nowe obostrzenia dla dzieci. "Cała masa zła”
WIDEO

Nowe obostrzenia dla dzieci. "Cała masa zła”

- To jest bardzo bolesne dla mnie, jako pediatry, bo my widzimy całą masę zła, które wynika z nauczania zdalnego - stwierdził gość programu "Newsroom" WP dr Wojciech Feleszko, pediatra, immunolog i pulmonolog. Tak odniósł się do pytania dotyczącego wprowadzenia na kilka dni nauki zdalnej po Nowym Roku. - Myślę, że pewne elementy tego nauczania zdalnego mogły być wprowadzane wcześniej, a już na pewno pewnego rodzaju ochrona w szkołach, czyli egzekwowanie masek, wyłączanie pojedynczych klas, no i przede wszystkim wprowadzenie trochę bardziej restrykcyjnego podejścia do szczepienia, zwłaszcza tej grupy nastoletniej, która, jak już widać przy wariancie Delta, bardzo intensywnie przyczynia się do rozprzestrzeniania wirusa - dodał. Rząd, w związku z próbą powstrzymania IV fali pandemii, zdecydował także o zamknięciu dyskotek i klubów tanecznych. Zakaz ten nie będzie jednak obowiązywał w Sylwestra. - Koronawirus ma wolne w Sylwestra? - dopytywał prowadzący program. - Prawdopodobnie po Sylwestrze będziemy widzieli falę zakażeń, tak jak widzieliśmy ją w minionym roku, mniej więcej dwa tygodnie później - odparł dr Feleszko. - Te ograniczenia powinny być wprowadzone wcześniej, nawet nie samo zamykanie kawiarni czy pubów, ale tak trywialna rzecz, jak sprawdzanie paszportów szczepiennych. Wiemy, że osoby zaszczepione wprawdzie też chorują, ale transmisja wirusa wśród tych osób jest zdecydowanie mniejsza. Na pewno, gdyby takie ograniczenia zostały wprowadzone latem, w znaczący sposób przyczyniłyby się do spowolnienia tej transmisji wirusa w społeczeństwie i co najważniejsze, zmniejszenia liczby zgonów. W krajach Europy Zachodniej te zachorowania szybują pod niebo, ale takiej liczby zgonów jak u nas nie ma. My jesteśmy za Rosją liderami w liczbie zgonów w Europie - dodał dr Wojciech Feleszko.
Violetta Baran Violetta Baran