lewica (strona 30 z 67)

Śmiszek "przyłapany". Przy okazji "wkopał" też Biedronia
3:38

Śmiszek "przyłapany". Przy okazji "wkopał" też Biedronia

Krzysztof Śmiszek - były działacz Wiosny, poseł na Sejm RP, od 2021 roku wiceprzewodniczący Nowej Lewicy i kandydat tego ugrupowania w jesiennych wyborach parlamentarnych był gościem programu "Gra o głosy", cyklu przygotowanego przez Wirtualną Polskę i Radio ZET na czas kampanii. Jednym z elementów programu jest seria pytań, dzięki którym słuchacze, widzowie i czytelnicy mogą poznać poglądy polityków walczących o ich głosy. - Robert Biedroń czy Włodzimierz Czarzasty? - Robert Biedroń. Nie miałbym po co wracać do domu, gdyby była inna odpowiedź - stwierdził Śmiszek po pierwszym pytaniu zadanym przez prowadzących, Beatę Lubecką i Patrycjusza Wyżgę. Postawiony przed wyborem możliwości wyższych podatków dla najlepiej zarabiających albo opodatkowania Kościoła katolickiego, wskazał to pierwsze rozwiązanie. - To będzie więcej pieniędzy - zaznaczył kandydat Lewicy na liście z Wrocławia. Opowiedział się też za energią z wiatru, a przeciw tej z atomu, przyznając jednocześnie, że jeździ samochodem Biedronia z silnikiem Diesla. - Trzeba będzie zmienić na elektryczny - dodał (wcześniej przyznał, że do studia przyjechał taksówką, a rowerem nie jeździ). Krzysztof Śmiszek nie chciał wybierać między wizją szkoły zarządzanej przez Romana Giertycha i Przemysław Czarnka. - Broń nas panie Boże od jednego i drugiego. Żaden z nich. A kysz - mówił. Jego zdaniem Krystyna Pawłowicz narobiłaby mniej szkód w Sejmie niż w Trybunale Konstytucyjnym. Na zakończenie serii pytań Śmiszek zdradził, że zdarzyło mu się palić marihuanę. - Za granicą, bo w Polsce nie można - zastrzegł, dodając, że Lewica jest za legalizacją marihuany, a on sam jest członkiem zespołu parlamentarnego w tej sprawie. Więcej w materiale wideo.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Arkadiusz Jastrzębski Arkadiusz Jastrzębski

Obrzydliwe słowa prezesa PZT. "Przywracają trudne wspomnienia"

Komisja powołana przez Polski Związek Tenisowy orzekła, że nie znaleziono dowodów na molestowanie, którego miał się dopuszczać prezes Mirosław Skrzypczyński. - Nie traktuję tego raportu jako wyniku śledztwa, bo śledztwo toczy się w prokuraturze w Szczecinie. Ono zostało przedłużone. Kiedy prokuratura rozpoczęła śledztwo, stawiłam się w prokuraturze. Wiemy, że kolejne osoby są przesłuchiwane - komentowała w programie "Tłit" posłanka Lewicy Katarzyna Kotula, która oskarża Skrzypczyńskiego o molestowanie w dzieciństwie. Onet opublikował świadectwo kolejnej pokrzywdzonej kobiety. 21-latka twierdzi, że słyszała wulgarne teksty odnoszące się do jej biustu. - Absolutnie nie jestem zaskoczona, że pojawia się opowieść kolejnej kobiety, która doświadczyła przemocy seksualnej ze strony pana Skrzypczyńskiego. Jestem przekonana, bo o tym wiem, że tych historii jest więcej. Słowa odczytane przez pana redaktora przywracają trudne wspomnienia. To słowa, których prezes Skrzypczyński używa często, zwracając się do kobiet. Oczekuję, że zmieni się podejście do kobiet, które mają odwagę o tym mówić. Moja opowieść od dawna nie jest moja. Jest głosem ofiar. Kontaktowało się ze mną wiele kobiet zaangażowanych w sport, które mówią, że wiele lat temu spotkała je krzywda. Ja nie boję się pana Skrzypczyńskiego. Jestem gotowa spotkać się z nim w sądzie i jestem w stanie dowieść, że wszystko, o czym mówiłam w mediach, niestety wiele lat temu miało miejsce - dodała.