kryzys humanitarny (strona 2 z 3)

Szef WHO o dramacie w Tigraj. Nazywa go "największa katastrofą na Ziemi"
WIDEO

Szef WHO o dramacie w Tigraj. Nazywa go "największa katastrofą na Ziemi"

Szef Światowej Organizacji Zdrowia określił utrzymujący się kryzys w regionie Tigraj w Etiopii jako "najgorszą katastrofę na Ziemi" i głośno zastanawiał się w środę, czy powodem, dla którego światowi przywódcy nie reagują jest "kolor skóry mieszkańców Tigraj". W emocjonalnym oświadczeniu podczas briefingu prasowego, dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesu, który sam pochodzi z tego regionu, powiedział, że sytuacja spowodowana trwającym konfliktem w jego kraju jest gorsza niż jakikolwiek inny kryzys humanitarny na świecie. Tedros twierdził, że 6 milionów ludzi w Tigraj odciętych od świata przez ostatnie 21 miesięcy. Opisał konflikt na Ukrainie jako kryzys, w wyniku którego globalna społeczność potencjalnie "wchodzi w wojnę nuklearną”, która może być "matką wszystkich problemów”, ale przekonywał, że katastrofa w Tigraj jest znacznie większa. Konflikt w Etiopii rozpoczął się w listopadzie 2020 r., a po tym, jak siły Tigraj odbiły znaczną część regionu w czerwcu 2021 r., napłynęła niewielka pomoc humanitarna. W ciągu ostatnich kilku miesięcy pomoc zaczęła napływać na większą skalę, ale jest powszechnie opisywana jako nieodpowiednia do zaspokojenia potrzeb milionów ludzi, którzy są tam uwięzieni. Wznowienie podstawowych usług i bankowości pozostaje kluczowym żądaniem regionalnych liderów. - Nigdzie na świecie nie zobaczysz takiego poziomu okrucieństwa, gdzie rząd karze 6 milionów swoich obywateli przez ponad 21 miesięcy - powiedział szef WHO.
Kryzys na granicy nasili się zimą? Wiceszef MON: Białorusini nieustannie zmieniają taktykę
WIDEO

Kryzys na granicy nasili się zimą? Wiceszef MON: Białorusini nieustannie zmieniają taktykę

Czy zimą może dojść do kolejnej eskalacji kryzysu na granicy polsko-białoruskiej? - Oczywiście, że się tego spodziewamy. Białorusini i Rosjanie nieustannie zmieniają taktykę - komentował w programie "Newsroom" WP wiceminister obrony narodowej Marcin Ociepa. - Widzimy, że ta operacja dyplomatyczna, która sprowadza się do "odcinania" połączeń lotniczych do Mińska, działa. Rządy poszczególnych państw, których obywatele są wabieni przez bandy przemytnicze, wyciągają wnioski. Starają się chronić swoich obywateli przed wyjazdem albo ich ewakuować z powrotem do siebie. To sprawia, że ta presja migracyjna słabnie, ale oczywiście Białoruś i Łukaszenka się tutaj nie poddają, bo to jest dla nich bardzo użyteczna broń - tłumaczył wiceszef MON. Polityk odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, ile migrantów może znajdować się jeszcze na terytorium Białorusi. - Liczba ta spada, ale Łukaszenka na pewno nie odpuszcza. Nie napiera już na granicę, zrezygnował z wysyłania pięciuset czy tysiąca migrantów naraz, na jeden punkt. Ale nawet grupki dziesięciu, dwudziestu osób, wyposażone w broń białą, mogą sprawić problem, bo rozciągają nasze siły. To jest cały czas wyzwanie dla naszego państwa - podsumował wiceminister Ociepa, zapewniając, że polskie siły są gotowe do zimowej służby na terytorium przygranicznym.