białoruś (strona 88 z 207)

Biedroń oburzony. Uderza w rząd PiS
3:46

Biedroń oburzony. Uderza w rząd PiS

Jakie sankcje najbardziej zabolałyby reżim Łukaszenki? - pytany był w programie "Newsroom" WP współprzewodniczący Nowej Lewicy, europoseł Robert Biedroń. - Szerokie sankcje - sankcje, które będą uderzały tam, gdzie Łukaszenkę najbardziej boli, a boli go tam, gdzie jego najbliżsi współpracownicy tracą - tracą w swoich biznesach, które robią np. z Europą Zachodnią, tracą tam, gdzie rodziny oligarchów nie będą mogły podróżować po świecie. I takie sankcje powinny być jak najszybsze wdrożone - sankcje gospodarcze i personalne. Tak dzisiaj niestety nie jest, dlatego, że polski rząd jest bardzo słaby na arenie międzynarodowej, lobbując za takimi szerokimi sankcjami - mówił Biedroń. - To jest słabość polskiej dyplomacji. Od '89 roku Polska nie była w tak słabej kondycji dyplomatycznej. Ten rząd jest niestety dyplomatycznie nagi - przekonywał. W ocenie Biedronia działania polskiej dyplomacji są spóźnione. - Rząd PiS próbował wykorzystać tę sytuację do straszenia uchodźcami. Widzieliśmy tę tępą propagandę telewizji publicznej Kurskiego, która niczym w praktyce nie różniła się od tępej propagandy telewizji Łukaszenki - stwierdził. - Trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie. Polska dzisiaj nie ma dyplomacji z prawdziwego zdarzenia, dyplomacji XXI wieku. Naszą dyplomację, w imieniu Polski, prowadzi np. Angela Merkel, rozmawiając z Putinem, czy Ursula von der Leyen, rozmawiając z Bidenem - mówił Biedroń. - Gdzie jest prezydent RP? Dlaczego nie jedzie do Brukseli, do Waszyngtonu, do Moskwy i nie próbuje załatwiać polskich interesów? Czy pani redaktor widziała w ostatnich miesiącach ministra spraw zagranicznych? Minister spraw zagranicznych i prezydent RP, czyli dwie osoby najwyżej odpowiadające w hierarchii za polską dyplomację, to są widma. Mamy prezydenta widmo i mamy ministra widmo - podsumował Biedroń.
Natalia Durman Natalia Durman
BBC i CNN nadają z Białorusi. Jest komentarz z rządu
7:12

BBC i CNN nadają z Białorusi. Jest komentarz z rządu

Na terenach przygranicznych jeszcze przez trzy tygodnie będzie obowiązywał stan wyjątkowy. Zgodnie z prawem nie można go już przedłużyć. Nic nie wskazuje jednak na to, by do tego czasu zakończył się kryzys na polsko-białoruskiej granicy. Jakie plany w tej sytuacji ma rząd PiS? Z doniesień mediów wynika, że pracuje nad ustawą, która będzie przypominała jeden z rodzajów stanów nadzwyczajnych. Sprawę komentował w programie "Tłit" Wirtualnej Polski wiceszef MSZ Marcin Przydacz. - Prawnicy analizują, w jaki sposób zgodnie z polską Konstytucją, zgodnie z prawem międzynarodowym, uregulować tę kwestię. Chyba wszyscy się zgodzimy, że jest konieczność utrzymania stabilności na polskiej granicy, a do tego potrzebne są konkretne instrumenty. Jest cały szereg potencjalnych rozwiązań, które można na podstawie ustawy wprowadzić, które będą w zgodzie z Konstytucją - przekonywał. Czy dziennikarze będą mogli być obecni na granicy, skoro nie będzie stanu wyjątkowego? - Wszystko zależy od tego, jak będą uregulowane te przepisy. Dzięki temu, że ten teren został wyblokowany, polskie wojsko może w pełni koncentrować się na obronie polskiej granicy - odparł Przydacz. - Dzięki temu wyblokowaniu, temu, że nikt postronny nie może tam przebywać, udało nam się powstrzymać już kilkuset szmuglerów - ludzi, którzy byli tam w celach przestępczych - podkreślił. Wiceminister skomentował też obecność dziennikarzy CNN i BBC po stronie białoruskiej. W ocenie Przydacza relacje stacji nie są "do końca obiektywne". - Miałbym do nich szereg uwag. Ale nie uważam, żeby obecność tych samych dziennikarzy po drugiej stronie granicy w diametralny sposób zmieniła ich nastawienie - stwierdził.
Natalia Durman Natalia Durman
Sankcje? Polska przygotowała listę
6:30

Sankcje? Polska przygotowała listę

- Udało nam się rozszerzyć na poziomie europejskim podstawę prawną reżimu sankcyjnego - tak, żeby objąć sankcjami nie tylko przedsiębiorstwa białoruskie, ale także przedsiębiorstwa mające swoją siedzibę w innych państwach, jeśli biorą udział w tym krwawym procederze - przekazał wiceszef MSZ Marcin Przydacz w programie "Tłit" Wirtualnej Polski. Jak podkreślił, "linie lotnicze, mając świadomość, że te sankcje mogą je dotknąć, zamykają po kolei połączenia z Mińskiem". - Turkish Airlines nie transportuje migrantów do Mińska, syryjskie linie lotnicze zamknęły w ogóle loty do Mińska, nawet białoruska Belavia ogranicza loty z kierunków bliskowschodnich. Są jeszcze loty z krajów Zatoki Perskiej - nad tym pracujemy - wyjaśnił. - Jest gotowa lista sankcyjna na stole, Polska ją przygotowała, zbudowała koalicję wewnątrz UE. Zobaczymy, jak potoczy się dzisiejsza całodniowa dyskusja - czy ta lista będzie mniej lub bardziej ambitna. Są państwa w ramach UE, które chciałyby bardziej aktywnej polityki - podkreślił Przydacz. Wiceszef MSZ pytany był również o stosunek Węgier w tej sprawie. - Jako człowiek zajmujący się polityką wschodnią widzę pewne różnice w polityce węgierskiej a w polityce polskiej wobec partnerów wschodnich. O ile w wielu innych polach z Węgrami możemy prowadzić dyplomację, bo mamy wspólny ogląd sytuacji, o tyle na odcinku wschodnim czasami pojawiają się różnice - oznajmił.
Natalia Durman Natalia Durman