Amerykanie zatrzymali rosyjski atak w Syrii. Zginęło wielu żołnierzy Grupy Wagnera

Amerykańskie samoloty rozgromiły rosyjskich najemników we wschodniej Syrii. Powoli ujawniane są nazwiska zabitych żołnierzy tajemniczej Grupy Wagnera. Są wśród nich weterani wojny na Ukrainie. Według Igora Striełkowa, byłego dowódcy prorosyjskich bojówek w Donbasie, Amerykanie zabili i ranili kilkuset Rosjan.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rosjanie i żołnierz sił prezydenta Asada w Syrii
Rosjanie i żołnierz sił prezydenta Asada w Syrii (milsim / Facebook)

Do tajemniczej bitwy z udziałem Rosjan i Amerykanów doszło w okolicy miasta Deir ez-Zor na wschodzie Syrii w nocy z 7 na 8 lutego. Według dowódców sił kurdyjskich wspieranych przez USA, duże siły wojsk reżimu prezydenta Asada, z pomocą Rosjan, zaatakowały na wschód od Eufratu. Rosjanie cały czas utrzymywali przy tym, że żaden szturm nie ma miejsca.

Celem kolumny zmechanizowanej była baza Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) i amerykańskich specjalsów. Amerykanie wezwali wsparcie lotnicze, gdy pociski artyleryjskie i czołgowe zaczęły rozrywać się niebezpiecznie blisko ich pozycji. Na miejscu szybko znalazły się samoloty wsparcia AC-130 i drony bojowe, które do rana zmasakrowały napastników. Według Kurdów, Rosjanie w pewnej chwili poprosili o zawieszenie broni w celu zebrania zabitych i rannych pomimo tego, że kilka godzin wcześniej twierdzili, że nic się nie dzieje.

Nieco inna jest wersja wydarzeń przedstawiona przez Igora Striełkowa, czyli Igora Girkina, byłego pułkownika GRU i dowódcy prorosyjskich separatystów w Donbasie. Według niego Amerykanie rzeczywiście zmasakrowali kolumnę zmechanizowaną rosyjskiej Grupy Wagnera na wschód od Deir ez-Zor, jednak ich celem nie była obrona własnych pozycji, tylko zlikwidowanie przyczółku na wschodnim brzegu Eufratu utworzonego przez Rosjan i żołnierzy Asada. Zdaniem Girkina przyczółek praktycznie przestał istnieć.

Zobacz także: Antysemityzm jako oficjalna polityka? Jan Tomasz Gross: "to straszne"

Szokująca skala strat

O ile nie ma wątpliwości, że doszło do konfrontacji pomiędzy pro-amerykańskimi i pro-rosyjskimi siłami w Syrii z bezpośrednim udziałem Rosjan i Amerykanów, o tyle nie jest jasna skala klęski nieoficjalnych wysłanników Moskwy. Girkin podaje szokująca liczbę 644 zabitych i pond 200 rannych, których miano już przewieźć do szpitali w St. Petersburgu. Rosyjscy dziennikarze skłonni są szacować liczbę poległych na 20 do 25. Pentagon uważa, że Amerykańskie samoloty zabiły przynajmniej 100 ludzi, wśród których była nieznana liczba Rosjan.

Prawdziwe rozmiary rosyjskiej klęski prawdopodobnie nigdy nie będą znane, choć według Girkina, nawet Moskwa nie zdoła ukryć tej "katastrofy". W internecie pojawiają się jedynie nazwiska i zdjęcia pojedynczych, zabitych żołnierzy, takich jak weterani wojny na Ukrainie Aleksiej Ladygin i Igor Kosturow, Stanislaw Matwiejew czy Władimir Loginow z Kaliningradu. Ministerstwo obrony w Moskwie nie potwierdza, że Rosjanie walczą przeciwko pro-amerykańskim siłom we wschodniej Syrii, nie mówiąc już o przyznawaniu się do strat.

Żołnierze od brudnej roboty

Grupa Wagnera została utworzona w 2014 r. jako prywatna firma wojskowa, choć nie brak głosów, że w rzeczywistości podporządkowana jest ministerstwu obrony Rosji i stanowi tajny oddział rosyjskiej armii. Liczba Wagnerowców nie jest znana, ale może ich być nawet ok. 6 tys. W większości są to byli żołnierze Specnazu, którzy są szkoleni i wyposażani przez siły specjalne Rosji.

Żołnierze Grupy Wagnera brali udział w aneksji Krymu, a następnie walczyli w wojnie na Ukrainie. Od października 2015 r. są w Syrii. Wykorzystanie firmy prywatnej pozwala Moskwie twierdzić, że Rosjanie nie uczestniczą w walkach naziemnych i nie ponoszą strat. Wiadomo jednak, że Wagnerowcy wyposażeni w czołgi i artylerię oraz wspierani przez rosyjskie lotnictwo uczestniczyli w kampaniach przeciwko Państwu Islamskiemu i siłom opozycji wobec reżimu prezydenta Asada.

Od czasu do czasu do mediów przedostają się wiadomości o śmierci żołnierzy Grupy Wagnera, jednak zawsze są to niepotwierdzone oficjalnie informacje zbierane przez rosyjskich internautów i dziennikarzy śledczych. Moskwa często zbywa te rewelacje twierdząc, że jest to jedynie wroga propaganda i przyznaje się do strat tylko wtedy, gdy nie można ich już ukryć, tak jak w przypadku zestrzelonego przez rebeliantów samolotu Su-25. Tym razem nie ma wątpliwości, że pewna liczba Rosjan straciła życie z rąk amerykańskich żołnierzy. To niebezpieczna eskalacja konfliktu, której, do tej pory, Moskwa i Waszyngton starały się unikać. Istnieje obawa, że Rosjanie będą chcieli wziąć odwet i pokazać Amerykanom, że nie można bezkarnie przelewać ich krwi.

Polub WP Wiadomości