Trwa ładowanie...
Luis Alarcon
Luis AlarconŹródło: FORUM, fot: Krzysztof Żuczkowski

Alarcon Arias: Zatrzymać tę przemoc. Natychmiast!

Ci, którzy mieli za zadanie nauczyć dzieciaki życia w zdrowych relacjach i bez przemocy, odwrotnie: uczą, że warto być na górze w hierarchii – mówi Luis Alarcon Arias. Tak prezes Stowarzyszenia Niebieska Linia ocenia sytuację w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Renicach.

Share

Anna Śmigulec: Jak przemoc, której doświadczają wychowankowie Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Renicach, przekłada się na ich życie? Z czym mogą się zmagać w przyszłości?

Luis Alarcon Arias, prezes Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Przemocy "Niebieska Linia", psycholog (ze specjalizacją kliniczną), certyfikowany psychoterapeuta i superwizor psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego: Skutki mogą być opłakane. Pamiętajmy, że nikt nie rodzi się bandytą, mordercą, agresorem. Tymczasem w reportażu pani pełniąca obowiązki dyrektora MOW w Renicach mówi, że ci chłopcy to agresorzy.

A to są po prostu dzieciaki, które urodziły jak każde inne. Ale w wyniku różnych okoliczności: wychowawczych, społecznych, psychologicznych, wskutek odrzucenia itd. poszli taką drogą, którą pokazali im dorośli. Czasem począwszy od rodziców.

dtfmmlr

Pamiętajmy też o innej rzeczy: istotą tej przemocy jest to, że ktoś, kto ma przewagę nad drugim człowiekiem, dopuszcza się aktów terroru interpersonalnego, bo wie, że jest silniejszy. I dokładnie to wypływa z reportażu - że w tym ośrodku rządzi zasada: silniejszy ma rację, silniejszy stawia swoje warunki, silniejszy mówi, co jest dobre, a co niedobre.

Cały system penitencjarny, nie tylko w Polsce, ale w większości krajów na świecie, jest niestety osadzony na mechanizmach przemocowych.

Ale rozmawiałam też z mężczyzną, który zadzwonił do mnie z więzienia. Był wychowankiem MOW w Renicach w latach 2014-2015 i teraz odsiaduje wyrok, bo jak stwierdził: "przemoc rodzi przemoc". I mówi, że w więzieniu nie doświadcza przemocy, jakiej doświadczał w ośrodku w Renicach.

No tak, bo wreszcie zaczęto respektować prawa człowieka nawet w zakładach penitencjarnych. I owszem, w więzieniach nie ma już tej ostrej, tragicznej, krwawej przemocy. Te rażące akty przemocy fizycznej w stosunku do osadzonych zniknęły, ale tzw. drugie życie w nich istnieje.

Ale tutaj mówimy w dodatku o przemocy wobec dzieci.

To jeszcze gorzej. Ponieważ dzieci nie zakończyły jeszcze procesu kształtowania swoich postaw i wyborów dotyczących tego, jak rozumieją świat, jak trzeba w nim funkcjonować i w jaki sposób zaspakajać swoje potrzeby.

Więc wszystko, co dorośli swoim zachowaniem nakładają na te dzieci, kształtuje ich aktualne i późniejsze strategie interpersonalne (bo przemoc jest interpersonalna w stu procentach).

W tym przypadku nasilają się postawy agresywne. Bo ci, którzy mieli za zadanie nauczyć dzieciaki życia w zdrowych relacjach i bez przemocy, odwrotnie: uczą, że warto być na górze w hierarchii. Bo jak jesteś na górze, to możesz robić, co chcesz, to ty dyktujesz reguły gry. I to jest największe niebezpieczeństwo.

W taki sposób nie tylko wychowujemy niewłaściwie, ale też wzmacniamy postawy przemocowe!

I te dzieci w przyszłości mogą próbować budować swoje relacje w podobny sposób – powielając schematy przemocowe. Więc to jest niekończąca się historia.

dtfmmlr

I te dzieci w przyszłości mogą próbować budować swoje relacje w podobny sposób – powielając schematy przemocowe. Więc to jest niekończąca się historia.

Uderzyło mnie jeszcze, że chłopcy, z którymi rozmawiałam, nie byli nawet oburzeni tym, że wychowawca uderza ich pięścią w głowę czy wykręca im jądra. Bo w innej sytuacji ten sam wychowawca potrafi zachować się w porządku.

To jest słynny syndrom sztokholmski w relacji: ofiara – sprawca. Ofiara zaczyna być wdzięczna sprawcy i zaczyna cenić wszelkie jego zachowania, które nie są nasycone przemocą.

Cykl przemocy liczy trzy etapy. Najpierw narastające napięcie. Później eksplozja: ktoś zostaje zraniony, pobity, zrugany itd. A potem zaczyna się tzw. faza miesiąca miodowego. Kiedy następuje okres bez przemocy, ale sprawca wciąż obwinia ofiarę: "Gdybyś była inna, to nie musiałbym cię uderzyć".

Czyli to tłumaczenie: "Zobacz, do czego mnie doprowadziłeś!"? Jak w reportażu wychowawca Klama obwiniający 14-letniego Krystiana, którego uderzył w twarz pięć razy na oczach wszystkich, a później w ten sposób tłumaczył się jego rodzicom?

Tak. Sprawca nie tylko dopuszcza się brutalnego ataku, ale po nim obciąża ofiarę, twierdząc, że to jej wina. Czyli przerzuca odpowiedzialność na ofiarę za swoje uczucia, za to, że nie potrafi inaczej, że jest agresywny. Czy to nie jest poniżej pasa?

I co to buduje? Taki obraz świata, że najbardziej opłaca się być na górze. Żeby mieć przewagę. Bo nieraz jedynym sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa jest po prostu mieć przewagę.

I dlatego zjawisko fali w instytucjach zamkniętych jak więzienia, MOWy, MOSy itd. jest na porządku dziennym. Bo przemoc jest ohydna i krzywdząca, ale niestety jest skuteczna. Bo za pomocą przemocy ludzie osiągają swoje cele albo zaspokajają swoje potrzeby. Krzywdząc innych ludzi.

Czego potrzebują ci chłopcy?

Pierwszą rzeczą, którą bym zrobił, to przestałbym działać w pojedynkę. Bo mamy do czynienia z sytuacją przemocy instytucjonalnej, z którą jedna instytucja, jedna organizacja pozarządowa, jedna psycholożka nie wygra.

Po to powstała procedura Niebieskiej Karty w odniesieniu do przemocy domowej – żeby scalić te wszystkie instytucje i opracować strategie postępowania. Tutaj podobnie: ludzie z różnych środowisk, instytucji i resortów powinni się zebrać i wypracować strategie działania. I naciskać na organy ścigania, żeby natychmiast zatrzymać tę przemoc i zamknąć ten ośrodek na czas nieokreślony.

dtfmmlr

I w ramach tego zlikwidować to środowisko mafijne. Bo ta kadra nie zmieni swoich zachowań, ponieważ się przyzwyczaiła i wie, że to, co robi, jest skuteczne.

Trzeba to wszystko zlikwidować i założyć na nowo, ale już na innych zasadach. Ośrodek powinny prowadzić osoby, które naprawdę chcą pomagać tym dzieciakom, a nie tylko ich utemperować i złamać im kręgosłupy. Bo to jest średniowieczne podejście.

A co możemy zrobić dla tych chłopców, którzy przewinęli się przez Renice?

Z całą pewnością niektórzy już wyszli i prowadzą swoje życie tak, jak potrafią. Niektórzy będą robić to samo, co zrobiono z nimi. A niektórzy będą jeszcze mieli szansę budować swoje życie na innych zasadach.

Tylko problem polega na tym, że ci chłopcy prawdopodobnie nie wiedzą, jak to robić. Bo nie mają takiego doświadczenia.

Dlatego potrzebują profesjonalnej pomocy terapeutycznej. Żeby otworzyć się na inny świat, który nie rządzi się tymi regułami, które znają z Renic, tylko zasadami z cywilizowanego świata.

Potrzebujesz pomocy? Zadzwoń. Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia": tel. 800 120 002

Podziel się opinią

Share
Więcej tematów