więcej

Były żołnierz: piliśmy wszystko, co ma alkohol.

wp.pl | dodane 2012-01-13 (11:39)
zobacz galerię

fot. Żołnierze w czasie stanu wojennego, Warszawa, rok 1981

opinie
drukuj

Bez względu na poglądy polityczne musieli odbyć obowiązkową służbę wojskową. Gdy byli w wojsku, zaczął się stan wojenny. Jak poradzili sobie w tej trudnej sytuacji? - Myślałem, że to jest wojna, chłopaki i ja napisaliśmy listy do swoich rodzin, coś na zasadzie ostatniej woli - pisze Internauta Wirtualnej Polski, który pełnił obowiązkową służbę wojskową w grudniu 1981 roku. Niektórzy z poborowych wspominają ten okres jak urlop. - Zaczęło się ogólne pijaństwo i picie wszelkich możliwych płynów zawierających alkohol, a głównie bimbru, który pędzono w okolicach (Warmia i Mazury) na przemysłową skalę - relacjonują dawni żołnierze.

Przeczytaj też:
Bimber i gra w karty - tak spędziliśmy stan wojenny


Polacy, którzy w dniu ogłoszenia stanu wojennego odbywali obowiązkową służbę wojskową, znaleźli się w wyjątkowo niekomfortowej sytuacji. Musieli wykonywać rozkazy wydawane przez komunistyczne władze, chociaż często traktowali tę władzę jako wroga. Nie wszyscy jednak wspominają ten okres przez pryzmat tragicznych wydarzeń.

- Stan wojenny wspominam jako najdłuższy urlop na koszt MON, gdzie nie było nic do roboty, za to państwo płaciło i dawało pełne utrzymanie. Od 17 grudnia 1981 roku do 30 kwietnia roku następnego byłem zmobilizowany do pułku piechoty, który na co dzień był skadrowany ze szczątkową kadrą, a na czas wojny rozwinięty do pełnego stanu 1,2 tys. żołnierzy i oficerów rezerwy.
W najwyższej cenie dla wszystkich, oprócz najwyższego dowództwa, byli ci rezerwiści, którzy mieli zdolność kombinowania masowych zapasów bimbru, gdyż wówczas pełnił on ważniejszą rolę niż broń i amunicjaInternauta Ostpreussen
Przez pierwsze kilka tygodni była ogólna panika, nikt nie wiedział, o co chodzi i co się dzieje, a żołnierzy najbardziej dobijał brak informacji o długości trwania tej służby wojskowej, a co bardziej dowcipni mówili, że może potrwać pięć lat. Pułk z uwagi na niepewność żołnierzy, gdyż 90% z nich należała do "Solidarności" i ogólnie była przeciw władzy ludowej, nie mógł być użyty do żadnych zadań oprócz sprzątania koszar i zimowego utrzymywania koszarowych uliczek.

Po tym czasie zaczęło się ogólne pijaństwo i picie wszelkich możliwych płynów zawierających alkohol, a głównie bimbru, który pędzono w okolicach (Warmia i Mazury) na przemysłową skalę, głównie z buraków cukrowych. W najwyższej cenie dla wszystkich, oprócz najwyższego dowództwa, byli ci rezerwiści, którzy mieli zdolność kombinowania masowych zapasów bimbru, gdyż wówczas pełnił on ważniejszą rolę niż broń i amunicja. Masowo grano w pokera i sam nauczyłem się wówczas grać, przegrywając ogółem ok. 3,5 tys. zł, czyli dwa dolary amerykańskie i kilkadziesiąt centów, gdyż dolar podskoczył do 1,5 tys. zł. Za jednego dolara można było kupić 1,5 tys. sztuk nowej cegły, czerwonej pełnej prosto z cegielni, a średnia płaca wynosiła cztery dolary na miesiąc, nieliczni zarabiali całe sześć dolarów.

Rozpoczęły się też masowe ucieczki na lewizny (nielegalne opuszczanie jednostki), ponieważ nikt nawet nie chciał brać oficjalnych przepustek, choć bez trudu by je dostał, zwłaszcza jeśli gwarantował dostarczenie bimbru. Razu pewnego na kompanii saperów i minerów natrafiłem na kontrolę z Dywizji z Olsztyna. Naszą kompanię kontrolował jakiś starszy pułkownik. Co się okazało, oprócz podoficera dyżurnego 100% żołnierzy (56 osób) było akurat na lewiźnie i na lewiznę poszedł nawet pomocnik dyżurnego kompanii, a ja jako jedyny właśnie powróciłem z lewizny. Udało mi się jakoś przekonać pułkownika, że nie powinien popadać w wojskową panikę, gdyż ci żołnierze mają żony, dzieci i poszli do domów, a nic takiego się nie dzieje, abyśmy mieli stać na baczność i szykować się do boju, a na poniedziałek na apel wszyscy wrócą. Ot taki to był stan wojenny, a dziś wielu chce rżnąć kombatantów, chyba w ilości wypitego bimbru, wypędzonego z buraków cukrowych lub pastewnych, który był okropny w smaku i odbijał się żywymi burakami jak krowie po karmieniu - wspomina Internauta podpisujący się nickiem Ostpreussen.

"Robotnik nie jest naszym wrogiem"

Poborowi o stanie wojennym dowiadywali się często w tym samym czasie, co pozostali obywatele. Nowa sytuacja była dla żołnierzy tak samo zaskakująca. - W sobotę 12 grudnia 1981 roku byłem na izbie chorych, tam miałem schowane cywilne ciuchy - w wojsku byłem rezerwistą. Od południa byłem uszykowany by pójść na lewiznę na dyskotekę.
Zrozumiałem i to na szczęście nie tylko ja, ale znaczna większość żołnierzy, że robotnik nie jest naszym wrogiem i że jesteśmy wkręcani w jakieś polityczne gierkiInternauta Walgor
Od rana szef kompanii zaczął wydzwaniać i prosił mnie bym nigdzie dziś nie wychodził, po chyba trzecim czy czwartym telefonie zastanowiło mnie to i zrezygnowałem z lewizny. Po godzinie 20 przyszedł dyżurny sanitariusz z rozkazem by wszyscy chodzący udali się na kompanię. Tam przywitała mnie panika, obecni byli wszyscy trepi. Żołnierze pobierali broń i po 120 sztuk ostrej amunicji oraz na drużynę dodatkowo skrzynkę, czyli ok. 1,2 tys. sztuk. Jeszcze nic nam nie powiedzieli, nic nie wiedzieliśmy, ani my, ani kadra niższego szczebla. Coś mówili o stanie wyjątkowym, wzmocnili wszystkie służby, a reszta poszła spać.

Dopiero rano, tak jak i wszyscy w cywilu dowiedzieliśmy się z telewizji o stanie wojennym. Myślałem, że to faktycznie jest wojna, chłopaki i ja napisaliśmy listy do swoich rodzin, coś na zasadzie ostatniej woli. Wtedy chyba po raz pierwszy w życiu poczułem strach i życie moje przeleciało mi przed oczyma. I pytanie: dlaczego ja, za co to mnie spotyka? Po dwóch miesiącach list zniszczyłem. Do 23 grudnia pilnowaliśmy jednostki w wzmocnionym stanie, czyli po dwóch i z racji zimna w skróconym czasie, czyli jedna godzina warty, na dwie godziny przerwy. Również od 23 grudnia moją kompanię wydelegowano do wzmocnienia patroli ulicznych. Chodziliśmy w tzw. piątkach z psem, czyli dwóch żołnierzy, dwóch zomowców i milicjant z psem. Już wtedy cywile wyraźnie nas inaczej traktowali. Częstowali herbatą, ciastem i innymi smakołykami mówiąc: "żołnierze, podejdźcie tu, a te trzy ch... z psem niech dalej warują". Praktycznie po 6 stycznia zdaliśmy broń i życie wojskowe wróciło do normy.

Służyłem w wojskach ochrony powietrznej kraju. Po drugiej stronie ulicy stał pułk zmechanizowany wojsk radzieckich. Kolesie zza płotu naprzeciwko już od września czy sierpnia dopytywali się, co u nas się dzieje, bo oni są w stanie podwyższonej gotowości bojowej i śpią z bronią pod poduszką. Myśmy wiedzieli owszem o strajkach i "Solidarności", wciskano wiele złego na jej temat, ale i tak nikt nie był w stanie powiedzieć, co się dzieje po ogłoszeniu stanu wojennego. Z początku nawet bardzo się ucieszyłem, że nie ma ruskich na ulicy i że to tylko robotnicy są naszym "wrogiem", ale jak zacząłem chodzić w patrolach, sytuacja wyraźnie mi się rozjaśniła. Zrozumiałem i to na szczęście nie tylko ja, ale znaczna większość żołnierzy, że robotnik nie jest naszym wrogiem i że jesteśmy wkręcani w jakieś polityczne gierki. Całe szczęście, że i dowódcy wielu jednostek podzielali głos zwykłego szeregowego żołnierza. Mam nadzieję, że już nigdy czegoś podobnego nie przeżyję ja, moje dzieci i wnuki - pisze w zgłoszeniu do Wirtualnej Polski Internauta Walgor.

To nie ta sama Solidarność

Internauta podpisujący się nickiem Zbewolt wspomina stan wojenny jako okres spokoju. Nie był świadkiem walk z opozycją. Mimo że sympatyzował z "Solidarnością", 13 grudnia 1981 roku znalazł się po drugiej stronie barykady.

- Nie pędziłem bimbru w stanie wojennym, bo nie było ku temu okazji ani też ochoty na jego spożywanie. Po prostu, jako jeden z żołnierzy poboru jesień 79' zostaliśmy wysłani do Warszawy celem patrolowania ulic. Początkowo stacjonowaliśmy w jakiejś szkole podstawowej, chyba w dzielnicy Ursus, po czym przenieśli nas do Akademii Sztabu Generalnego. Nie wiem po co i nikt o to nie pytał, bo nikogo to nie interesowało. Każdy miał wtedy jeden cel: wyjście do cywila po ponad dwóch latach służby. W końcu uzbierało się niemal dwa i pół roku. Było ciężko, czasem zimno, szczególnie podczas całonocnych patroli. Do nikogo nie strzelałem i nigdy bym tego nie zrobił. Zresztą, byłem na cenzurowanym w dowództwie z powodu sympatyzowania z "Solidarnością". Nie mam do nikogo żalu za te czasy. Rozkaz to rozkaz i nie ma tu dyskusji.

Wspominam tamte kilka miesięcy spędzonych w stolicy jakoś dziwnie. Wielokrotnie potem byłem w kilku znanych z czasów stanu wojennego miejscach. Muszę przyznać, że wracają tamte obrazy, ale nie w postaci koszmarów. Po latach wraca sentyment. Zastanawiam się tylko, gdzie byli wtedy ci obecni bohaterowie, tak czynnie działający w Warszawie w tamtych dniach? Przez wiele miesięcy pobytu tam, było cicho - żadnego pijaka wałęsającego się po ulicy, złodzieja, czy kogoś podobnego. Uważam, że ten spokój był potrzebny nam wszystkim. Szkoda tylko, że wielu zasnęło na kilka lat. Okazało się, że zapłacili za te zmiany wielką cenę. Nie o to chyba walczyli. "Solidarność" z 1980 roku i ta późniejsza to dwie osobne bajki. Pozdrawiam tych, którzy w tamtym czasie musieli służyć w LWP - pisze Internauta Zbewolt.

"Jak Jaruzel mógł mi to zrobić?"

Internauta Krzysztof Oksiuta studiował, gdy większość jego rówieśników służyła w wojsku. Pierwszy dzień stanu wojennego zaczął od kaca i rozwieszania antyrządowego wystąpienia w przejściach podziemnych w centrum Warszawy.

- Jest weekend 12 grudnia 1981 roku. Jesteśmy studentami Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Mieszkamy w akademiku przy ul. Żwirki i Wigury. Ja i Artur z Białej Podlaskiej, Michał z Olsztyna i Irek z Ełku. Tak się dobraliśmy losowo, ale niezła z nas paczka. Nikogo się nie boimy, jesteśmy żądni wiedzy, sławy, miłości i przygód. Michał jest zwolennikiem apartheidu, Irek dyscypliny wojskowej, Artur kompromisu, Ja prawie absolutnej wolności. Ciągle o czymś namiętnie dyskutujemy. Nie jesteśmy dogmatyczni, a raczej pełni sarkazmu do wszystkiego co nas otacza.

Nie pijemy, na wzór starszych kolegów alkoholu, choć akurat tego dnia przywiozłem z domu 12 butelek bimbru, który otrzymałem od kuzyna w zamian za plik kartek na cukier. Większość szybko sprzedałem w akademiku, resztą sami się delektowaliśmy namiętnie dyskutując o polityce. "Solidarność" miała właśnie swój burzliwy zjazd. Komuniści Jaruzelskiego ostro go krytykowali. Wpadłem na pomysł napisania czegoś na ten temat. Wyjąłem moją świeżo kupioną walizkową maszynę do pisania marki „Łucznik” (zazdroszczono mi jej wszędzie) i pojechaliśmy ostrymi tekstami po całej komunie i Jaruzelu. Były to po trosze wygłupy podpitych studentów uderzających w patriotyczne tony walki z ogłupiającą nas propagandą komunistycznych mediów. Około drugiej w nocy poszliśmy spać.

Rano 13 grudnia budzi nas żałobna muzyka w radio. Słyszymy przemówienie Jaruzelskiego. Padają groźne słowa: „stan wojenny”, „internowanie”, „godzina milicyjna”, „kontrolowane rozmowy” itp. Nie bardzo to do nas dociera. Mamy poimprezowego kaca. Za oknem widać ciągle przemieszczające się kolumny wojskowe. Uświadamiam sobie, że właśnie skończyła się moja wolność. Ogarnia mnie z każdą chwilą coraz większa złość. „Jak ten sk...l Jaruzel mógł mi to zrobić!”. Patrzę na kartki zapisane drukiem maszyny do pisania. Czytam na głos te teksty przeciwko Jaruzelskiemu. Częściowo miesza się tu patos z prostą agresją. „Zobacz Irek, my żeśmy wczoraj już to przewidzieli. Wstawaj, powielmy to”. Przepisujemy je przez kalkę. Jesteśmy podekscytowani. Wsiadamy do autobusu 175 i wysiadamy przy Centralnym. Kupujemy klej, dzielimy się chodnikami w przejściach podziemnych i kleimy nasze pierwsze antykomunistyczne ulotki. Ludzie tłumnie zatrzymują się i czytają. Potem przechodzimy na rondo Marszałkowskiej i robimy to samo. Jesteśmy szczęśliwi. Nie przerażają nas patrole ZOMO, ani opancerzone skoty. Liczy się walka. Za tydzień, w Kościele Św. Krzyża, razem z Irkiem nawiązujemy kontakt z tworzącym się warszawskim podziemiem. Michał i Artur nas wspomagają, ale nie angażują się czynnie - wspomina Internauta Krzysztof Oksiuta.

Wspomnienia przesłane do redakcji pozostawiamy bez komentarza, zapraszamy do dzielenia się własnymi opiniami na ten temat.

Masz pomysł na ciekawy artykuł? Chcesz opublikować własny felieton? Napisz do nas! Zamieścimy Twój tekst w naszym serwisie!


oceń
92
58
Podziel się

Czekamy na Twoje zgłoszenie!

Byłeś świadkiem lub uczestnikiem ważnego zdarzenia? Poinformuj Internautów o tym, co dzieje się w Polsce, na świecie, w Twojej okolicy!

Wyślij nam zdjęcie, film lub artykuł! Najciekawsze opublikujemy!


  • Skomentuj
  • WP.PL
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [10]
~Grudzień1970 [2012-02-27 00:31]

czerwona zaraza się przepoczwarza* kiedy noc się splata z dniem odżywają upiory w sieci internet naiwnych nie sieją: wytwór mediów masowych łatwowierny * pamiętaj! służba bezpieczeństwa to pretorianie polskich sekretarzy wyszkoleni w moskwie w sobaczeniu ludzi; feliks krwawy ich patronem * ochrana carska, nkwd, kgb, ich pieski ub i sb ciągle sieć pajęczą snują w niepodległej: sięgają po rząd dusz * bolszewizm znowu w modzie ubrany w różowe piórka mąci młodzieży w głowie * nie odwracaj się plecami otumaniony narodzie gdy szuje plują w twarz * czas posprzątać dom!

odpowiedz

pokaż 3 ukryte odpowiedzi

Ocena: +1 [1]
~osioł [2012-04-13 16:22]

O tym jak jaruzelski i jego banda z osłami wygrali [postkomunistyczna demokracja=rządy hien nad osłami]: "Okrągły Stół jest dla komunistów niezbędny. Stanowi ostatnią szansę przetrwania materialnego, a zatem i duchowego. Gospodarka kraju leży w ruinie i choć rzecznik komunistycznego rządu twierdzi, że rząd się wyżywi, to jednak zdecydowana większość komunistów znajduje się poza rządem. Dochodzi do tego, że już nie tylko robotnik z Huty Katowice, ale młody aparatczyk partyjny, milicjant i wojskowy, nie od razu dostaje klucze do mieszkania. Dla młodych ludzi zatem dołączenie do komunistów jest na tyle nieatrakcyjne, że przed "partią" zaczyna majaczyć widmo śmierci naturalnej. A przecież przesłanie duchowe bolszewików stanowi, że istnienie Partii jest warunkiem koniecznym do budowy ustroju powszechnej szczęśliwości - komunizmu. Dlatego w momencie zagrożenia bytu Partii prawdziwy komunista chwilowo rezygnuje z doktryny." * "W grze tej komuniści wygrali: majątek państwowy, wojsko, policję, banki, administrację a co najważniejsze, prawne zabezpieczenie nowego porządku dzięki zaklepanej wygranej w "wyborach" roku 1989. Opozycja wygrała posady. 35% Sejmu, cały Senat, trochę stanowisk ministerialnych i możliwość tworzenia nowych posad urzędniczych dla znajomych i pociotków. W okresie rządów Mazowieckiego biurokracja zwiększyła się o 20%. Więcej wygrać nie było można ponieważ komuniści zaprosili do stołu tylko konstruktywną opozycję, która nie odrzucała dotychczasowego systemu ale chciała go jedynie w duchu socjalizmu reformować. Opozycja ta poza możliwością siłową zmiany systemu wyrzekła się również możliwości prawnej, godząc się na mniejszość w parlamencie. Przyjęła natomiast należne jej od dawna posady [proszę panie premierze, ależ proszę panie ministrze] i odtrąbiła zwycięstwo Polski i Polaków z wielką pompą, dzięki teraz już "naszym" mass mediom. Wszyscy bowiem, którzy dotychczas byli "ich", teraz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienili się w "naszych". A na dodatek nie można było ich usunąć, bo byli fachowcami. Tu anegdota. Rozmawiają Kiszczak i Michnik. Kiszczak: - Panie Adamie, jak nazwałby pan kogoś, kto 40 lat przepracował w jednym fachu? Michnik myśli, myśli: - Już mam, faa..., faa... - jąka się - fachowiec. I tak pozostało. Byli wreszcie przy okrągłym stole ludzie z podwójnymi zaproszeniami. Raz jako uznani opozycjoniści, dwa jako komunistyczni agenci. Ci doświadczyli radości podwójnej."

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: -1 [1]
~stani [2012-04-25 11:35]

Pewnie mocz też piłeś !

odpowiedz

Ocena: +14 [16]
~laser [2012-01-18 16:09]

Pozdrawiam "FALĘ 79".Rzeczywiście wraca się myślami do tamtych dni-szczególnie w zimowe wieczory. Ci co piszą ,że tylko pili to sami określają swój status.Samo przedłużenie służby zmieniło moje plany życiowe nieodwracalnie-ale bez żalu.Służyłem w jednostce gdzie na 24 m-ce służby byliśmy 18 m-cy "w polu" także kolejny wyjazd 13 grudnia poza obszar zakwaterowania z alarmem nie był niczym szczególnym tylko jak się póżniej okazało był" wyjątkowy i nieco przedłużony"-wróciliśmy do koszar w połowie marca.Nadmieniam,że powinność swą pełniłem w takim fajnym Pułku w Szczecinie.Nasze interwencje skupiały się głównie w okolicach Stoczni Szczecińskiej by chronić wszstkie osoby cywilne przed akcjami zomo-wców i "zaprzyjażnionej armii".Były to przejrzyste i przemyślane działania naszych dowódzców/prawdziwego wojska pod względem zdobytej wiedzy i doświadczenia operacyjnego/,którzy od początku wpajali nam,że nasze miejsce jest przy STOCZNIOWCACH i Ludności Cywilnej.Było wiele nieprzyjaznych incydentów,gdie nasza obecność łagodziła "nadgorliwość i uderzenia władzy"wobec ludności cywilnej przez służby zomo i milicji/MY BYLIŚMY NAD NIMI".Pamiętam jak po 3-ech miesiącach spędzonych gdzieś tam w lesie/a zima była wyjątkowo piękna tego roku/jak ci zatroskani mieszkańcy okolic Stoczni w ramach podzięki przynieśli nam DUŻY gar ciepłego bigosu i ciepłej herbaty z cytryną.I tak można by jeszcze opowiadać ale dam możliwość innym a ja napiszę książkę.Pozdrawiam.........."laser"

odpowiedz

pokaż 3 ukryte odpowiedzi

Ocena: +3 [3]
~Rezerwista [2012-04-16 18:16]

Opisane w artykule informacje,u mnie wywołały "efekt wymiotny".Gosciu opisujacy te wydrzenia,wyczytał chyba w scenariszu filmu,tylko nie o Wojsku Polskim i stanie wojennym,ale sf.chorego swojego umysłu.W okresie stanu wojennego obowiązywała podwyższona dyscyplina woskowa zgodna z kodeksem wojennym,każde złamanie dyscypilny mogło skończyć się sadem wojennym i być skazanym na karę śmierci,na równi z nie wykonaniem rozkazu.W jednostkach bioracych udział w działaniach na ulicach,zakładach pracy,itp.do takich zachowań nigdy nie mogło dojsc,być może w "rezerwach" były wypadki picia alkoholu,ale przytaczany artkuł,to wymysł chorego człowieka,i myślę,że sam tego nie "wymyślił".Wiem jak było,brałem udział w akcjach stanu wojennego.Kolego nie pij więcej "bimbru" bo już wyżarł ci rozumek.Pa.

odpowiedz

Ocena: +2 [10]
~aza [2012-01-24 16:43]

DO wszystkich co nie znają historii z tego okresu - WAŻNE Na dowód obecnie mogę przedstawić żołnierzy rosyjskich w tamtym okresie (grudzień) siedzieli w czołgach, w transporterach i czekali na rozkaz wkroczenia do Polski. Dzięki temu że Jaruzelski wprowadził stan wojenny, zablokował wejście armii na teren Polski. I nie tylko rosyjskiej armii ale i armii czechosłowackiej która po nogach sikała z radości ze się zrewanżuje za atak jaki przeprowadziły armie paktu wschodniego na ich kraj w roku 1970 oraz armii niemieckiej byłej NRD która była do tego stopnia podwładna i uzależniona od ZSRR, że w biblii modlitewnej mieli napisane że bogiem i dobrobytem na ziemi jest tylko ZSRR której oddawali cześć. To wstyd żeby nie znać historii Polski i zabierać głos świadczący że jesteście smarkacze. Powinniście dziękować Jaruzelskiemu że żyjecie bo w tamtym okresie to mielibyśmy do dzisiaj Afganistan.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: +4 [10]
~wyrocznia [2012-01-16 19:49]

Do wszystkich wierzących w Palikota, PO, SLD i inne odpadki z "nocnej zmiany": uważacie się za postępowych i nowoczesnych - czy macie zatem wiedzę i kompetencje w zakresie implementacji współczesnych instytucji rozwoju społecznego i gospodarczego takich jak: ordoliberalizm, komunitaryzm, ekonomia szczęścia (happiness economics), kapitał społeczny? Czy jesteście w stanie krzewić nowe formy przywództwa i aktywności społecznej, takie jak: przywództwo służebne (servant leadership), samoprzywództwo (self-leadership), przywództwo oddolne (Grassroots Leadership), upełnomocnianie (empowerment)?

odpowiedz

pokaż 6 ukrytych odpowiedzi

Ocena: +4 [4]
~j [2012-03-31 08:18]

Ten gosciu który wspomina nie był w prawdziwym wojsku. Nic tylko picie wódy. Niech nie pieprzy głupot. Byłem w tym czasie w wojsku / w porządnym oddziale- a nie przyzakładówce, jaką były WOPK? i czegos takiego nie było.

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~Janusz [2012-03-18 19:50]

Byłem żołnierzem i nic nie piłem! A Polacy w dowód wdzięczności wynosili nam w grudniu 1981 roku na ulice wypieki świąteczne! Tak wyglądała rzeczywistość!

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~Stary_zolnierz [2012-03-16 11:52]

Czy wy naprawde ku..a myslicie ze jestesmy wolnym krajem dzieki istnieniu pismakow piszacych platne klamstwa a Wojsko to banda pijakow i darmozjadow?

odpowiedz

Ocena: +4 [4]
~Stary_zolnierz [2012-03-16 11:28]

Mozlwe ze gdzies tam ktos pil wszelkie możliwe płyny zawierające alkohol... .Ale to nieby obraz naszej Armii.Pijacy to zupelnie inny temat.Autorowi tego arytkulu chodzi o to zeby szkalowac obraz Naszego Wojska.Autorze tych insynuacjii ja rozumiem ze ty musisz z czegos zyc.Zamiast obsrywac Nasze Wojsko zajmij sie czyms produktywnym a wtedy niebedziesz musial umieszczac swych fekaliowych wynurzen w internecie zeby miec na jedzenie.

odpowiedz

Ocena: +5 [7]
~Polak [2012-01-19 21:13]

Czy w wojsku Polskim cos sie zmieniło od tamtego czasu?

odpowiedz

pokaż 3 ukryte odpowiedzi

Ocena: +3 [7]
~Żuawi Śmierci [2012-02-21 00:44]

30 kapelanów wojskowych różnych wyznań, wśród ponad 14 tys. ofiar Zbrodni Katyńskiej, zostało mianowanych pośmiertnie na wyższe stopnie wojskowe przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. * Wśród zidentyfikowanych kapelanów, którzy zostali zamordowani w Katyniu, jest 25 kapelanów katolickich, dwóch wyznania ewangelicko-augsburskiego, jeden wyznania prawosławnego, jeden wyznania greckokatolickiego oraz jeden wyznania judaistycznego. * Z premedytacją w Wigilię Bożego Narodzenia 1939 roku Rosjanie wywieźli z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Miednoje ok. 200 kapelanów wszystkich wyznań w nieznanym kierunku, a ich los do tej pory nie został wyjaśniony. * Z wywózki tej ocalał - na cztery miesiące - ks. mjr Jan Ziółkowski z Kozielska (osadzony w czasie wywózki w karcerze za odprawiane nabożeństwa dla jeńców). Zamordowano go później, został zidentyfikowany w masowym grobie w Katyniu w 1943 roku. Pośmiertnie ks. Ziółkowski został mianowany na stopień podpułkownika. * Na stopień generała brygady został mianowany m.in. kapelan WP wyznania ewangelicko-augsburskiego ks. płk Ryszard Paszko, który wywieziony w Wigilię 1939 roku z Kozielska do Moskwy, zginął w Twerze razem z ponad 6300 innymi jeńcami. Był on członkiem konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej. * Na stopień pułkownika został minowany naczelny kapelan Wojska Polskiego wyznania prawosławnego ks. Szymon Fedorońko. W 1939 roku towarzyszył żołnierzom na froncie. Został wzięty do niewoli. Przebywał w obozie jenieckim w Kozielsku. Zamordowany w Katyniu, a jego szczątki zostały zidentyfikowane w 1943 roku podczas ekshumacji prowadzonej przez Niemców pod numerem 2743. * Na stopień podpułkownika mianowany został również naczelny rabin Wojska Polskiego Baruch Steiberg. Należał on do podziemnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Został zamordowany w Katyniu 24 grudnia 1939 roku wraz z innymi duchownymi. * Na stopień podpułkownika został mianowany naczelny kapelan greckokatolicki Wojska Polskiego ks. Mikołaj Ilków. Towarzyszył on żołnierzom w bitwach kampanii wrześniowej od Bzury do Lwowa; uczestniczył w obronie tego miasta. 21 września 1939 roku został wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną. Był więziony w obozach w Starobielsku i Kozielsku. Został zamordowany w Katyniu, a jego szczątki zidentyfikowano pod numerem 2455.

odpowiedz

pokaż 4 ukryte odpowiedzi

Ocena: +5 [5]
~KurtStudent [2012-02-28 17:22]

Obecny student: pijemy wszystko co ma alkohol.

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~kadylak [2012-02-28 07:53]

pijacy są byli i będą , co do stanu wojennego to mała namiastka wypowiedzi następnego Polaka, który widzi jedno picie, walczyliśmy o wolność i demokracje, mamy dyktaturę zbudowane państwo policyjne i zdradzone społeczeństwo , pozostali wazeliniarze , krawaty i chołota polityczna nie mówiąc o tych ktorzy nic wspólnego nie mają ze stanem wojennym bo albo ich nie było albo sikali w pieluchy lub.......dzisiaj mają najwięcej do gadania.wszyscy plują na komunę prawie wszyscy, lecz komuna nie sprzedawała nie zdradzała narodu budowała a niszczyła i tak można wymieniać , w każdym ustroju są za i przeciw ale nie tak jak w tym teraz przydał by się stan wojenny bo już wiadomo kto by stracił życie a kto nie , tak stracilibyśmy ludzi ale tych którzy zatruli naszą ziemię i działają nie inaczej jak zachód podczas II wojny św. jeżeli jesteś przeciw Polakom to nim nie jesteś i co kolwiek zrobisz i tak nim nie będziesz

odpowiedz

Ocena: +4 [6]
~dziadek rezerwista [2012-02-26 19:15]

Służyłem w NJ MSW w Warszawie jednostka ta ochraniała najważniejsze obiekty rządowe i MY nie mieliśmy czasu ani możliwości by pić bimber i grać w pokera ,a jako nadterminowi dostawaliśmy 2000 tys żołdu.Pan piszący o wieszaniu ulotek pisze bzdury, ponieważ na każdym skrzyżowaniu musiał być kontrolowany a Warszawa była jak wyludniona ludzie nawet do kościoła bali się iść

odpowiedz

Ocena: -1 [7]
~Kersan [2012-02-25 08:17]

Przez Stan wojenny Jaruzela nie skończyłem studiów. Do dzis wspominam słowa ulotki: "Za naród bratnią krwią splamiony, za obraz wojny brata z bratem, obraz swych zasług wznosiłes w chwale, ... Naród Dziękuje Ci Jenerale..." A Polski Wymiar bezSprawiedliwości do dziś nie może "ocenić" Jenaerała- wstyd, gdzie jest Polska???

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +3 [5]
~dziecko [2012-01-31 17:40]

Dlaczego w Polsce nie było dekomunizacji?

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: +11 [17]
~Adi [2012-01-16 18:32]

Demokracja czy totalitaryzm? Oto przykład jak rząd Buzka [idola PO] potraktował Profesora Kieżuna: "W kilka tygodni po wystąpieniu Profesora przeciwko reformie Buzka, na ulicy w Warszawie, pod jego domem, kiedy wysiadał z samochodu, podjechało do niego kilku dżentelmenów i zaprosiło grzecznie ale stanowczo Profesora żeby się przesiadł. Byli uzbrojeni. Następnie wywieźli go 30 km za Warszawę do lasu, gdzie czekali na dalsze dyspozycje. Pod wieczór, szef grupy odbył rozmowę przez telefon komórkowy - prof. Kieżun opowiada, że wówczas był pewien, że go zlikwidują. Jednak po telefonicznej rozmowie, szef grupy zawołał swoich do samochodu, a prawie osiemdziesięciu letniego wówczas profesora zostawili w środku lasu. Był wieczór, zapadała noc. 80-cio letni Kieżun, ze środka lasu, po kilku godzinach błądzenia doszedł mozolnie, przez wertepy, bagna do pierwszego domostwa."

odpowiedz

pokaż 6 ukrytych odpowiedzi

Ocena: -2 [8]
~m [2012-01-19 17:44]

Tak tak -zolnierze !kwiat polskiej mlodziezy--w wojsku pierwszy raz uzywali toalety !,pierwszy raz dostali 3 posilki i obiady dwudaniowe, nie wiedzieli co sie robi z mydlem i woda a szczoteczek do zebow uzywali do zamiatania ,kradli miedzy soba i kradli co sie da z mienia wojskowego--wywozili do domow konserwy i benzyne w butelkach !!!,wielu nie umialo czytac o napisaniu po polsku czegokolwiek nie ma co wspominac--rzeczywiscie pijackie natury wyniesione z katolickiego wychowania dawaly osobie znac !!!

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Szukaj w serwisie

reporter wp24 chcę wyslać

Zrobiłeś unikalne zdjęcie,
napisałeś ciekawą
wiadomość?

Wyślij je do nas lub załóż
własne konto, na którym
je opublikujesz.

Najlepsze materiały
publikujemy na stronie głównej serwisu.

Ostatnio dodane przez reporterów WP24

Pogoda długoterminowa materiał foto Pogoda długoterminowa dodane przez: Internauta WP24
Prognoza pogody materiał foto Prognoza pogody dodane przez: Internauta WP24

więcej

Sonda

Jaki prezent dasz swojej Mamie?

liczba oddanych głosów: 935