Strona główna serwisu
Małgorzata Gorol

Małgorzata Gorol

Agresja Iraku na Kuwejt. Pisarka po latach opowiedziała, jak żołnierze więzili i gwałcili kobiety

Agresja Iraku na Kuwejt. Pisarka po latach opowiedziała, jak żołnierze więzili i gwałcili kobiety

• W 1990 r. Irak zaatakował Kuwejt - okupacja była czasem wielu zbrodni
• Iraccy żołnierze porywali, gwałcili i torturowali kobiety
• Tworzono specjalne więzienia dla seksualnych niewolnic
• Po wyzwoleniu Kuwejtu do ofiar gwałtów dotarła Jean Sasson
• Pisarka z USA po latach opisała historię Jasminy i Lany
• W wywiadzie dla WP Sasson opowiada o swojej nowo wydanej książce
Iraccy żołnierze w Kuwejcie, sierpień 1990 r. Iraccy żołnierze w Kuwejcie, sierpień 1990 r. ()
Jasmina miała wówczas 23 lata i pracowała jako stewardessa. Gdy w sierpniu 1990 r. iracka armia zaatakowała Kuwejt, samoloty uziemiono i dziewczyna utknęła w nieswojej ojczyźnie. Dla 16-letniej Lany Kuwejt był jej domem - jeszcze do niedawna spokojnym, bogatym i bezpiecznym. Te dwie arabskie, muzułmańskie dziewczyny zapewne nigdy by się nie poznały, gdyby nie wojna. Obie znalazły się jednak w złym miejscu o złym czasie i obie, ku swojej zgubie, były wyjątkowo urodziwe. Zatrzymane przez irackich żołnierzy trafiły do więzienia dla seksualnych niewolnic.

Jean Sasson poznała Jasminę w 1991 r., gdy przyleciała do Kuwejtu niedługo po wycofaniu się irackich wojsk. A ta opowiedziała jej, jak była więziona i brutalnie gwałcona, i jak poznała Lanę, młodziutką towarzyszkę swojej niedoli. Po ponad dekadzie Sasson w końcu zdecydowała się opisać ich historie. "Wybór Jasminy", wydany w Polsce nakładem wydawnictwa Znak, trafił niedawno do księgarni.

Małgorzata Gorol: Czy próbowała pani odszukać więzienie, w którym była przetrzymywana Jasmina?


Jean Sasson: Tak, razem z moim tłumaczem odwiedziliśmy kilka takich domniemanych więzień, gdzie czuliśmy, że były przetrzymywane kobiety, choć (więzienia Jasminy - red.) nie sposób było zlokalizować tylko po opisie. Byliśmy jednak w opuszczonych więzieniach, wyglądających jak porzucone przez Irakijczyków, gdzie znaleźliśmy pościel i przedmioty, które dowodziły, że kobiety były we wszystkich celach. Jest więc oczywiste, że przetrzymywano je do celów seksualnych.

Czyli było więcej takich więzień?

Tak, jak już wspomniałam wcześniej. W domu, do którego mnie zabrano, by przeprowadzić wywiady z kobietami, które były wcześniej w niewoli, więcej niż jedna z nich mówiła, że trzymano ją w więzieniu. To było wygodne dla irackich żołnierzy - łatwiej było im utrzymać w sekrecie tożsamość kobiet, bo żaden Kuwejtczyk nie wszedłby do więzienia kontrolowanego przez irackich wojskowych, gdyby nie musiał. Poza tym, nikt nie był w stanie uciec z zamkniętej celi. Osoby, które niewoliły kobiety, były bardzo sprytne.


Jedną z dwóch głównych bohaterek opisanych w książce jest Lana. Ta 16-letnia Kuwejtka była nie tylko przez wiele tygodni trzy razy dziennie brutalnie gwałcona przez swojego oprawcę, ale też torturowana w makabryczny sposób. Gdy czytałam jej historię, miałam wrażenie, że w jej przypadku nie chodziło tylko o traktowanie dziewczyny jako "łupu wojennego" czy dewiację jej gwałciciela - dla niego gwałt był rodzajem broni, który wykorzystywał przeciwko znienawidzonym Kuwejtczykom. Czy Pani też miała takie wrażenie, słuchając po raz pierwszy o jej historii?

Tak, ataki na nią były czymś więcej niż napaściami seksualnymi. Jasmina potwierdziła, że on (oprawca Lany - red.) czerpał ogromną przyjemność z fizycznego krzywdzenia Lany. Poza tym Lana była najbardziej zdeterminowana ze wszystkich dziewczyn, by bronić się przed gwałtami i walczyła ze swoim gwałcicielem z całych sił. Myślę, że jej walka tylko wzmagała determinację jej gwałciciela, by ją poskromić. To, co przeżyła Lana, to najsmutniejsza historia, jaką kiedykolwiek musiałam opisać.

W jednym z fragmentów książki Jasmina rozmyśla o tym, że jeżeli nawet uda jej się przetrwać gwałty i więzienie, nigdy nie będzie mogła powiedzieć prawdy rodzinie. Naraziłaby to ją na plotki i "hańbę". Jasminę obwiniano by o to, co ją spotkało, a nawet o to - jak sama pani pisze- że przeżyła. Pomimo upływu lat pod tym względem bliskowschodnia mentalność się nie zmieniła, co jest bardzo smutne. Zgwałconym dziewczynkom i kobietom grozi w najlepszym wypadku ostracyzm, w najgorszym - śmierć dla zmycia "hańby". Co takiego powinno się stać, by w końcu muzułmańskie społeczności widziały w nich jedynie ofiary, którymi są? Czy myśli pani, że ta książka ma szansę cokolwiek zmienić?

Jak wiesz, we wszystkich krajach świata w pewnych momentach obwiniano ofiary gwałtów. Nawet w USA w latach 50. i 60. u. wieku było prawdziwym skandalem, gdy kobieta została zgwałcona. Policja i adwokaci próbowali przed sądem obarczać winą ofiarę, wskazując, że jej strój albo zachowanie ściągnęło na nią gwałt. Choć w większości krajów zachodnich już się tak nie dzieje, jeśli chodzi o świat islamu, bardzo ważne jest dla kobiety, by była czysta, bo reputacja całej rodziny zostaje zszargana, gdy dochodzi do gwałtu. Członkowie rodziny często mordują zgwałconą dziewczynę.

Jasmina patrzyła więc na swój gwałt oczami jej społeczności i jej rodziny. I dlatego czuła, że nie może już wrócić do domu. Zwłaszcza że współpracowała ze swoim gwałcicielem, po to, by przeżyć. Mam nadzieję, że tą książką odmieni niektóre umysły, ale to bardzo trudne, gdy takie emocje wiążą się z daną kulturą i honorem całej rodziny.


Podczas swojego pobytu w Kuwejcie rozmawiała pani też z innymi ofiarami gwałtów. Czy któraś z tych nieopisanych w książce historii utknęła równie mocno w pani pamięci?

Oczywiście, aż do śmierci będę pamiętać twarz każdej płaczącej kobiety, z którą rozmawiałam. Było mi żal każdej z nich, bo ich życie zostało zniszczone. Była pewna biedna kobieta z Filipin, która dopiero przyjechała do Kuwejtu do pracy. Gdy ją zatrzymano, była młoda i niewinna, a potraktowano ją niezwykle okrutnie. Zaszła w bardzo trudną ciążę i błagała o aborcję, ale to było niemożliwe. Była też inna kobieta z Afryki, mocno chora albo z powodu ciąży, albo przez jej stan psychiczny.

Chciałabym, by one wszystkie były teraz w moim domu, móc z nimi porozmawiać i dowiedzieć się, jak sobie poradziły, gdy wyjechałam z Kuwejtu. Wiem, że takie rzeczy dzieją się na całym świecie podczas wojen, ale spotkanie kogoś, kto przeżył taki koszmar, to odciskające piętno doświadczenie.

Jean Sasson z niepełnosprawnymi kuwejckimi dziećmi - przetrwały okupację, choć żołnierze wyrzucili ich z ich domu opieki
Jean Sasson z niepełnosprawnymi kuwejckimi dziećmi - przetrwały okupację, choć żołnierze wyrzucili ich z ich domu opieki (fot. Prywatne Archiwum Jean Sasson)


Czy po publikacji "Wyboru Jasminy" próbowały się z panią skontaktować osoby, które być może same przeżyły podobne historie lub rozpoznały jedną z opisanych ofiar? Szczególnie chodzi mi o kogoś, kto mógł znać młodą Lanę. Ona chciała, by jej rodzice wiedzieli, co się z nią stało, i że nigdy nie ustąpiła swojemu gwałcicielowi, za co zapłaciła wysoką cenę.


Właściwie moja książka dopiero teraz ukazuje się w większości krajów. Po raz pierwszy została wydana w USA (w 2013 r. - red.). Tylko nieliczne osoby ze świata arabskiego miały więc szansę ją przeczytać. Choć teraz jest dostępna także w języku arabskim, jest bardzo niepopularna, bo większość Arabów zwyczajnie nie znosi takich koszmarnych historii, które spotkały niewinne kobiety. Na razie nikt się do mnie nie odezwał, choć spełniłoby się marzenie, gdybym dowiedziała się, że niektóre z tych kobiety są całe i zdrowe. Także gdybym odkryła coś dobrego o Lanie, której historia złamała mi serce.

Wiele lat temu rozmawiałam z polską reporterką, jedną z pierwszym osób, które dotarły to Phnom Penh tuż po upadku reżimu Pol Pota i widziały zniszczenia kambodżańskiej stolicy i tragedię jej mieszkańców. "Po całym dniu, gdy byłam już w hotelu, zastanawiałam się, czy wypić kieliszek alkoholu, czy wziąć środki nasenne. Chciałam, żeby wszystko, co zobaczyłam tego dnia, znikło" - opowiadała mi wówczas ta dziennikarka. Jak pani sobie radziła z ciężarem historii zgwałconych, więzionych i bitych kobiet, których wysłuchiwała przez kilka dni?

Choć cierpię, jestem bardzo silną osobą. Myślę o tych kobietach każdego dnia. Wierzę, że jeśli jacyś ludzie przeżyli taką tragedię, naszym obowiązkiem jest o nich myśleć, pamiętać i przy każdej możliwej okazji, mówić o nich światu. Choć mówiłam o tych kobietach, zbyt długo wstrzymywałam się z napisaniem książki. Myślę, że to dlatego, że było mi trudno usiąść i opowiedzieć ich historie - każdy autor przeżywałby to na nowo. Mogę więc zrozumieć reakcję innego dziennikarza, ale ponieważ nigdy nie skosztowałam alkoholu i nie biorę tabletek na nic, nie miałam takich opcji.

W swojej książce w ciepłych słowach pisze pani o ambasadorze Kuwejtu w USA, Saudzie Nasirze as-Sabahu. Ale jego nazwisko jest wiązane ze skandalem, jaki wybuchł po zeznaniach przed amerykańskim kongresem "wolontariuszki" z kuwejckiego szpitala, która opowiadała o okrucieństwach irackich żołnierzy. Jak się potem okazało, była to córka ambasadora. Jak z perspektywy lat, ale i osoby, która z pierwszej ręki wysłuchała świadectw o cierpieniach Kuwejtczyków, ocenia pani tę historię?

Czytałam o tej historii, ale na pewno nigdy o niej nie rozmawiałam. Wiem, że rodzina ambasadora była w Kuwejcie, gdy najechano na ten kraj. Jego żona i dzieci pojechały tam na wesele - powiedział mi to, gdy go pierwszy raz się spotkaliśmy, na długo nim doszło do tego incydentu (przed Kongresem - red.). Bardzo się martwił, że jego rodzina zostanie odnaleziona i uwięziona. O ambasadorze w Iraku słuch zaginął po tym, jak Irak najechał na Kuwejt. To byłby prawdziwy wyczyn dla Saddama - złapać żonę i dzieci ambasadora. Na pewno więc byli w kraju. Jeśli chodzi o to, dlaczego jego córka zmieniła imię, mogę się tylko domyślać, że było ważne, by opowiedziała o rzeczach, które widziała, ale prawdopodobnie obawiano się, że gdyby wszyscy wiedzieli, że to jego rodzina, to dziennikarze przeszliby do ataku. Większość dziennikarzy w USA była przeciwko wojnie i amerykańskiej pomocy dla Kuwejtczyków, by odzyskali oni swój kraj. Szaleli, by zdyskredytować ambasadora i każdego, kto uważał, że Saddam powinien przestać okupować Kuwejt. Nadal tak jest, gdy wypływa ten temat. Dlatego nie winię ich za ukrycie jej tożsamości, choć dalsze wydarzenia pokazały, że prawdopodobnie nie był to najlepszy pomysł.


Szyby naftowe podpalone przez uciekających irackich żołnierzy
Szyby naftowe podpalone przez uciekających irackich żołnierzy (fot. Prywatne Archiwum Jean Sasson)


Odkryłam, że ambasador był niezwykle uczciwym i dobrym człowiekiem, który po prostu robił wszystko, co w jego mocy, żeby wyswobodzić swój kraj. Świat pozwolił żołnierzom Saddam pozostać w Kuwejcie przez siedem miesięcy, podczas których grabili, gwałcili i mordowali. On (ambasador - red.) kochał swój kraj i chciał, by był wolny, a ja go popieram, jak i każdego, kto zareagowałby podobnie. Jestem pewna, że wasz rząd zrobiłby to samo, gdyby Polskę okupowała dzisiaj obca armia. Znamy przecież smutną, wyjątkowo tragiczną historię okupacji Polski.

Dziennikarze mówili takie nieprawdziwie rzeczy o mnie i "Gwałcie na Kuwejcie" (pierwsza książka Sasson o inwazji irackiej na Kuwejt - red.). Po pierwsze, że pracowałam dla prezydenta George'a Busha. Prawda jest taka, że nigdy go nie spotkałam i ani razu nie pracowałam dla żadnego polityka w żaden sposób. Po drugie, że Kuwejt zapłacił mi milion dolarów za napisanie książki. Prawda: Kuwejt nigdy nie złożył takiej oferty, a ja nigdy o nią nie zabiegałam, właściwie żaden Kuwejtczyk nigdy nawet nie zapłacił za mój obiad. Po trzecie, że Kuwejtczycy powiedzieli mi, co mam napisać w książce. Prawda: choć dostałam od ambasadora list polecający mnie różnym Kuwejtczykom, było tam po prostu napisane, że pracuję nad książką i docenię pomoc każdego, kto zechce mi powiedzieć prawdę o swoich przeżyciach. Ani ambasador ani żaden inny Kuwejtczyk nigdy nie zapytał o moje odkrycia ani o to, co piszę. Pierwszy raz zobaczyli moją książkę dopiero po jej publikacji.

Ambasador zamówił wówczas książki ("Gwałt na Kuwejcie" - red.), by je wysłać żołnierzom do Kuwejtu i Arabii Saudyjskiej, ale ten pomysł wyszedł ode mnie, po tym, jak zobaczyłam wiadomość, w której amerykańscy i brytyjscy żołnierze twierdzili, że nie wiedzą, po co tam są. Powiedziałam ambasadorowi: "szkoda, że nie mogą przeczytać tych osobistych historii, wtedy wiedzieliby, dlaczego ich tam wysłano". Zobaczyłam błysk w oku ambasadora - poprosił mnie o numer wydawcy i ci dwoje zorganizowali wysyłkę książek dla żołnierzy. Za to dziennikarze znów go zaatakowali. Twierdzili, że kłamie, by wpłynąć na Zachód, aby ten ruszył do ataku. Ale w rzeczywistości ta decyzja zapadła na długo zanim moja książka została opublikowana.

O ambasadorze i innych osobach, które pracowały na to, by pokazać, co dzieje się w Kuwejcie, opowiedziano więc wszystkie te kłamstwa. A ludzie wierzą w to, co czytają w gazetach, bo w większości chcą myśleć, że dziennikarze są całkowicie uczciwi. Niektórzy tak, ale wielu nie, chcą tylko przedstawiać ich własne opinie.

Niedawno minęła 25. rocznica rozpoczęcia operacji Pustynna Burza. Gdy dzisiaj patrzy pani na sytuację w Iraku i regionie, co pani pierwsze przychodzi na myśl?

Jeśli chodzi o Pustynną Burzę, to świat miał rację, że się zjednoczył i powstrzymał Saddama przed okupowaniem sąsiednich krajów. Gdyby nie zatrzymali go w Kuwejcie, być może poszedłby na Arabię Saudyjską. Byłoby to złe pod względem moralnym, gdyby okupował inne narody. Byłby to też niebezpieczne, gdyby jeden dyktator kontrolował tak duże złoża ropy, od których zależy świat. Co więcej, ludzie Saddama byli brutalni i okrutni. Nie chcę myśleć, jak wiele niewinnych osób zginęłoby, gdyby pozwolono mu zostać w Kuwejcie.

Jeśli chodzi o Irak i cały region dzisiaj, to żałuję, że USA wkroczyły do Iraku i obaliły Saddam. Widząc, co stało się z regionem, kiedy powstało ISIS (w którym działa wielu byłych żołnierzy Saddama), być może byłoby najlepiej zostawić Saddama. Oczywiście, to by oznaczało, że Irakijczycy dalej żyliby w strachu, ale większość Irakijczyków, których znam, twierdzi, że wolałoby Saddama niż to, co przyszło po nim.

Choć więc obrona Kuwejtu była wspaniałą rzeczą, powinniśmy byli w porę odejść. Życie jest pełne rzeczy, których żałujemy, droga, której nie wybraliśmy, jest zawsze niewiadomą, dopóki nie miną lata...

Pozostało znaków: 4000

REGULAMIN

Wszystkie (92)
Nie zgadzam się z opinią
7
Zgadzam się z opinią
82
~Dariusz 2016-01-29 (11:16) 23 godzin i 45 minut temu

Skąd ja to znam? Po Rewolucji Październikowej żydo-bolszewicy zrobili to samo z panienkami arystokracji rosyjskiej. Bawili się parę miesięcy a później na stateczek i tysiące młodych dziewcząt utopili w Morzu Czarnym.

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 11

Nie zgadzam się z opinią
15
Zgadzam się z opinią
53
~Bolo 2016-01-29 (10:48) 13 minut temu

Problemem nie było to, że zeznajaca była córką ambasadora, ale to, że zwyczajnie kłamała... Zresztą większość rzekomych dowodów uzasadniających zniszczenie Iraku przez USA i jej przy..sów była niczym innym jak ordynarnym kłamstwem.

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 2