parlament europejski (strona 17 z 60)

Debata o Unii Europejskiej. "Trzeba bić pięścią w stół"
WIDEO

Debata o Unii Europejskiej. "Trzeba bić pięścią w stół"

Eurodeputowani Ryszard Czarnecki oraz Andrzej Halicki rozmawiali z Wirtualną Polską na temat Unii Europejskiej, jej obecnego kształtu, a także tego, jak powinna wyglądać za dziesięć lat. Nie mogło też zabraknąć kilku zdań na temat aktualnej sytuacji Polski oraz jej rozwoju gospodarczego. O tym, jak ważna jest silna Unia Europejska, a wszystkie kraje członkowskie powinny mieć równy wpływ na podejmowane decyzje, europosłowie mówili wspólnym głosem. Jednak Czarnecki nieco inaczej widzi obecnie sposób funkcjonowania UE. Jego zdaniem decyzje podejmowane są przez największe gospodarki dwóch krajów - Francji i Niemiec, a to osłabia struktury Wspólnoty. - Poszczególne kraje powinny mieć poczucie bezpośredniego wpływu na decyzje, a to się zmniejsza i to nie jest dobry proces. Z tego będzie się cieszyć Rosja, której zależy na tym, by UE była słaba - powiedział Czarnecki. Halicki z kolei uznał, że Unia Europejska już teraz zapewnia bezpieczeństwo i możliwość rozwoju każdemu członkowi, także Polsce. - Europa jest naszą szansą i bezpieczeństwem, parasolem ochronnym i krwioobiegiem gospodarczym, który daje możliwość szybszego rozwoju, a nie wrogiem czy instytucjami, z którymi trzeba walczyć - powiedział polityk PO, dodając, że PiS walczy z Unią Europejską, zamiast z nią współpracować, tworząc polski punkt widzenia. Czy Polska powinna bardziej starać się o głos w Unii Europejskiej? Europoseł Czarnecki uważa, że taką pozycję osiąga się, bijąc pięścią w stół. - W UE skuteczną metodą nie jest proszenie, raczej bicie pięścią w stół - powiedział gość WP. Na koniec debaty padło pytanie o polską gospodarkę oraz sukcesy partii rządzącej w tej dziedzinie. Eurodeputowany Czarnecki jako największą zasługę PiS wymienił to, że decyzje dotyczące polskiej gospodarki są obecnie podejmowane w Polsce. - 80 proc. decyzji gospodarczych, makroekonomicznych, to decyzje, w których bierzemy udział w Parlamencie Europejskim, opiniując dyrektywy lub je tworząc - zanegował tę tezę Halicki, który wspomniał także o zablokowanych do dziś środkach KPO. - 24 godziny wystarczą, żeby odblokować te środki, by one były w Polsce. Powinno to się zdarzyć 1,5 roku temu - dodał polityk PO.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Europoseł ostrzega. "Na unijnej polityce tuczą się Chiny"
WIDEO

Europoseł ostrzega. "Na unijnej polityce tuczą się Chiny"

- Powinniśmy się zastanowić, jak taki podmiot jak UE, składający się z 27 krajów i odpowiadający za niewiele ponad siedem procent światowej emisji CO2, może sam wpływać na ograniczenie tej emisji - powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską eurodeputowany Zbigniew Kuźmiuk z grupy Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy w Parlamencie Europejskim. Choć podkreślił, że sam jest zwolennikiem "racjonalnego ograniczenia emisji CO2", to uważa, że propozycje przygotowywane przez Unię Europejską wymagają modyfikacji. Trwają prace UE nad nowym rozporządzeniem obligującym europejskie rolnictwo i gospodarkę leśną do ograniczania emisji dwutlenku węgla. Kuźmiuk obnaża słabe strony proponowanych rozwiązań. - Gdyby okazało się, że za ograniczenie emisji CO2 rolnikom się płaci, to może nie byłoby to złe rozwiązanie, ale ono najprawdopodobniej będzie oznaczało także ograniczenie produkcji, w szczególności zwierzęcej. Zwierzęta, jedząc, wydalają CO2 - wyjaśnił polityk, dodając, że takie działanie zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu. Podobnie jest z unijnymi wymogami emisji CO2 wobec gospodarki leśnej. Kuźmiuk zaznaczył, że starsze lasy słabiej pochłaniają dwutlenek węgla, a Polsce narzucono wyjątkowo wysoki limit. - Żeby go zrealizować, będziemy musieli ograniczyć gospodarkę drzewną, a więc wyrąb lasów i w konsekwencji zaopatrzenie całego przemysłu drzewnego w surowiec, a w Polsce w tym przemyśle pracuje ok. 400 tys. osób - tłumaczy dalej. - W tym kształcie jest to nie do przyjęcia i dlatego będziemy głosowali przeciw - dodał rozmówca WP. Kuźmiuk proponuje, by zastanowić się nad tym, jaka faktycznie jest skala możliwości UE, skoro jej członkowie odpowiadają wspólnie jedynie za około siedem procent światowej emisji CO2. W tym kontekście propozycje unijne nazywa "radykalizmem europejskiej polityki klimatycznej", który oficjalnie usprawiedliwia się potrzebą pokazania reszcie świata, jak należy postępować. - Ten radykalizm uderza w interesy ekonomiczne Europy, natomiast na unijnej polityce klimatycznej tuczy się taki potentat jak Chiny, odpowiedzialny za jedną trzecią światowej emisji - powiedział Kuźmiuk. Polityk tłumaczył, że Chiny są jednym z najaktywniejszych producentów paneli fotowoltaicznych czy samochodów elektrycznych, a jednocześnie deklarują wprowadzenie rozwiązań związanych z emisją CO2 dopiero około 2050, a nawet 2060 roku.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Arłukowicz przekonał PE. "Podejmujemy historyczną decyzję"
WIDEO

Arłukowicz przekonał PE. "Podejmujemy historyczną decyzję"

- To miejsce pracy, w którym teraz jesteśmy [Parlament Europejski - przyp. red.], nastrój, jaki panuje wokół Polaków, wokół Węgrów, pokazuje, że są to naprawdę kluczowe wybory, bo one opiszą przyszłość na najbliższe długie lata - przekonuje w rozmowie z Wirtualną Polską Bartosz Arłukowicz, eurodeputowany PO z Grupy Europejskiej Partii Ludowej. Jego zdaniem nadchodzące wybory parlamentarne będą najważniejsze od '89 roku. Choć Arłukowicz nie wyklucza aktywnego powrotu na polską scenę polityczną, w tej chwili świętuje ważny moment w PE. Eurodeputowany przewodził specjalnej komisji ds. walki z rakiem, której raport jest teraz wdrażany przez Komisję Europejską. - PE podejmuje historyczną decyzję. To jest to, z czym my szliśmy do parlamentu. Europa musi zająć się zdrowiem - podkreślił Arłukowicz. - Trochę w tym wszystkim "pomogła" pandemia, bo pokazała, że w przypadku globalnych wyzwań w pojedynkę nie mamy żadnych szans - dodał polityk, przekonując, że nadchodzące działania są czymś zupełnie nowym. - Parlament powołuje komisję zdrowia. Tego nigdy tutaj nie było. To pokazuje, że udało nam się przekonać polityków w całej Europie, że zdrowie jest najważniejsze i musimy o to zdrowie walczyć także finansowo - wyjaśnił. Celem eurodeputowanego jest wdrożenie trzech postulatów, które zostały ujęte we wspomnianym raporcie. Chodzi o to, by państwa członkowskie pewne działania podejmowały wspólnie. Pierwszym z postulatów jest zniesienie dysproporcji w dostępie do nowoczesnego leczenia, terapii i diagnostyki, by pacjenci ze wschodniej części Europy mieli takie same możliwości co obywatele Europy Zachodniej. Punktem drugim są wspólne zakupy leków i najnowocześniejszych technologii medycznych. Trzecim działaniem ma być natomiast wspólna realizacja zapasów leków krytycznie potrzebnych dla pacjentów. Arłukowicz wyraził swoje zdanie na temat obserwowanego w naszym kraju od dłuższego czasu braku leków, stwierdzając, że "tego nie było nigdy, co się dzieje dzisiaj w Polsce". - Dzwonią pacjenci, dyrektorzy szpitali, lekarze z całej Polski. Mówią: "słuchaj, Bartek, coś się dzieje fatalnego, bo nie mamy dostępu do leków" - kontynuował gość WP, tłumacząc, że za taki stan rzeczy odpowiada minister.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Ochojska krytykuje UE. "Ukraina mogła być na innym etapie"
WIDEO

Ochojska krytykuje UE. "Ukraina mogła być na innym etapie"

Janina Ochojska, eurodeputowana z Grupy Europejskiej Partii Ludowej opowiedziała o swojej pracy w Parlamencie Europejskim. Dużo uwagi poświęciła kwestii wojny w Ukrainie oraz pomocy humanitarnej Polaków, w tym w stosunku do uchodźców. Ochojska podkreśliła, że wierzy w zwycięstwo Ukrainy nad Rosją, jednak jest ono uzależnione od postawy krajów europejskich oraz udzielanej przez nie pomocy. - Ukraina walczy i ja mam taką nadzieję, że to będzie zwycięstwo, natomiast to też zależy od nas. Stosowano politykę, w której dozowaliśmy pewne uzbrojenie, które i tak w końcu daliśmy - tłumaczyła Ochojska, przypominając, jak przekazywano najpierw kamizelki, potem hełmy i powoli kolejne sprzęty, bronie. - Być może gdyby Ukraina wszystko to otrzymała bardzo szybko, to dzisiaj byliby na zupełnie innym etapie - dodała polityk. Ochojska wspomina, że dla Ukrainy znaczenie mają zarówno działania związane z rezolucjami, jak i konkretne wsparcie, a Unia Europejska ma do dyspozycji "pewne fundusze". - Komisja dysponuje pewnymi funduszami, ale to my możemy w drodze głosowania zdecydować o udzieleniu jakiejś pomocy. Polska dzięki temu otrzymała bardzo dużo pieniędzy na pomoc Ukraińcom. (...) Są dalsze plany, są ustalone fundusze na odbudowę Ukrainy. To jest też niezwykle ważne, żeby Ukraina miała pewność, że te środki będą i że UE pomoże w odbudowie - wyjaśniła Ochojska. Choć amerykanie chętnie nazywają Polskę "mocarstwem humanitarnym", Ochojska patrzy na to sceptycznie. W jej wizji takie mocarstwo to "społeczność, która w pomoc zaangażowana jest nie tylko wtedy, kiedy coś się dzieje". - Jeżeli chcemy rzeczywiście być tym mocarstwem humanitarnym, to musimy się jeszcze nauczyć pomagania długotrwałego - wyjaśniła eurodeputowana, zaznaczając jednocześnie, że to, co zrobili Polacy dla Ukraińców, gdy wybuchła wojna, było "czymś fantastycznym". - My nawet sami nie spodziewaliśmy się tego, że możemy tak wiele - dodała.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Anna Zalewska o ochronie środowiska. "To rozwiązania dla lobbystów i firm".
WIDEO

Anna Zalewska o ochronie środowiska. "To rozwiązania dla lobbystów i firm".

Prosto z Parlamentu Europejskiego z Patrycjuszem Wyżgą rozmawiała Anna Zalewska, członkini komisji ochrony środowiska naturalnego, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności w PE, gdzie toczą się dyskusje nad kolejnymi dokumentami dotyczącymi ochrony środowiska. Jak stwierdziła europosłanka, wchodzące przepisy budzą kontrowersje. Ich zarys powstawał bowiem jeszcze przed pandemią, wojną oraz kryzysem energetycznym. I choć ogólnie Polacy i Europejczycy są zgodni co do tego, że trzeba ocieplać budynki czy wymieniać okna, to problemem są finanse - żeby zaoszczędzić, trzeba najpierw wydać. Zalewska skrytykowała także formę przepisów, w których stosowana jest metoda nakazowa i karna. - Od 2026 roku wszystkie nowe publiczne budynki muszą być zero emisyjne, tzn. nie może tam być gazu, węgla, tylko pompa ciepła, fotowoltaika (...) A od 2028 roku - wszystkie budynki. Teoretycznie jest to do zaakceptowania, ale jeśli ty tego nie zrobisz, to nie utrzymasz pozwolenia na użytkowanie” - podała przykład Zalewska. Europosłanka ostrzegła przed tym, że wprowadzane przepisy niewiele mają wspólnego z rzeczywistą ochroną środowiska: "To rozwiązania, które będą generować ogromne pieniądze dla określonych grup, dla określonych lobbystów, firm". Wspomniała tu o programie "Czyste powietrze". Jeszcze kilka lat temu w ramach tego programu nakazano, by wymieniać tzw. "kopciuchy" na piece gazowe, a dziś piecom gazowym mówi się "nie", teraz są pompy ciepła. Jej zdaniem pierwotna idea nie sprawdziła się, gdyż "legło w gruzach Nord Stream II i cała polityka gazowa niemiecko-rosyjska, która mówiła, że gaz jest ok". Polityk zgadza się, że proponowane zmiany są w stanie pomóc środowisku, ale brakuje na nie pieniędzy, a przepisy pozostawiają obywateli samych sobie, strasząc ich jedynie karami. - W momencie, kiedy mówimy: “zrób to, nie wolno ci inaczej”, a nie powiemy, w jaki sposób możesz to zrobić albo w jaki sposób my ci w tym pomożemy, to się po prostu nie uda. I żadna kara tego nie rozwiąże, czyli nie osiągniemy tego efektu, na którym nam zależy - wyjaśniła europosłanka. W pewnym momencie Zalewska zasugerowała, że naukowcy tworzący raporty IPCC pracują "za bardzo określone pieniądze, na rzecz określonych instytucji", proponując, by na temat raportów o zmianach klimatycznych "rozmawiać szerzej".
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga