WAŻNE
TERAZ

Kto zagra w pucharach, kto spadł z PKO Ekstraklasy? Oto końcowa tabela

kijów (strona 18 z 43)

Zmasowane ataki rakietowe na Ukrainę. Rosjanie wystrzelili 75 pocisków
2:14

Zmasowane ataki rakietowe na Ukrainę. Rosjanie wystrzelili 75 pocisków

75 – tyle rakiet w kierunku Ukrainy wystrzeliła Rosja, która w poniedziałek rano przeprowadziła zmasowany atak w całym kraju. 41 rakiet zostało zestrzelonych – podało ukraińskie MON. Pozostałe uderzyły w krytyczne miejsca w Ukrainie - infrastrukturę techniczną, mosty, parki, drogi - miejsca pełne cywilów. W całej Ukrainie od rana wyły syreny. Zmasowany atak Rosjan ma być odwetem Putina za zniszczenie Mostu Krymskiego. Pod ostrzałem znalazły się m.in. Lwów, Tarnopol, Dniepr. Ogromne zniszczenia odnotowano w Kijowie. Dramatyczne nagrania publikują m.in. agencja Reutera i Associated Press. We wczesnych godzinach rakieta spadła na kładkę w centrum stolicy, gdzie w momencie eksplozji przechodził człowiek. Do mediów społecznościowych trafiło też wideo nastolatki, która przemierzała ulice Kijowa cała roztrzęsiona, aż nagle kilka metrów obok niej spadła bomba. Kreml celowo przeprowadził rakietowe ataki w poniedziałek z samego rana, podczas gdy wielu ukraińskich obywateli przebywało w tym momencie na zewnątrz, idąc do pracy czy szkół. Jak twierdzi ukraiński portal Pravda, ofiar mogą być nawet setki, a co więcej, niewykluczone, że to dopiero początek i przez kilka kolejnych dni Rosjanie dalej będą zrzucać rakiety w odwecie za pasmo porażek na froncie. "Putin jest terrorystą, który rozmawia przy pomocy rakiet" – napisał o atakach Dmytro Kułeba, ukraiński minister spraw zagranicznych. "Liczne rosyjskie ataki rakietowe na Ukrainę. Jedyna taktyka Putina to terror skierowany wobec spokojnych ukraińskich miast, ale on nie złamie Ukrainy" – podsumwał szef ukraińskiego MSZ.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Jadą tam, gdzie nikt nie chce. Polak ujawnia, jak wygląda praca medyków w Ukrainie
6:41

Jadą tam, gdzie nikt nie chce. Polak ujawnia, jak wygląda praca medyków w Ukrainie

Rosyjska inwazja trwa. O aktualnej sytuacji w Ukrainie rozmawialiśmy z Damianem Dudą, szefem medyków-ochotników na froncie ukraińskim. - Bywa tak, że karetki ukraińskie, które są na miejscu, nie wyjeżdżają w mieście do przypadków osób rannych, bo nie są przystosowane do działania w strefie wojny. Tam jedziemy my - medycy taktyczni, osoby obyte ze środkami bojowymi - tłumaczył w programie "Newsroom WP". Medyk opowiedział o kulisach pracy podczas rosyjskich ataków na ukraińskie miasta. - My walczymy o czas, aby ranni mogli trafić w ręce specjalistów. Niestety, nie jesteśmy w stanie w polu wykonać skomplikowanego zabiegu - wskazał Duda, zaznaczając, że jeden z poszkodowanych, któremu pomogli jego ludzie, stracił nogi na polu bitwy. - Na froncie mamy do czynienia z wywróceniem procedur medycznych (…), to jest inny świat. Wokół nas są środki bojowe, za plecami jest przeciwnik, żołnierze - mówił medyk. Zapytaliśmy go też, dlaczego zdecydował się na wyjazd do Ukrainy. - Ja i moi ludzie nie jesteśmy medykami z wykształcenia, nas wykształciła wojna. Widzieliśmy doły śmierci w Buczy, widzieliśmy, jak wygląda rosyjski mir. Podjęliśmy decyzję, że chcemy maksymalnie pomóc. Traktujemy się jako przedstawiciele wolnego świata, to jest nasz sprzeciw wobec tego, co się dzieje - podkreślił Damian Duda.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Radosław Opas Radosław Opas