energetyka (strona 3 z 9)

Antyunijna kampania wprowadza w błąd. Ekspert wyjaśnia, dlaczego
WIDEO

Antyunijna kampania wprowadza w błąd. Ekspert wyjaśnia, dlaczego

Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski ustalił, że na antyunijną kampanię dotycząca cen prądu wydano ponad 12 milionów złotych. Wymyślono ją w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Zdaniem Michała Wosia z Solidarnej Polski wydatki na tę kampanię powinny być jeszcze wyższe. Polityk wspominał o 24 mln zł. Głos w tej sprawie w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski zabrał Jakub Wiech z portalu energetyka24.com. - Ta kampania nie dotyczy tego, co widnieje na rachunkach za energię elektryczną. Te żarówki z podziałem na procenty dotyczą elektrowni. One opisują koszty generacji energii elektrycznej. To nie jest ten sam współczynnik, który widzimy na rachunkach - wyjaśnił ekspert. - Na rachunkach ceny uprawnień do emisji, czyli tego narzędzia polityki klimatycznej UE, to jest około dwudziestu kilku procent - dodał gość WP. - Gdyby nasze rachunki za energię elektryczną wzrosłyby rokrocznie tylko o stopę wzrostu cen uprawnień do emisji, to skok miałby wysokość około 11 proc. - przekazał ekspert i zaznaczył, że to nie ceny uprawień do emisji są dominującym czynnikiem na rachunkach, który spowodował ich wzrost. Jakub Wiech przyznał, że kampanie finansowane z funduszu spółek Skarbu Państwa powinny być bardziej rzetelne. - Jeżeli chcemy tłumaczyć sytuację, w której się znaleźliśmy, jeśli chodzi o ceny energii, to musimy postawić sprawę jasno: wynika ona z tego, że przez ostatnie 30 lat nie zrobiliśmy nic, a na pewno od wejścia do UE, pomimo sygnałów płynących z niej dot. kierunku rozwoju polityki klimatycznej, aby się do tego przystosować. Tkwiliśmy w węglu i teraz za to płacimy - powiedział rozmówca Patrycjusza Wyżgi.
Sylwia Bagińska Sylwia Bagińska
TVP przekręciła przekaz KE. "To cel polityczny"
WIDEO

TVP przekręciła przekaz KE. "To cel polityczny"

Portal TVP Info twierdzi, że Komisja Europejska miała potwierdzić, że opłata za CO2 wynosi 60 proc. kosztów produkcji energii elektrycznej. Sama KE odniosła się do tego na Twitterze, prostując przekaz stacji i apelując do jej pracowników o "czytanie ze zrozumieniem". "Podaliśmy dokładnie odwrotną informację" – wskazywała KE. Jaki cel ma tego rodzaju dezinformacja, zarówno na portalu, jak i billboardach rozpowszechnianych przez obóz rządzący? – Oczywiście to jest krótkotrwały cel polityczny tej kampanii. Być może przyniesie jakiś efekt, ale to właśnie będzie krótkotrwałe. I przyniesie być może jakieś korzyści polityczne tymczasowo. A to, że jedna strona obwinia drugą stronę i wzajemnie się dalej obwiniają nie sprawi, że ceny za prąd, które (…) płacą wszyscy Polacy, spadną. One będą nadal wysokie - skomentował w programie "Newsroom" WP Daniel Czyżewski, analityk z Energetyka24. – Ja bym się skupił na tym, żeby sprawnie podjąć działania, dzięki którym te ceny będą w najbliższych latach spadały, a przynajmniej nie rosły. To jest ważny, strategiczny cel polskiego państwa, tzn. to powinien być cel polskiego państwa, a nie przerzucanie się odpowiedzialnością, zwalanie winy na innych – dodawał. – Generalnie powinniśmy zająć się zmniejszaniem emisyjności naszej energetyki, ponieważ te ceny uprawnień do emisji CO2 prawdopodobnie będą bardzo drogie jeszcze jakiś czas. Oczywiście powinniśmy nawoływać do reformy tego systemu handlu emisjami, bo te ceny rzeczywiście są bardzo wysokie i będą przyduszać nasza gospodarkę w najbliższych latach. Jednocześnie powinniśmy dekarbonizować energetykę – podkreślił ekspert.
Były premier o Turowie: Nasi rządzący mają w genach niechęć do kompromisu
WIDEO

Były premier o Turowie: Nasi rządzący mają w genach niechęć do kompromisu

Po poniedziałkowym wyroku TSUE Polska stanęła w obliczu wysokich kar finansowych związanych z dalszym funkcjonowaniem elektrowni Turów. Premier Mateusz Morawiecki już zapowiedział, że elektrownia nie zostanie zamknięta, a werdykt nazwał niesprawiedliwym. O tym, jakie kroki powinien w związku z tym wykonać rząd, w programie "Newsroom" WP rozmawialiśmy z byłym premierem Markiem Belką. - Myślę, że zamiast takiego potrząsania szabelką, trzeba usiąść i poważnie porozmawiać z naszymi południowymi sąsiadami, bo oni mają swoje racje i my mamy swoje racje. Ważne, żeby ich nie traktować "z buta", jak to często ma miejsce w działaniach tego rządu, tylko po prostu jak partnerów - powiedział. Podkreślił, że w takich negocjacjach na pewno trzeba będzie się przygotować na argument Czechów o przedłużeniu koncesji na wydobycie węgla brunatnego na kolejne 20 lat. - To jest jawna kpina z planów osiągnięcia w 2050 roku neutralności klimatycznej, pod którymi to planami premier Morawiecki się przecież także podpisał - stwierdził Belka. Europoseł uważa, że Unia Europejska jest otwarta na poważną dyskusję o energetyce i jest skłonna do kompromisu wpisanego w jej "kod genetyczny". Stwierdził jednak, że działania polskiego rządu na unijnej arenie świadczą o braku skłonności do osiągnięcia porozumienia. - Nasi rządzący mają w genach niechęć do kompromisu, niechęć do poważnej dyskusji, tylko skłonność do obrażania się, tupania nóżkami i chowania się do kąta. Takie zachowanie bachorów niegrzecznych - ocenił Marek Belka.