WAŻNE
TERAZ

Sprawa Izabeli z Pszczyny. Jest decyzja sądu

aleksandr łukaszenka (strona 4 z 7)

Zaatakują Ukrainę od północy? "Białorusini nie mają nic do gadania. Łukaszenka robi dobrą minę do złej gry"
WIDEO

Zaatakują Ukrainę od północy? "Białorusini nie mają nic do gadania. Łukaszenka robi dobrą minę do złej gry"

Według doniesień medialnych, Ukraina może ponownie zostać zaatakowana od północy. Jak groźne jest ryzyko ataku ze strony Białorusi? Agnieszka Kopacz-Domańska pytała o to w programie "Newsroom" WP prof. Daniela Boćkowskiego z Uniwersytetu w Białymstoku. - Białorusini de facto mają mało do powiedzenia, jeśli chodzi o działania wojenne Federacji Rosyjskiej z ich terytorium. To duży eufemizm. W zasadzie nie mają nic do gadania - przyznał prof. Daniel Boćkowski. - Przygotowując się do operacji, Rosjanie zachowywali się na terenie Białorusi jak udzielne armie. Nie można wykluczyć, że Rosjanie chcieliby może powtórzyć operację kijowską, może związać siły na tym kierunku. Im więcej tych sił jest wiązanych przy granicy, tym mniej można rzucić na front. Może być tak, że Rosjanie będą chcieli doprowadzić do przesilenia na kierunku północnym. To nie będzie już zaskoczenie dla Ukrainy. Znowu to kwestia sił, którymi mogą dysponować. Jest pytanie, czy czas, w którym rzekomo ma to nastąpić, jest sensowny. Pamiętajmy, że lutowa operacja utopiła się w błocie dlatego, że zaczęły się roztopy. Za chwilę będziemy mieli jesienne deszcze. Czy Rosjanie zrobią, co chcą? Jeżeli będą chcieli, to tak. Łukaszenka robi dobrą minę do złej gry. On próbuje utrzymać się przy władzy. Nie chce być wymieniony na nowszy model - ocenił prof. Boćkowski.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Białoruś uzyska broń jądrową? "To pogróżki"
WIDEO

Białoruś uzyska broń jądrową? "To pogróżki"

Białoruski dyktator Aleksandr Łukaszenka marzy o posiadaniu broni jądrowej. Według sugestii byłego ambasadora Białorusi w Polsce, kraj ten ma otrzymać ją od Putina. Czy to realne zagrożenie dla Polski czy raczej czcze pogróżki przed szczytem NATO? – Raczej to jest rozgrywka, bo przecież z obwodu królewieckiego mogą być wycelowane w Polskę właśnie Iskandery czy Iskandery z głowicami jądrowymi. Tak że tutaj to nie jest sprawa, która jakoś zasadniczo zmienia nasze położenie. Natomiast jest zasada, są traktaty dotyczące poliferacji broni jądrowej – wskazywał gość programu "Tłit" WP Tomasz Siemoniak z Platformy Obywatelskiej. B. szef MON przypomniał, że w myśl tych traktatów supermocarstwa zobowiązały się do nierozszerzania arsenału broni atomowej. – Być może należy rozumieć te dywagacje jako zapowiedź rozmieszczenia rosyjskiej broni jądrowej na terytorium Białorusi. Nie wyobrażam sobie, żeby to miało być jakiejś udostępnianie jej Białorusi – zastrzegł. – Łukaszenka bardzo dużo rzeczy mówi. To są pogróżki, to są różne wypowiedzi. To rzadko przebija się do jakiejś debaty publicznej w Polsce czy debaty zachodniej, natomiast ta agresywna retoryka cały czas jest obecna. Jest, jak sądzę, nakierowana do wewnątrz, gdzie buduje się obraz Polski i Zachodu jako agresywnych państw, agresywnego bloku. I to służy propagandzie. To ma wymiar na pewno też wewnętrznej polityki białoruskiej – podsumował gość WP.