Trwa ładowanie...
djuuvuy
djuuvuy

Powstanie Warszawskie można było zakończyć już na początku sierpnia

Powstanie Warszawskie na Pradze skończyło się zaraz na początku sierpnia 1944 roku. Dzięki rozważnej decyzji dowódcy płk Antoniego Żurowskiego uniknięto masakry cywilów oraz zrównania z ziemią prawobrzeżnej części stolicy. O walkach na Pradze mówi się zawsze najmniej lub w ogóle pomija się je milczeniem, ponieważ przeczą one najważniejszemu powstańczemu mitowi: walki do ostatniej kropli krwi.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
djuuvuy

„Rozkaz o zaprzestaniu walk był dla mnie trudną i bolesną decyzją” - zapisał we wspomnieniach komendant obwodu praskiego płk Antoni Żurowski - „nie udało nam się opanować wielu obiektów bronionych przez doskonale uzbrojone oddziały niemieckie (…) Wprowadzenie do walk przez Niemców wojsk pancernych nie dawało nam żadnych szans na zrealizowanie zamierzonych zadań”. Żurowski był zaprawionym w bojach oficerem, zdobywającym doświadczenie już w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Choć zdawał sobie sprawę z tego, że nie może liczyć ani na pomoc powstańców z lewobrzeżnej Warszawy, ani na pomoc żołnierzy Armii Czerwonej, to pomimo tego podjął walkę z uzbrojonymi po zęby Niemcami. Trzeźwa ocena sytuacji oraz odpowiedzialność za życie podwładnych oraz mieszkańców nie pozwoliły mu na kontynuowanie bezsensownej walki: „Zdawałem sobie sprawę, że jestem odpowiedzialny nie tylko za los żołnierzy, ale także ludności cywilnej”. Zaprzestanie walk na Pradze według różnych źródeł datuje się między 2 a 6 sierpnia 1944 roku.
Według relacji Sabiny Sebyłowej walki zakończyły się jeszcze pierwszej nocy: „Naboje powystrzelali. Pozostały rewolwery bez naboi oraz naboje nieodpowiednie do posiadanych rewolwerów. Zdjęli biało-czerwone opaski. Nad ranem odeszli. Butelki pozostawili. Puste (…) Na Pradze od razu, to znaczy w nocy z pierwszego na drugi sierpnia, zakończyło się powstanie. Zresztą miało niewiele ognisk”. Jednak dopiero 6 sierpnia 1944 Antoni Żurowski wydał oficjalny rozkaz zakończenia działań zbrojnych: „po sześciu dniach walk wobec druzgocącej przewagi nieprzyjaciela, braku uzbrojenia i amunicji dla podległych mi oddziałów, zdecydowałem się na przerwanie walki”.

Powstanie na warszawskiej Pradze rozpoczęło się tak jak w całej stolicy 1 sierpnia 1944 roku o godz. 17. Zbrojne starania powstańców w większości nie zakończyły się jednak sukcesem – Niemcy skutecznie odparli ataki słabo uzbrojonych Polaków. Na Pradze stacjonowały niemieckie oddziały zaprawione we frontowych bojach, które przygotowywały się do walki z nadciągającą Armią Czerwoną. Dowódcy powstańczego zrywu postawili przed praskimi powstańcami niewykonalne cele: opanowanie dzielnicy, przejęcie mostów na Wiśle, pokonanie świetnie wyszkolonych wojsk nieprzyjaciela, wystąpienie przed nadciągającą Armią Czerwoną jako polityczny i wojskowy gospodarz Pragi. Udało się zmobilizować 6360 praktycznie nieuzbrojonych powstańców – dysponowali 272 karabinami, 13 karabinami maszynowymi, 1 armatką przeciwpancerna, 20 pistoletami, 600 granatami i 600 butelkami zapalającymi. „Z takim to uzbrojeniem mieliśmy uderzyć, aby zdobywać niemieckie umocnione budynki, bunkry i mosty, miejsca stacjonowanie piechoty i sił pancernych.
Zdawałem sobie sprawę, że czeka mnie przekazanie żołnierzom rozkazu o podjęciu (...) niewykonalnego zadania” - zapisał we wspomnieniach Antoni Żurowski.

Rozważną (a zarazem odważną) postawę komendanta obwodu praskiego płk Antoniego Żurowskiego przywołuje się w kontrze do postawy dowódców walk w lewobrzeżnej Warszawie, którzy widząc straty oraz niepowodzenie powstańczego zrywu nie wydali rozkazu zaprzestania walk. Choć podobno taki zamiar miał gen. „Bór” Komorowski, który – jak podaje Piotr Zychowicz w książce „Obłęd 44” – już 2 sierpnia „kazał między innymi rozpuścić do domów powstańców bez broni, ograniczyć skalę walk. Projekt ten storpedował jednak znajdujący się już w bojowym szale Monter”. Co więcej nawet sami Niemcy w połowie sierpnia, według zeznań Ericha von dem Bacha-Zelewskiego w Norymberdze, mieli próbować nawiązać kontakt z Polakami w celach pertraktacyjnych. Jednak niestety nikt nie podjął z nimi rozmów. Do tego potrzebna była bowiem duża niezłomność charakteru podparta osobistą odwagą, co trafnie ujął Tomasz Łubieński: „Do takiego kroku musiałby znaleźć się wśród dowódców-polityków ktoś o sile charakteru de Gaulle'a czy Piłsudskiego, z ich
odpornością na podłe oszczerstwa, szlachetne pretensje, które trzeba jednako wytrzymać, broniąc konicznej, niepopularnej decyzji. No, ale nikogo takiego nie było wówczas ani w Warszawie, ani w Londynie”.

Marta Tychmanowicz, specjalnie dla WP.PL

Źródła: Antoni Żurowski „W walce z dwoma wrogami” (Warszawa 1991), Sabina Sebyłowa „Notatki z prawobrzeżnej Warszawy” (Warszawa 1985), Tomasz Łubieński „Ani tryumf, ani zgon. Szkice o Powstaniu Warszawskim” (Warszawa 2004), Piotr Zychowicz „Obłęd '44” (Warszawa 2013), Norman Davies „Powstanie '44” (Kraków 2004), Władysław Bartoszewski „Dni walczącej Stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego” (Warszawa 2004)

djuuvuy

Podziel się opinią

Share

djuuvuy

djuuvuy
Więcej tematów