Czy Bronisław Komorowski będąc ministrem obrony wiedział o nielegalnych działaniach WSI - inwigilowaniu posłów z sejmowej Komisji Obrony? Romuald Szeremietiew, były wiceminister ON, uważa to za bardzo prawdopodobne.
W 2004 roku zgłosił się do mnie z rodzinną sprawą Komorowskiego mężczyzna, przedstawiający się jako lobbysta. Potem okazało się, że to oficer WSI, występujący w inwigilacji prawicy, który często bywał w Sejmie. Co go łączyło z ministrem?
W Sejmie i hotelu sejmowym działała tajna grupa oficerów
WSI, która stosowała techniki operacyjne, m.in. podsłuchiwała rozmowy posłów przez telefony komórkowe - napisał tyg. "Wprost". W ten sposób w 2000 roku byli inwigilowani przez WSI posłowie z sejmowej Komisji Obrony. Z tych działań pozostały sprawozdania i notatki.
Decydowały się wówczas losy trzech ogromnych przetargów na: samolot wielozadaniowy, transporter kołowy opancerzony i przeciwpancerny pocisk kierowany. Łącznie 25 mld zł.
W 2001 roku miała nastąpić gruntowna modernizacja polskich sił zbrojnych, ważyły się też losy szkół wojskowych.
Informacje o planach i zamierzeniach posłów komisji obrony mogły pomóc w działaniach lobbystom firm ubiegających się o lukratywne kontrakty.
Krzysztof Borowiak, dyrektor Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wyższego MON powiedział "Wprost", że podczas rozmowy z ministrem Komorowskim w tamtym okresie, minister puścił mu nagranie poczty głosowej telefonu komórkowego Stanisława Głowackiego, wówczas przewodniczącego Komisji Obrony Narodowej. Było to nagranie Borowiaka. Borowiak zastanawia się - skąd
Komorowski miał to nagranie?
Komorowski zaprzeczył, że w ogóle była taka sytuacja.
Kto podjął decyzję?
W tamtym czasie tajne służby wojskowe podlegały bezpośrednio ministrowi obrony. Działania WSI w Sejmie musiały więc być zaaprobowane przez ministra obrony narodowej. Jeśli tak było - dawał przyzwolenie na przestępstwo. Wojskowe tajne służby - wywiad i kontrwywiad nie posiadały uprawnień dochodzeniowo-śledczych. Nie mogły więc prowadzić takich działań w Sejmie. Jeśli zaistnieje potrzeba podjęcia takich operacji, służby wojskowe przekazują je organom ścigania - Żandarmierii Wojskowej oraz policji lub ABW, gdy sprawa dotyczy osób spoza wojska.
Teoretycznie istnieje możliwość, że szefostwo WSI (czyli gen. Tadeusz Rusak i jego zastępcy - szef kontrwywiadu płk Kazimierz Mochol i Mariusz Marczewski, cywil z UW, którego wprowadził do MON minister Janusz Onyszkiewicz ) z jakiś powodów postanowiło przeprowadzić operację inwigilowania posłów, nie informując o tym ministra. Jest to jednak mało prawdopodobne, gdyż generała Rusaka na stanowisko szefa WSI ściągnął z Krakowa, minister Onyszkiewicz. Rusak był w wojskowych służbach, potem przeszedł do cywila i pracował w krakowskiej delegaturze UOP. Jego zastępcą w UOP był Kazimierz Mochol. Mówiło się, że obaj są zaprzyjaźnieni ze środowiskiem, które dziś grupuje się w PO.