ukraińcy (strona 42 z 47)

Putin tylko na to liczył. Relacja prosto z Ukrainy
WIDEO

Putin tylko na to liczył. Relacja prosto z Ukrainy

Już nie tylko masowymi i krótkotrwałymi, ale także mniejszymi i częstszymi ostrzałami Kreml atakuje cele w Ukrainie - alarmuje Kijów. Zmiany widoczne są w taktyce Rosjan, ale i w nastawieniu samych Ukraińców. W programie "Newsroom" Wirtualnej Polski mówiła o tym nasza dziennikarka - Tatiana Kolesnychenko, która obecnie przebywa w Ukrainie. Jak przyznała, od września zaszły "bardzo duże" zmiany w społeczeństwie, jeśli chodzi o nastawienie zwykłych obywateli i "czuć stagnację". O tym, że Putin, masowo atakując, ma taki cel, wielokrotnie alarmowali analitycy. - Porównując do naszego poprzedniego wyjazdu do Ukrainy, z września, zmiana nastroju w Kijowie jest odczuwalna. Zmiany są bardzo duże. Czuć duże zmęczenie i ponury nastrój. O ile we wrześniu wszyscy śledzili wyzwolenie obwodu charkowskiego, mieli nadzieję na wyzwolenie Chersonia, co miało być przełomowym momentem tej wojny, to w tej chwili czuć stagnację. Nie ma perspektywy, kiedy może zacząć się kontrofensywa, kiedy może zakończyć się wojna. Miasto żyje w bardzo trudnych warunkach. Była w dzielnicy Kijowa, gdzie są wysokie bloki. I to jest niesamowite wrażenie, kiedy wieczorem prawie wszystkie okna są ciemne, bo nie ma prądu. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak funkcjonują ci ludzie, którzy wracają do domu po pracy, wchodzą na 10 piętro do mieszkania, w którym jest zimno i nie ma wody, światła. W którym nie ma nic, oprócz gazu. Ostatni atak na blok w Dnieprze dał ludziom namacalne uczucie, że śmierć jest nieprzewidywalna i jest tak blisko. Nie ma miejsca, gdzie możesz się schronić. Ludzie rozumieją, że Putin chce ich zniszczyć psychicznie. Ale to nie wpływa na ducha walki, ludzie wiedzą, że walczyć trzeba do końca - mówiła przebywająca w Ukrainie Tatiana Kolesnychenko.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Dawid Siedzik Dawid Siedzik
Ilu Ukraińców zostanie w Polsce na stałe? Ekspert mówi o pierwszych szacunkach
WIDEO

Ilu Ukraińców zostanie w Polsce na stałe? Ekspert mówi o pierwszych szacunkach

- Mamy w Polsce około 1,5 mln Ukraińców. Ta liczba będzie się zmniejszać w wakacje, bo duża część osób będzie przynajmniej czasowo wyjeżdżała na zachód Ukrainy po to, żeby na przykład połączyć rodziny. Ale to dzieje się też w Polsce - mówił w programie "Newsroom" WP prof. Maciej Duszczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami UW. Zaznaczył, że wojna wpłynęła na zmianę struktury demograficznej Ukraińców mieszkających w Polsce. Przed 24 lutego większość stanowili mężczyźni. Po inwazji Rosji dołączyła do nich znaczna grupa kobiet i dzieci. Gość WP podkreślił, że osoby te dobrze asymilują się w Polsce. Spora część z nich szybko podjęła pracę. Z kolei dla tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, największą przeszkodą jest bariera językowa. Zdaniem prof. Duszczyka należy stworzyć kursy języka polskiego skierowana do uchodźców z Ukrainy. Zaznaczył jednak, że powinny się tym zająć nie państwowe instytucje, a raczej organizacje pozarządowe czy zakłady pracy, które będą mogły dostosować kurs do konkretnego stanowiska. Mateusz Ratajczak pytał, jaka część z tych osób może na stałe zostać w Polsce. - Najbardziej negatywny scenariusz jest taki, że przez kolejne miesiące w Ukrainie trwa intensywna wojna, która spowoduje większy napływ uchodźców po wakacjach. Jest też scenariusz, w którym wojna jest jakoś zawieszona i da się wrócić do Ukrainy. Wówczas liczba uchodźców u nas spadnie. Ale w każdym z tych scenariuszy, liczba Ukraińców mieszkających w Polsce jest co najmniej o kilkaset tysięcy większa, niż przed 24 lutego. I to już nie jest migracja czasowa, ale migracja osiedleńcza - tłumaczył ekspert. Dodał, że wiele rodzin posłało swoje dzieci do polskich szkół, co świadczy o tym, że zamierzają w Polsce zostać na dłużej. - Musimy się przyzwyczajać do sytuacji, w której liczba Ukraińców na stałe mieszkających w Polsce będzie sporo wyższa niż przed 24 lutego i trzeba dostosować do tego cały system - podkreślił prof. Duszczyk.
Maciej Zubel Maciej Zubel