referendum (strona 16 z 59)

Ostra wymiana zdań. Poszło o referendum w sprawie aborcji
1
5:57

Ostra wymiana zdań. Poszło o referendum w sprawie aborcji

Czy referendum w sprawie aborcji w ogóle się odbędzie i kto musi zatwierdzić decyzję o jego przeprowadzeniu? To pytania, z którymi mierzyła się w programie "Tłit" Paulina Hennig-Kloska. - Chciałbym wykazać, że referendum w sprawie aborcji nie będzie. Kto zarządza w Polsce referendum? - pytał prowadzący program Patryk Michalski. - Przy udziale marszałka Sejmu i rozpisuje to prezydent - stwierdziła błędnie posłanka Polski 2050. - Nie, Sejm bezwzględną większością głosów w obecności minimum 230 posłów - przypomniał jej dziennikarz. Posłanka Polski 2050 stwierdziła następnie, że nawet, jeśli ustawa liberalizująca prawo aborcyjne trafi na biurko prezydenta, "to zostanie odrzucona" i dlatego konieczne jest referendum. - Albo tę decyzję podejmie Sejm, albo społeczeństwo. W konstytucji wpisana jest demokracja bezpośrednia jako najwyższy mandat. Skoro politycy od 30 lat nie potrafią się porozumieć w kwestii aborcji, związków partnerskich, czy małżeństw jednopłciowych, to po prostu trzeba sięgnąć po najwyższy mandat - mówiła Hennig-Kloska. - Dając silny mandat, porządkujemy sprawę aborcji raz na zawsze. Prawica kiedyś wróci do władzy i nie będzie mogła wtedy łatwo tego zmienić, bo ciężko podnosi się rękę na mandat społeczny. Do tej pory na referendalne decyzje Polaków nikt ręki nie podnosił - dodała posłanka Hołowni.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Maciej Szefer Maciej Szefer
Ruszyły pseudoreferenda we wschodniej Ukrainie. "To parodia"
1:00

Ruszyły pseudoreferenda we wschodniej Ukrainie. "To parodia"

Prorosyjskie władze kontrolowanych przez Rosję wschodnich regionów w Ukrainie rozpoczęły w piątek pseudoreferenda. Ich celem jest głosowanie nad tym, czy przyłączyć się do Rosji. Chodzi o Doniecką i Ługańską Republikę Ludową, a także kontrolowane przez rosyjskie wojsko części obwodu chersońskiego i zaporoskiego. Ekipa agencji Associated Press wybrała się do Donieckiej Republiki Ludowej, by sfilmować ten proces i pokazać światu, jak Kreml realizuje plan Putina o przyłączeniu okupowanych ukraińskich miast i wsi. - To nie jest żadne referendum, żadne wyrażenie woli. To zwykła parodia, nawet niezgodna z rosyjskimi przepisami – podkreślił rosyjski politolog Dmitrij Orieszkin, profesor Uniwersytetu w Rydze. - Zgodnie z przepisami ogólnorosyjskiego referendum wymogiem jest, aby między dniem jego ogłoszenia a dniem głosowanie upłynęło nie mniej niż 60 dni – tłumaczył. Zdaniem eksperta to zwykła parodia praworządności połączona z potężną propagandą. - Rosjanie próbują zachować twarz. Pozyskują obserwatorów, nagrywają głosujących w lokalach wyborczych, rejestrują spisane protokoły itp. To rodzaj modelu demokracji imitacyjnej, gdzie ważne są tylko zdjęcia. W rzeczywistości nikt nie ma kontroli nad głosowaniem - dodał. Pośpiesznie zwołane głosowania na wschodzie i południu Ukrainy odbywają się w momencie, gdy Putin ogłosił częściową mobilizację, deklarując także gotowość do użycia broni jądrowej w celu odparcia ataków na terytorium Rosji.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki