korea północna (strona 20 z 73)

Panika w Korei Południowej. Myśleli, że to atak z Północy
WIDEO

Panika w Korei Południowej. Myśleli, że to atak z Północy

Fatalnie zakończyła się odpowiedź Korei Południowej na wtorkowe straszenie świata przez reżim Kim Dzong Una. Jedna z wystrzelonych przez Seul rakiet rozbiła się. Mieszkańcy części Korei Południowej myśleli, że to atak reżimu z Północy. Wszystko zaczęło się od wystrzelenia rakiety balistycznej przez Koreę Północną w kierunku Japonii. Pocisk wpadł do Oceanu Spokojnego niecałe 3,2 tys. km od wschodnich wybrzeży Japonii. Na odpowiedź Seulu nie trzeba było długo czekać. W nocy z wtorku na środę wojska Korei Płd. i USA wystrzeliły cztery rakiety balistyczne Hyumoo-2 w kierunku Północy. To miał być pokaz siły i odpowiedź na niepokojące działania reżimu w Pjongjangu. W trakcie ćwiczeń doszło jednak go niebezpiecznego incydentu. Jeden z pocisków uległ awarii i spadł w pobliżu południowokoreańskiego miasta Gangneung. Przerażeni mieszkańcy byli przekonani, że są atakowani przez Koreę Północną. Myśleli, że zaczęła się wojna. Nikomu jednak nic się nie stało. Wszystko przez to, że broń nie eksplodowała. Po wielkim huku wzniecił się pożar na terenie miejscowej bazy wojskowej. Seul wyjaśnił całą sytuację i przeprosił okolicznych cywilów za wywołanie paniki. Napięcie między Koreą Północną i Południową wzrasta z dnia na dzień. Ostatni wystrzał Pjongjangu był dość niebezpieczny, ponieważ rakieta średniego zasięgu przeleciała rekordowy dystans 4,6 tys. km. To stanowi największą prowokację Kim Dzong Una na przestrzeni ostatnich lat. W odpowiedzi na działania koreańskiego dyktatora, Stany Zjednoczone zadecydowały, że do wybrzeży Japonii powróci potężny niszczyciel USS Ronald Reagan. Lotniskowiec z nowoczesną bronią na pokładzie brał udział we wspólnych manewrach wojskowych z siłami Korei Południowej, które zakończyły się w ubiegłym tygodniu.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Niespotykane straty Rosjan. "Putin szuka sposobu"
WIDEO

Niespotykane straty Rosjan. "Putin szuka sposobu"

Rosjanie tracą siły. Coraz trudniej wysyłać im na front nawet 18-letnich niedoświadczonych rekrutów. Krążą pogłoski o wsparciu z Korei Północnej, która miałaby wysłać 100 tys. żołnierzy. - Nie bardzo wierzę, aby 100 tys. Koreańczyków zjawiło się w Ukrainie, ale nie wykluczam batalionu czy oddziału ochotników w zamian za pomoc dla Korei Północnej. To jest bardzo prawdopodobne. Większa armia północnokoreańska jest bardzo mało prawdopodobna. Kłopoty w uzupełnianiu strat wojennych w Rosji są bardzo wyraźne. Słyszymy, że Rosja ucieka się do werbowania na front nawet więźniów, czy też do oszukiwania ludzi nie za bardzo zorientowanych (w sytuacji - red.), to świadczy o tym, że straty wojenne są ogromne - stwierdził gen. prof. Stanisław Koziej w programie "Newsroom WP". - Słyszeliśmy, że to ok. 70-80 tys. żołnierzy, którzy zginęli bądź zostali ranni i wycofani z działań. To ok. 1/3 całej armii rosyjskiej zaangażowanej w Ukrainie. Przyjmuje się, że jeżeli jednostka wojskowa poniesie stratę w wysokości 20 proc., to jest traktowana jako obezwładniona. Jeżeli straty wynoszą ok. 40-60 proc. to taka jednostka jest zniszczona i w ogóle nie nadaje się do użycia. Jeżeli zmiany na poziomie strategicznym wynosi ok. 30 proc., a te dane są wiarygodne, to są to straty niespotykane. Uniemożliwiają armii rosyjskiej prowadzenie planowych i zorganizowanych operacji według własnego planu. Armia rosyjska musi myśleć o obronie swojego stanu, niż o zdobyczach. Stąd sądzę, że potrzeba przejścia do powszechnej mobilizacji jest koniecznością, na którą Putin szuka sposobu, by jednocześnie Rosjanie nie zbuntowali się przeciwko niemu - dodał wojskowy.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki