inwazja (strona 5 z 7)

WIDEO

"Kreml liczy się tylko z Waszyngtonem". Analityk OSW: "Europejczyków uważają za mięczaków i frajerów"

- Rosjanie niczego się nie obawiają. Są bezkarni. Cała historia relacji rosyjsko-zachodnich ostatnich 30 lat, zwłaszcza od 2008 roku, doprowadziła elitę rosyjską do przekonania, że mogą sobie pozwolić na prawie wszystko, a nie zapłacą za to żadnej realnej ceny - wskazał w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski analityk Ośrodka Studiów Wschodnich dr Witold Rodkiewicz. - W związku z tym realizują swój program imperialny, który polega na tym, aby obszar postsowiecki był bezpośrednio podporządkowany - wskazał gość WP. Zdaniem eksperta ostatnie poruszenie dyplomatyczne i obecność amerykańskich wojsk na terenie Polski to jest "konkretna odpowiedź". - Problem polega na tym, że to ciągle są takie doraźne działania - wskazał rozmówca Patrycjusza Wyżgi. - Moim zdaniem trzeba rozmawiać z nimi - dodał dr Rodkiewicz. Według gościa WP te sygnały w stronę Kremla są ciągle za słabe. - One sugerują, że jesteśmy gotowi iść na ustępstwa. Dopytywany o mocne sygnały, Rodkiewicz dodał, że rola Nord Stream 2 jest przesadzona, ale dobrym tropem byłoby wpłynięcie na życie oligarchów i ich rodzin. - To przesłanie powinno być przede wszystkim z Waszyngtonu - wskazał ekspert i dodał, że tylko z tą stolicą Kreml się liczy i traktuje poważnie. - Europejczyków uważają za mięczaków i frajerów, których można oszukiwać, oszwabiać i straszyć - podkreślił dr Rodkiewicz. - Są początki odpowiedzi, ale ona powinna być twardsza. Nie idziemy na ustępstwa - powtórzył analityk OSW. - Ta rozgrywka może trwać bardzo długo. Zwiększanie napięcia, zmniejszanie napięcia, grożenie wojną, organizowanie jakichś incydentów - wymieniał gość programu "Newsroom" WP.
Konflikt Rosja-Ukraina. Mieszkańcy wsi zajętej przez separatystów: chcemy mówić po rosyjsku
WIDEO

Konflikt Rosja-Ukraina. Mieszkańcy wsi zajętej przez separatystów: chcemy mówić po rosyjsku

W niemal opustoszałej wiosce na wschodzie Ukrainy rośnie napięcie w związku z konfliktem na linii Moskwa-Kijów. Wieś Wesele znajduje się na kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów obszarze Ukrainy w pobliżu Doniecka i graniczy z tamtejszym lotniskiem. To zaledwie kilometr od linii frontu. W 2014 roku Donieck został faktycznie opanowany przez prorosyjskich separatystów wspieranych przez wojska Rosji. Rada Najwyższa Ukrainy uznaje ten teren za okupowany przez obce siły. Rosja twierdzi natomiast, że Donieck jest stolicą Donieckiej Republiki Ludowej, quasi-państwa, nieuznawanego przez żadne z państw na arenie międzynarodowej. Większość domów po 2014 r. została tu zniszczona. Na kontrolowanym obszarze pozostała tylko garstka mieszkańców. Ci, którzy pozostali, bronią obecności sił rebelianckich i opowiadają się po stronie Rosji w trwającym blisko 8 lat konflikcie. - Wojska ukraińskie są blisko, w odległości ok. 1 km – podkreśla Władimir, mieszkaniec Wesela. - Myślę jednak, że tutaj nikt nie chce być częścią Ukrainy – dodaje mężczyzna. W podobnym tonie wypowiada się inna mieszkanka ukraińskiej wioski. - Chcemy mówić po rosyjsku. Nie chcemy rezygnować ze wszystkiego, co wydarzyło się w czasie II wojny światowej - deklaruje w rozmowie z agencją Associated Press Irina z Wesela. - Oni [Ukraińcy – red.] mają swojego bohatera Stepana Banderę. Dla nas on absolutnie nie jest bohaterem – dodaje kobieta. Szacuje się, że w pobliżu granic Ukrainy stacjonuje już ponad 100 tys. rosyjskich żołnierzy. O działaniach Rosji mówi się w kontekście możliwej inwazji. Kreml wszystkiemu zaprzecza. Donieck jest stolicą nieuznawanej międzynarodowo Donieckiej Republiki Ludowej, która powstała na terenie części obwodu donieckiego Ukrainy. W 2014 r. Rosja przejęła kontrolę nad Krymem i wsparła separatystów we wschodniej Ukrainie. W trwającym blisko 8 lat konflikcie zginęło ponad 14 tys. osób.