broń jądrowa (strona 4 z 11)

Łukaszenka wydał rozkaz. Manewry z taktyczną bronią jądrową na Białorusi
WIDEO

Łukaszenka wydał rozkaz. Manewry z taktyczną bronią jądrową na Białorusi

Białoruś wzięła przykład z Rosji i po nagłym rozkazie Aleksandra Łukaszenki we wtorek rozpoczęła ćwiczenia testujące gotowość taktycznej broni jądrowej. Zdaniem białoruskiej propagandy taki obrót spraw jest spowodowany "sytuacją wojskowo-polityczną, przede wszystkim wokół Białorusi". Chodzi o "groźby i prowokacje" ze strony Zachodu. Dzień wcześniej białoruski dyktator ogłosił "niespodziewaną inspekcję" środków przenoszenia taktycznej broni jądrowej. Chodzi o wyrzutnie Iskander, a także myśliwce Su-25. Agencja AP udostępniła nagrania z pierwszego dnia ćwiczeń armii Łukaszenki. Materiały z Białorusi mają najczęściej charakter propagandowy. Agencja prasowa BiełTA przekazała we wtorek, że minister obrony Wiktor Chrenin potwierdził wcześniejsze doniesienia o "nagłej inspekcji sił odpowiedzialnych za transport taktycznej broni jądrowej", które miał zarządzić Łukaszenka po rozmowie z Władimirem Putinem. Szef sztabu generalnego białoruskiej armii gen. dyw. Wiktor Gulewicz powiedział z kolei, że w trakcie kontroli "część sił lotniczych i aktywów zostanie przeniesiona na lotnisko zapasowe". Na ten moment nie ma informacji, jak blisko polskiej granicy odbywają się manewry. Jak tłumaczy agencja AP, taktyczna broń atomowa nie jest tak potężna, jak strategiczna broń jądrowa (SNW), w której roi się od masywnych głowic wypełnionych pociskami balistycznymi, zdolnymi do równania z ziemią większości terenów na danym obszarze. Propagandowy pokaz inspekcji broni odbywa się na Białorusi dzień po tym, jak Rosja, najbliższy sojusznik Łukaszenki, oświadczyła, że rozpocznie analogiczne ćwiczenia.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Putin ponownie prezydentem. "Z mojego punktu widzenia to gangster"
WIDEO

Putin ponownie prezydentem. "Z mojego punktu widzenia to gangster"

Po wyborach prezydenckich na Białorusi, wiele państw nie uznaje Łukaszenki za głowę państwa. Jest nazywany dyktatorem. - Jak powinniśmy nazywać Putina? - z takim pytaniem Patrycjusz Wyżga zwrócił się do gościa programu "Newsroom" w WP prof. Władimira Ponomariowa, rosyjskiego opozycjonisty, członka Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego. - Z mojego punktu widzenia to jest gangster - odparł zdecydowanie. - Dzięki Aleksiejowi Nawalnemu wiemy, co działo się w Petersburgu za czasów Sobczaka i Putina (Sobczak był merem Petersburga, to u jego boku Putin rozpoczął polityczną karierę - przyp. red.). I tego gangstera z Petersburga przywieźli do Moskwy. I od tego się zaczęło - dodał. Prowadzący program dopytywał, jakie ruchy powinien wykonać demokratyczny Zachód, by nie powtórzyć błędów z lat 30., czyli słynnej polityki ustępstw. - Po pierwsze trzeba opracować strategię oporu, a nie strategię kompromisów - odparł prof. Ponomariow. - Strategia kompromisów doprowadzi do kolejnego Monachium (konferencja i układ monachijski z 1938 r., na mocy którego przyłączono należący do Czechosłowacji Kraj Sudetów do III Rzeczy - przyp. red.). Wszystkie kraje powinny usiąść razem, Polska powinna tu zajmować czołowe miejsce, bo każde kichnięcie w Moskwie, słychać w Warszawie znacznie głośniej, niż w Paryżu czy Berlinie. Państwa te muszą opracować strategię, wspólną z rosyjską opozycją, a właściwie z rosyjskim ruchem oporu. Trzeba pomóc, a właściwie zmusić rosyjską opozycję do zjednoczenia pod flagami walki, a nie chodzenia z balonikami na tzw. wybory - dodał.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Violetta Baran Violetta Baran