Śmierć spadła na nich

Co najmniej dwoje Wielkopolan zginęło pod dachem budynku, w którym odbywały się Międzynarodowe Targi Gołębi Pocztowych. Waldemar Czapracki z Bolewic i Renata Ludwiczak zginęli idąc po nagrodę w konkursie...

Obraz

Waldemar Czapracki z Bolewic w momencie, gdy spadł dach, szedł właśnie odebrać nagrodę. Razem z żoną prowadził firmę, która zajmuje się handlem elektronicznymi urządzeniami badającymi trasy przelotów gołębi. Towarzyszył mu szef firmy z Holandii oraz tłumaczka Renata Ludwiczak – mieszkanka Jastrzębska Starego koło Nowego Tomyśla. Wszyscy zginęli. Żona Waldemara Czaprackiego została na stoisku. Przeżyła. – W sobotę zadzwoniła do nas, że jest cała i zdrowa, jednak nie wiedziała, co dzieje się z jej mężem. Dzwoniła do męża, ale nie odbierał komórki, bezskutecznie go szukała – mówił nam szwagier zmarłego, Adam Napierała. – Mój brat pojechał pomóc siostrze. Całą noc jeździli od szpitala do szpitala, szukali nazwiska na wywieszonych listach. Do końca wierzyliśmy, że przeżył. Waldemar Czapracki osierocił 16-letniego syna i 20-letnią córkę. Renata Ludwiczak miała dwie córeczki.

Przeżyli, bo wrócili

W strachu i niepewności żyło znacznie więcej osób z Wielkopolski. Do Katowic wyjechało 26 hodowców gołębi należących z Nowego Tomyśla. Większość wróciła do domów już w piątek lub rano w sobotę. Tylko czterech postanowiło zostać dłużej. Cudem przeżyli. Jak nam się udało ustalić podczas rozmowy z Tadeuszem Zalewiczem, prezesem Koła w Nowym Tomyślu, mężczyźni tuż przed zawaleniem opuścili targowe hale.

Uciekli przed śmiercią

Hodowcy gołębi z okręgu ostrowskiego opuścili wystawę na dwie godziny przed wypadkiem. Informacja o tragedii dotarła do nich, gdy wjeżdżali już do Wielkopolski. – Ptaki, które prezentowaliśmy, zostawiliśmy. Mieliśmy wrócić po nie w niedzielę – mówi Kazimierz Stęczniak, prezes zarządu Związku Hodowców Gołębi Pocztowych w Ostrowie. – Gdyby do wypadku doszło wcześniej liczba ofiar byłaby dużo większa. W południe nie było tam, gdzie szpilki włożyć. Prawdopodobnie jednak niektórzy hodowcy na wystawę udali się prywatnymi samochodami. Wczoraj próbowano bezskutecznie dodzwonić się do jednego z nich. Według Romana Nowaka, wiceprezesa Okręgu Leszczyńskiego Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych, z leszczyńskiego mogło w katowickiej wystawie uczestniczyć około 300 hodowców. – Nie mam żadnych sygnałów, że ktokolwiek nie wrócił – informuje Nowak, który sędziował podczas katowickiej wystawy.

Wszystko trwało sekundy

W zawalonej hali był Zygmunt Maśnica z Karpicka, prezes okręgu poznańskiego. – Wszystko trwało dosłownie 20 sekund – relacjonuje. – Znajdowaliśmy się blisko wyjścia, gdy słyszeliśmy trzask i krzyki ludzi. Wszyscy instynktownie zaczęli kierować się do wyjścia. Ktoś zaczął wybijać szybę w bocznych drzwiach. Przez to wyjście uciekło około 50 osób, głównie z okręgu poznańskiego. Uratowało nas to, że nad pomieszczeniem znajdował się strop, na którym zatrzymał się spadający dach. – Zygmunt Maśnica miał odebrać nasze gołębie – mówi Jerzy Dymitrowski, szef wolsztyńskiej sekcji Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych. – W sobotę o 17.20 zadzwonił z informacją, że już po gołębiach. W pierwszej chwili pomyślałem, że je rozkradli, ale Zygmunt powiedział, że nie o gołębie chodzi, a o ludzi, którzy zostali pod zawalonym dachem.

Ja tam byłem...

- W zasadzie żyję tylko przypadkiem – chciałem kupić ozdobnego gołębia od hodowcy, którego stoisko było zaledwie 12 metrów od wyjścia – opowiada Krystian Pędziński, hodowca gołębi z Łęgowa koło Wągrowca. – Kiedy usłyszałem pierwszy trzask, niemal automatycznie pobiegłem do wyjścia. W kilka sekund później, już przed budynkiem, odwróciłem się i zobaczyłem jak gmach zapada się w sobie. Roman Kaczmarek ze Śremu uratował się, kryjąc między rurami podtrzymującymi strop. W ciemnościach, ale bez obrażeń wydostał się z zawalonej hali. Z pilskiego okręgu na targi do Katowic pojechało 18 hodowców. Były z nimi rodziny i znajomi; w sumie około 50 osób. W momencie tragedii Wiesław Chyła, prezes okręgu, był już w hotelu. – Wyszliśmy z bratem z hali około godziny 13.30. Pierwszy był telefon z Piły, od rodziny. To wtedy dowiedziałem się o tym, co się stało w hali. Pierwsza myśl: co z resztą naszych? Czy zdążyli wyjść, wyjechać? Na szczęście byli już w drodze do Piły...

Marzena Nowak

Źródło artykułu: WP Wiadomości
Wybrane dla Ciebie
Pierwszy dzień majówki bez kiełbasy z grilla? Ważny komunikat
Pierwszy dzień majówki bez kiełbasy z grilla? Ważny komunikat
"Chytra baba" jednak nie chytra? Rzucił nowe światło na sprawę
"Chytra baba" jednak nie chytra? Rzucił nowe światło na sprawę
Referendum w Sobótce. Odwołano burmistrza
Referendum w Sobótce. Odwołano burmistrza
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Aleksandra Leo
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Aleksandra Leo
Niemiecka prasa o strzelaninie w USA. Trump wykorzysta sytuację?
Niemiecka prasa o strzelaninie w USA. Trump wykorzysta sytuację?
"Nie wytrzymała psychicznie". Kary cielesne w murach uczelni
"Nie wytrzymała psychicznie". Kary cielesne w murach uczelni
Rosyjski ślad ws. Zondacrypto. Służby wskazują na mafię tambowską
Rosyjski ślad ws. Zondacrypto. Służby wskazują na mafię tambowską
Vance ewakuowany jako pierwszy. Trump tłumaczy zachowanie ochrony
Vance ewakuowany jako pierwszy. Trump tłumaczy zachowanie ochrony
Pierwsza fala upałów już niebawem nad Polską. Jest prognoza na 10 dni
Pierwsza fala upałów już niebawem nad Polską. Jest prognoza na 10 dni
Działo się w nocy. Opublikowano manifest zamachowca, wstrząsy w Japonii
Działo się w nocy. Opublikowano manifest zamachowca, wstrząsy w Japonii
Padł rekord świata. Łatwogang zebrał 251 mln zł dla Cancer Fighters
Padł rekord świata. Łatwogang zebrał 251 mln zł dla Cancer Fighters
Trump strofuje reporterkę. "Powinnaś się wstydzić, że to czytasz"
Trump strofuje reporterkę. "Powinnaś się wstydzić, że to czytasz"