policja
12-03-2018 (20:44)

Kulisy poszukiwań mężczyzny, który skatował psa. "Było niebezpiecznie. Groziło linczem”

Licealistka uruchomiła agencję detektywistyczną, która zamierzyła Bartosza D. zatrzymanego później przez policję za skatowanie szczeniaka. Jego żona mówi WP, że chce się skupić na trójce dzieci. "Było niebezpiecznie. Groziło linczem” – opowiada nam jeden z detektywów.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Bartosz D. ukrywał się u rodziny. Został zatrzymany przez policję, którą w poszukiwaniach wspierali prywatni detektywi i internauci
Bartosz D. ukrywał się u rodziny. Został zatrzymany przez policję, którą w poszukiwaniach wspierali prywatni detektywi i internauci (PAP)
WP

Chełmża, koniec stycznia. Angelika wróciła z trójką dzieci do domu. Zastała tam ich ukochanego szczeniaka Fijo w kałuży krwi. Mąż nie potrafił jej jasno wytłumaczyć, co się stało i tego samego dnia zniknął. Kobieta zgłosiła sprawę na policji, gdzie usłuszała, by przyszła następnego dnia. Według policjantów była zbyt roztrzęsiona, by złożyć zeznania.

Dzień później od jednego z jej krewnych o skatowanym psie dowiedziała się Kinga, licealistka, która zaoferowała kobiecie pomoc. 18-latka przyznaje w rozmowie z Wirtualną Polską, że ciężko opisać moment, gdy zobaczyła ledwo żywego psa. - To był okropny widok. Nie był w stanie poruszać nóżkami. Czołgał się po podłodze – opowiada o momencie, gdy pierwszy raz zobaczyła skatowanego psa.

- Z koleżanką napisałyśmy o tym na Facebooku i zaczęłyśmy zbiórkę pieniędzy. Byłam z pieskiem u weterynarza, a po paru dniach wzięłam go do siebie do domu, a potem się udałam do fundacji, która wzięła pieska pod opiekę – dodaje.

WP

Dzięki Fundacji dla szczeniąt Judyta sprawa stała się głośna w całej Polsce. Internauci zaangażowali się w poszukiwanie Bartosza D. Mężczyzna był ścigany listem gończym.

"Mam trójkę dzieciaków. Chcę się nimi zająć. Potrzebujemy teraz spokoju"

- Pani Angelika to bohaterka, że poszła na policję, choć była to dla niej najbliższa osoba – mówi Kinga. Dodaje, że kobieta jest zmęczona rozgłosem, który zyskała sprawa.

Żona Bartosza D. początkowo zgadza się na rozmowę z Wirtualną Polską, ale ostatecznie zmienia zdanie. - Mam trójkę dzieciaków. Chcę się nimi zająć. Potrzebujemy teraz spokoju – wyjaśnia.

WP

Zobacz także: Szczecińscy naukowcy: połowa z nas jest zatruta

Kinga podkreśla, że kluczową rolę w całej sprawie odegrała agencja detektywistyczna Lampart, która zaoferowała bezpłatną pomoc. Udało nam się porozmawiać z jednym z jej pracowników, który brał udział w poszukiwaniach Bartosza D. Prywatny detektyw prosi o zachowanie anonimowości i podkreśla, że w przeciwieństwie do szukającego rozgłosu Krzysztofa Rutkowskiego, jego firmie nie zależy na obecności w mediach.

WP

- Zaangażowaliśmy się na prośbę pani Kingi. Policja w takich sprawach jest nieraz skrępowana procedurami. My mogliśmy zadziałać szybko i zweryfikować pojawiające się informacje na temat miejsca pobytu Bartosza D. - tłumaczy.

Po nagłośnieniu sprawy w mediach internauci pisali, że mężczyzna wrócił do Szkocji, gdzie pracuje, inni twierdzili, że był widziany w Niemczech. Według naszego rozmówcy kluczowa okazała się informacja, że był on w Polsce, co detektywom udało się nam to potwierdzić - był widywany w kilku miejscach w swoich rodzinnych stronach.

Detektyw: groziło linczem. Musieliśmy go znaleźć szybciej niż miejscowi

- Było niebezpiecznie, groziło linczem. Miejscowi przyznawali, że był widywany w okolicy. Wiedzieliśmy, że jeśli ktoś go skojarzy ze sprawą to może dojść do linczu na ulicy. Musieliśmy go znaleźć szybciej. Nawet jego matkę próbowaliśmy przekonać, że powinna zdradzić, gdzie jest dla jego bezpieczeństwa. Twierdziła, że nie wie, choć myślę, że było inaczej – przyznaje detektyw.

WP

Ostatecznie detektywom udało się ustalić, że poszukiwany ukrywa się niedaleko Chełmży, u krewnych ze strony swojej matki. –Nie mieliśmy prawa go zatrzymać. Przekazaliśmy informację prokuraturze – wyjaśnia. W opinii detektywa współpracę z policją i internautami można określić jako wzorową. – To była pierwsza akcja na tak dużą skalę w Polsce - ocenia.

9 marca mężczyznę w ostaszewie koło Torunia zatrzymali bydgoscy policjanci. 30-latkowi grożą 3 lata więzienia za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem.

Szczeniak ma m.in. złamany kręgosłup, wybite zęby i połamane żebra. Przeszedł operację, ale jego rehabilitacja potrwa jeszcze przynajmniej 4 miesiące. Według lekarzy do końca życia Fijo będzie psem niepełnosprawnym i będzie musiał poruszać się przy pomocy specjalnego wózka.

Zdaniem przedstawicieli Fundacji dla szczeniąt Judyta jedyna szansa szczeniaka Fijo na powrót do sprawności wiąże się z kosztowną operacją, która może być przeprowadzona jedynie w Portugalii. Fundacja zbiera na ten cel środki.

WP
Polub WP Wiadomości
WP
WP