szpital (strona 36 z 161)

Lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni w Ukrainie. Cisi bohaterowie wojny z Rosją
2:27

Lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni w Ukrainie. Cisi bohaterowie wojny z Rosją

Lekarze, ratownicy medyczni i pielęgniarki są cichymi bohaterami wojny w Ukrainie. Medycy w oblężonym Mariupolu niezmiennie od ponad 2 tygodni pracują 24 godz. na dobę, aby ratować życie rannych. Zdecydowana większość z pracujących lekarzy i ratowników w Mariupolu zdecydowała się zostać w mieście po wybuchu wojny. Nie przerywają swojej pracy nawet, gdy na ich placówki spadają bomby lub są ostrzeliwane przez rosyjską artylerię. Wielu z nich zginęło już w wyniku rosyjskich ataków. Ci, którzy przeżyli starają się radzić sobie, mimo braku opatrunków, leków oraz sprzętu, który jest niszczony. Medycy z Mariupola każdego dnia widzą, jak umierają ludzie. W dramatycznych chwilach towarzyszyły im kamery agencji Associated Press, które relacjonują wydarzenia w Ukrainie. Jedną z ofiar był zaledwie 16-letni chłopiec, który został ciężko ranny w wyniku wybuchu bomby, która spadła obok boiska przy szkole. Mimo długich starań, lekarzom nie udało się go uratować. Poinformowali ojca, że jego syn już do niego nie wróci. Reporterzy pokazują tragiczny obraz życia w Mariupolu, który jest jednym z najostrzej atakowanych miast Ukrainy. Położenie miasta, które znajduje się na wybrzeżu Morza Czarnego, pomiędzy anektowanym przez Rosjan Krymem a Samozwańczymi republikami Doniecką i Ługańską sprawiają, że jest to jeden z najważniejszych celów dla armii rosyjskiej. W mieście od początku wojny trwają walki, praktycznie codziennie spadają tu bomby. Nie są oszczędzane budynki cywilne, a także szpitale, szkoły i ośrodki kulturalne. W mieście brakuje wody i żywności, brak jest prądu i ogrzewania. Mariupol jest dzisiaj najprawdziwszym obrazem wojny i tragedii zwykłych Ukraińców.
Wielka radość na oddziale. Trzy Ukrainki urodziły dzieci po przekroczeniu granicy
8:08

Wielka radość na oddziale. Trzy Ukrainki urodziły dzieci po przekroczeniu granicy

Nasz reporter Klaudiusz Michalec był przed szpitalem wojewódzkim w Przemyślu. Rozmawiał z jego rzecznikiem Pawłem Bugirą. Do tej pory na SOR trafiło ok. 80 osób z Ukrainy. - Obecnie 23 osoby przebywają w naszej placówce. Głównym powodem hospitalizacji jest wycieńczenie trudną podróżą i stres. Pojawia się odwodnienie, podwyższone ciśnienie. Z większością tych rzeczy radzimy sobie szybko i te osoby mogą szybko opuścić szpital - mówił Paweł Bugira. - Trafił do nas 73-letni pacjent, mieszkaniec zachodniej Ukrainy. Zdiagnozowano niedokrwienie nogi. Był to stan zagrażający życiu. Podjęto decyzję o szybkiej operacji. Zabieg został przeprowadzony w tym samym dniu. Trwał 5 godzin. Aktualnie pacjent przebywa u nas w szpitalu. Wiemy, że ci, którzy jadą pociągiem, są w trudnych warunkach. Jest tłoczno, jeżeli pan musiał długo stać w pociągu, to mogło się to przyczynić do jego stanu. Jest tam zaawansowana miażdżyca. Mamy obecnie dziesięcioro dzieci w naszym szpitalu. Tu też głównym powodem jest wyczerpanie. Dzieci dochodzą do siebie. Trzy panie urodziły u nas w szpitalu. Praktycznie po przekroczeniu przejścia granicznego zostały przewiezione do nas. Chłopiec był pierwszy, później były dwie dziewczynki. Była radość na oddziale, u tych pań, które są szczęśliwe. Jedna z nich była z Charkowa, w którym odbywają się największe walki - mówił rzecznik szpitala.