policja (strona 267 z 380)

Przewrócili się na oczach świadka. Nawet 5 lat więzienia
1:00

Przewrócili się na oczach świadka. Nawet 5 lat więzienia

Bezmyślność kierowców na polskich drogach trwa. Tym razem w Kamieniu Kotowym (woj. kujawsko-pomorskie) jeden z mężczyzn zauważył przed swoim pojazdem "dziwnie" jadący motorower. Z racji, że nie miał on kamerki samochodowej, chwycił za telefon i zaczął nagrywać całe zdarzenie. Na nagraniu można zauważyć, że na motorowerze jadą dwie osoby, podczas gdy jednoślad porusza się tzw. "wężykiem". W pewnym momencie pojawia się rondo i tam dochodzi do finałowej jazdy motoroweru. Nagle z niewiadomych przyczyn kierująca zjeżdża z ulicy na chodnik, co skutkuje wywrotką. Świadek całego zdarzenia wówczas zdał sobie sprawę, że ma do czynienia z pijanym kierowcą, dlatego informuje o wszystkim policję. Po przyjeździe służb okazało się, że za kierownicą siedziała kobieta, która miała ponad 4 promile alkoholu i co ciekawe, obowiązywał ją zakaz prowadzenia pojazdów. "Mieszkanka Tłuchowa miała ponad 4 promile alkoholu w organizmie i zakaz prowadzenia pojazdów. Na domiar złego, kobieta zabrała na motorower równie nietrzeźwego pasażera. Kilka razy spowodowała zagrożenie na drodze, aż w okolicy ronda w Kamieniu Kotowym najechała na pobocze i straciła panowanie nad pojazdem, doprowadzając do jego przewrócenia się mechanicznych" - poinformowała policja. 26-latka z Tłuchowa otrzymała mandat w wysokości 2 tys. złotych, a do tego sprawa trafiła do sądu. Tam odpowie za złamanie zakazu prowadzenia pojazdów i kierowanie w stanie nietrzeźwości. Grozi jej nawet do 5 lat pozbawienia wolności i zapłata wielotysięcznej grzywny.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
"Nigdzie nie jest zapisane". Bezlitosna reakcja na incydent w Otwocku
4:41

"Nigdzie nie jest zapisane". Bezlitosna reakcja na incydent w Otwocku

Szef MSWiA Mariusz Kamiński, jak można było oczekiwać, broni policjantów, którzy zatrzymali w poniedziałek posłankę Koalicji Obywatelskie w Otwocku i powtarza za komunikatem służb, że mundurowi mieli nie wiedzieć, kim jest Kinga Gajewska. - Przyznam rację policjantom: nie każdy musi znać posłów - powiedział w programie "Newsroom" WP Marcin Samsel - ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. Zaznaczył jednak, że krytykowanie kogoś, za to, że ma czapeczkę oraz ciemne okulary jest śmieszne. - Jest absurdem i żenujące. Nigdzie nie jest jeszcze zapisane, że pani poseł nie może nosić czapeczki albo okularów, bo świeci słońce - zauważył z przekąsem Marcin Samsel. W jego ocenie sama interwencja była celowo "przeszacowana". - Przy legitymowaniu nie ma potrzeby, żeby ciągnąć kogoś do radiowozu - komentował przebieg działań policjantów w okolicach wiecu PiS w Otwocku. Analityk stwierdził, że z nagrań wynika, że iż nie chodziło o to, aby protestującą wylegitymować, ale żeby ją usunąć. - To kolejna taka interwencja. I to jest zasadniczy problem - podkreślił nasz gość. Zwrócił uwagę również na fakt, że takiej "odwagi" brakuje policjantom, kiedy w ich stronę przed meczami piłkarskimi pseudokibice kierują serie wulgarnych I obraźliwych okrzyków. - A tutaj: było, łatwo, prosto, można było się wykazać. Więc to zrobiono - podsumował Marci Samsel. Więcej w materiale wideo.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Oburzenie też w policji. "Agencja ochrony partii rządzącej"
5:17

Oburzenie też w policji. "Agencja ochrony partii rządzącej"

Nie milkną głosy oburzenia po zatrzymaniu posłanki Koalicji Obywatelskiej Kingi Gajewskiej w okolicach miejsca wiecu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości w Otwocku. Parlamentarzystka została siłą doprowadzona do radiowozu. - Kolejna taka interwencja, przy której nasuwa się powiedzenie "nadgorliwość gorsza od faszyzmu". Trudno to nazwać poprawną interwencją - powiedział w programie "Newsroom" WP Marcin Samsel - ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. Jego zdaniem wewnętrzne postępowanie może wiele nie wykazać. - Przepisy można naciągnąć. Jest jednak jeszcze coś takiego jak zdrowy rozsądek i wyszkolenie policjantów - stwierdził Samsel. Ocenił również interwencję wobec posłanki KO za bezzasadną, a policja musiała zakładać, że dojdzie do eskalacji. - Policjanci nawet chyba nie wiedzieli, jaką podstawę prawną stosowali - zauważył gość WP, komentując nagrania z incydentu. Zaznaczył, że do legitymowania nigdy nie może dojść tylko dlatego, że policjant "ma podejrzenie" wykroczenia. - Pytanie czy nadgorliwość tych konkretnych policjantów, czy dowódcy zabezpieczenia to jest to, czego polska policja oczekuje? Czy to nie powoduje, że formacja jest postrzegana jako agencja ochrony dla partii rządzącej, co nie podoba się wielu policjantom? - pytał ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. Więcej w materiale wideo.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga