mieszkańcy (strona 2 z 16)

Wrocław wyłączył windy. "To jest przesada"
2:11

Wrocław wyłączył windy. "To jest przesada"

We Wrocławiu służby rozłożyły worki z piaskiem, by zabezpieczyć się przed możliwymi skutkami obfitych opadów deszczu. To nie jedyne działania podjęte przez władze miasta. W związku z zagrożeniem powodziowym spółdzielnia mieszkaniowa "Energetyk" na Kozanowie zdecydowała o wyłączeniu wind w blokach. Reporter Wirtualnej Polski Jakub Bujnik zapytał mieszkańców Wrocławia, co sądzą o tych rozwiązaniach. - Mnie się zdaje, że to jest przesada - mówi jedna z kobiet. Wyjaśniła, ze bloku mieszkają ludzie z małymi dziećmi, osoby starsze. - (Te osoby -przyp.red.) są unieruchomione - podkreśla. - Myślę, że nie ma zagrożenia jako tako, żeby wyłączyć windy. Tym bardziej że starsi ludzie mieszkają na wyższych piętrach. To już jest kłopot - zauważa również inna wrocławianka. - Ani wyjść z domu, ani nic. Ja jestem po operacji i jak tu funkcjonować - mówi kobieta mieszkająca na 9 piętrze. Nasz reporter dopytywał mieszkaniec miasta, czy aż takie środki są potrzebne, aby przeciwdziałać zalaniu. - Jeśli to może nastąpić to tak, bo przeżyliśmy już jedną wielką powódź. Wiemy, na czym to polega - ocenia mężczyzna, zastrzegając, że raczej nie dojdzie do tej samej sytuacji co w 1997 roku. Inna kobieta również stwierdziła, że takie działania są potrzebne. - Tak powinno być. Jak ta straszna powódź była to myśmy się obawiali, przecież to może być znowu to samo, co było - stwierdziła.
Jakub Bujnik Jakub Bujnik
Kamila Gurgul Kamila Gurgul
Konflikt Rosja-Ukraina. Mieszkańcy wsi zajętej przez separatystów: chcemy mówić po rosyjsku
1:31

Konflikt Rosja-Ukraina. Mieszkańcy wsi zajętej przez separatystów: chcemy mówić po rosyjsku

W niemal opustoszałej wiosce na wschodzie Ukrainy rośnie napięcie w związku z konfliktem na linii Moskwa-Kijów. Wieś Wesele znajduje się na kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów obszarze Ukrainy w pobliżu Doniecka i graniczy z tamtejszym lotniskiem. To zaledwie kilometr od linii frontu. W 2014 roku Donieck został faktycznie opanowany przez prorosyjskich separatystów wspieranych przez wojska Rosji. Rada Najwyższa Ukrainy uznaje ten teren za okupowany przez obce siły. Rosja twierdzi natomiast, że Donieck jest stolicą Donieckiej Republiki Ludowej, quasi-państwa, nieuznawanego przez żadne z państw na arenie międzynarodowej. Większość domów po 2014 r. została tu zniszczona. Na kontrolowanym obszarze pozostała tylko garstka mieszkańców. Ci, którzy pozostali, bronią obecności sił rebelianckich i opowiadają się po stronie Rosji w trwającym blisko 8 lat konflikcie. - Wojska ukraińskie są blisko, w odległości ok. 1 km – podkreśla Władimir, mieszkaniec Wesela. - Myślę jednak, że tutaj nikt nie chce być częścią Ukrainy – dodaje mężczyzna. W podobnym tonie wypowiada się inna mieszkanka ukraińskiej wioski. - Chcemy mówić po rosyjsku. Nie chcemy rezygnować ze wszystkiego, co wydarzyło się w czasie II wojny światowej - deklaruje w rozmowie z agencją Associated Press Irina z Wesela. - Oni [Ukraińcy – red.] mają swojego bohatera Stepana Banderę. Dla nas on absolutnie nie jest bohaterem – dodaje kobieta. Szacuje się, że w pobliżu granic Ukrainy stacjonuje już ponad 100 tys. rosyjskich żołnierzy. O działaniach Rosji mówi się w kontekście możliwej inwazji. Kreml wszystkiemu zaprzecza. Donieck jest stolicą nieuznawanej międzynarodowo Donieckiej Republiki Ludowej, która powstała na terenie części obwodu donieckiego Ukrainy. W 2014 r. Rosja przejęła kontrolę nad Krymem i wsparła separatystów we wschodniej Ukrainie. W trwającym blisko 8 lat konflikcie zginęło ponad 14 tys. osób.
Konflikt Rosja-Ukraina. Mieszkańcy na linii frontu o inwazji i nadziejach na pomoc NATO
2:02

Konflikt Rosja-Ukraina. Mieszkańcy na linii frontu o inwazji i nadziejach na pomoc NATO

Ukraińcy mieszkający na linii frontu twierdzą, że starają się żyć normalnie. Liczą na ustanie walk mimo obaw o możliwą inwazję ze strony Rosji. Większość mieszkańców wsi Kateryniwka, położonej zaledwie 800 m od linii frontu, opuściła swoje domy. Ci, którzy tu pozostali, wciąż mają nadzieję na ustanie walk. - Żartujemy, że nadzieja umiera ostatnia. Wszyscy czekamy tu na pokój. Dzieci i wnuki nie mogą nas odwiedzać. Oni dorastają, wnuk ma już 13 lat. Chce go zobaczyć, on chciałby przyjechać z rodzicami - tłumaczy w rozmowie z Associated Press Liubov, mieszkanka Kateryniwki we wschodniej Ukrainie. - Ja na nich krzyczę i nie pozwalam im przyjechać. Rozmawiamy przez telefon i to wystarczy. Czekamy, aż to wszystko minie i nastanie tu pokój - dodaje. Punktem spotkań garstki mieszkańców jest lokalny sklep spożywczy. Wszyscy rano przychodzą tu po świeży chleb. Okoliczni żołnierze liczą na pomoc Zachodu. - Myślę, że wstąpimy do NATO, a USA nam pomogą. Nie tylko Amerykanie, ale i całe NATO oraz Unia Europejska - twierdzi Serhii Ushakov ukraiński żołnierz. - Mam nadzieję na pozytywny wynik. Jeśli chodzi o Rosję, to oni wywierają na wszystkich presję swoim gazem i ropą. Mogą szantażować cały świat – dodaje. - Rosja nigdy nie chce iść na żadne ustępstwa, uważa, że jest najpotężniejszym krajem na świecie – podkreśla Wołodymyr, członek ukraińskiej armii. - Nie wiem, czy Rosja i USA znajdą tu rozwiązanie. Źle się dzieje, kiedy dwa kraje decydują o przyszłości innego. My również powinniśmy brać udział w rozmowach, przedstawić swoją opinię – dodaje. Rosja przejęła kontrolę nad ukraińskim Krymem w 2014 r. i wsparła prorosyjskich separatystów we wschodniej Ukrainie. W trwającym na granicy konflikcie zginęło już 14 tys. osób.