WAŻNE
TERAZ

Syreny wyły na Lubelszczyźnie. Strażacy na miejscu, gdzie mogło coś spaść

manifestacja (strona 3 z 29)

Wiec poparcia Rosji na Krymie. Wyznawca Putina o wojnie: jest jeszcze wiele do zrobienia
2:00

Wiec poparcia Rosji na Krymie. Wyznawca Putina o wojnie: jest jeszcze wiele do zrobienia

Prorosyjska demonstracja na zaanektowanym Krymie. Proputinowcy zebrali się w czwartek (7 kwietnia) w Sewastopolu, by zamanifestować swoje poparcie dla inwazji Rosji w Ukrainie. Skandaliczny wiec został zorganizowany przez obecne władze Krymu w miejscu symbolicznym dla Ukraińców, które zostało zaanektowane w 2014 roku. Organizatorzy twierdzą, że w demonstracji poparcia dla działań Putina wzięło udział co najmniej 2 tys. osób. Uczestnicy wymachiwali rosyjskimi flagami i trzymali transparenty. Na jednym z nich widniał napis "Siła tkwi w prawdzie. Jeśli człowiek czuje, że ma rację, jest niezwyciężony". Z kolei wśród okrzyków często słychać było hasła "Donbas, Krym, Rosja". Natalia Chebanova, mieszkanka Krymu, przyznała agencji informacyjnej Associated Press, że Rosja ma jeszcze "wiele do zrobienia" w kwestii wojny. Kobieta stwierdziła również, że istnieje "historyczna sprawiedliwość i prawda", która, jej zdaniem, "zawsze należała do Rosjan i trzeba ją teraz przywrócić". Głosów poparcia dla rosyjskiej agresji było tu wiele. Nikt z uczestników nie używał określenia "wojna". - W 100 proc. popieramy specjalną operację wojskową ogłoszoną przez naszego prezydenta. Zawsze byliśmy i pozostaniemy Rosjanami. Będziemy robić to, co naród rosyjski zaplanował na przyszłość, zarówno gospodarczo, jak i poprzez specjalne operacje wojskowe – podkreślił Aleksander Letycki, mieszkaniec Krymu. Podobne proputinowskie demonstracje, głośno krytykowane przez społeczność międzynarodową, odbyły się do tej pory m.in. w Serbii i w Niemczech.
Siostrzeniec Morawieckiego na manifestacji Donalda Tuska. "Powinniśmy walczyć o normalność"
3
2:24

Siostrzeniec Morawieckiego na manifestacji Donalda Tuska. "Powinniśmy walczyć o normalność"

Siostrzeniec premiera Mateusza Morawieckiego Franek Broda pojawił się w niedzielę na placu Zamkowym w Warszawie. Młody aktywista nie krył powodów swojej obecności na prounijnej manifestacji zorganizowanej przez Donalda Tuska. - Nie mam zamiaru pozwolić na to, aby Polska wyszła z Unii Europejskiej – powiedział w rozmowie z reporterem Wirtualnej Polski Klaudiuszem Michalcem, dodając, że nie pojawił się na placu Zamkowym dla przewodniczącego PO. - Jesteśmy tutaj dla nas, dla Polaków dlatego, że powinniśmy walczyć o to, aby w naszym kraju była normalność, aby w naszym kraju była praworządność, czego ewidentnie nie ma aktualnie – stwierdził Franek Broda. Młody aktywista w rozmowie z reporterem Wirtualnej Polski odniósł się także do swojego niedawnego protestu, który odbył się pod siedzibą Ministerstwa Edukacji i Nauki m.in. z uwagi na anty-unijne wypowiedzi szefa resortu nauki Przemysława Czarnka. - Ministerstwo nas olało, zrobiło sobie z naszego spotkania ruch PR-owy. My nie pozwolimy na to. Był już pierwszy protest, teraz 14 (października – red.) będzie dzień nauczyciela i będziemy również protestować przed ministerstwem, ale na tym działania się nie skończą. Na pewno będzie coraz bardziej radykalnie – zapowiedział w rozmowie z WP siostrzeniec premiera Morawieckiego.