kryzys migracyjny (strona 10 z 13)

Prawa dziennikarzy ograniczone. "My z tego prawa skorzystaliśmy"
WIDEO

Prawa dziennikarzy ograniczone. "My z tego prawa skorzystaliśmy"

W związku z wprowadzeniem przez rząd stanu wyjątkowego na obszarach przy granicy z Białorusią zarówno część opinii publicznej, jak i wielu polityków opozycji nie zgadza się z tą decyzją, zarzucając rządowi m.in. odcięcie dziennikarzy od możliwości monitorowania panującej tam sytuacji. Jak stwierdził poseł Bartłomiej Sienkiewicz, rozporządzenie o stanie wyjątkowym zostało jego zdaniem "stworzone w jednym celu: żeby nie było żadnych innych niż PiS oczu nad granicą Polski". Do tych słów w rozmowie z Wirtualną Polską odniósł się wiceszef MSWiA Maciej Wąsik. - To nie my wymyśliliśmy ustawę o stanie wyjątkowym. Ona funkcjonuje w polskim porządku prawnym już od bardzo dawna, która przewiduje wiele różnych obostrzeń, które można stosować. Ja chciałbym przypomnieć, że wybraliśmy tylko kilka niezbędnych, tak, żeby dolegliwość tego stanu wyjątkowego była jak najmniejsza – skomentował Wąsik. Z kolei odpowiadając na pytanie, dlaczego dziennikarze nie mogą być na miejscu wydarzeń pod granicą z Białorusią stwierdził, że "na tym polega stan wyjątkowy". - Nie pozwolimy na to, żeby każdy ruch polskiego strażnika granicznego, polskiego żołnierza czy policjanta był pod okiem kamer albo osób, które twierdzą, że są dziennikarzami mediów społecznościowych. Nie można dopuścić do tego, żeby oni wykonywali swoje czynności, niezwykle niebezpieczne i trudne pod ciągłą, nieustanną presją, a do tego chciano doprowadzić – powiedział wiceszef MSWiA. - Polski porządek prawny przewiduje, że w określonych sytuacjach, i taka sytuacja jest na granicy, można ograniczyć prawo dziennikarzy do informowania opinii publicznej. My z tego prawa skorzystaliśmy świadomie, wiedząc jaka jest sytuacja – przyznał gość programu "Newsroom" WP.
Uchodźcy na granicy. Były oficer Agencji Wywiadu: Należy podjąć męskie decyzje
WIDEO

Uchodźcy na granicy. Były oficer Agencji Wywiadu: Należy podjąć męskie decyzje

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej trwa. Sytuacja koczujących uchodźców od kilku dni jest dramatyczna. - Na pewno białoruskie i rosyjskie służby w tym są. Ale daleki byłbym od nazywania tego wojną hybrydową. To są po prostu działania zaczepne - ocenił w programie "Newsroom" WP ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu. - Tych kilkudziesięciu uchodźców nie jest problemem. Więcej jest ich wyłapywanych przez Straż Graniczną na innych odcinkach. To są zupełnie inne proporcje. (...) Polskie służby i nasi partnerzy z NATO prowadzą odpowiednie działania rozpoznawcze i operacyjne o różnym nasileniu. To jest pod jakąś kontrolą - podkreślał były funkcjonariusz. Prowadzący Patrycjusz Wyżga dopytywał, jak powinno się rozwiązać kryzys na granicy w Usnarzu Górnym. - Trzeba go rozwiązać szybko, należy podjąć męskie decyzje, np. wysłać o 3 nad ranem autobus, który to zamknie w 15 minut. Trzeba tych ludzi wpuścić. Tylko jest jeden problem, bo wszyscy o tym zapominają. Co będzie, jeśli połowa z nich nie zostanie zakwalifikowana jako uchodźcy? Co my z nimi zrobimy? (...) To będą kolejne trudne decyzje - oświadczył ppłk Faliński, podkreślając, że polskie służby powinny przygotować się na kolejne kroki ze strony Białorusi. - Nawet jeśli uszczelnimy granice, to nie wiemy, co Łukaszenka wymyśli odnośnie Ukrainy. Na razie ma niezłe relacje z Kijowem. Ale jeśli puści w tamtym kierunku ruch, będzie trudniej - przekazał były oficer AW.
"To nie trzyma się kupy". Owsiak o ekstremalnych warunkach na granicy
WIDEO

"To nie trzyma się kupy". Owsiak o ekstremalnych warunkach na granicy

Sytuacja związana z kryzysem na granicy polsko-białoruskiej staje się coraz trudniejsza. Koczuje tam w ekstremalnych warunkach grupa kilkudziesięciu uchodźców. Imigranci nie mogą wrócić na Białoruś, nie mogą też przekroczyć polskiej granicy. - To jest wstrząsające wydarzenie. Na naszych oczach dzieją się rzeczy, które w normalnym świecie, w takim naszym, poukładanym jak najbardziej, nie mają miejsca. Widzimy, że kolejną dobę i kolejny dzień ludzie w warunkach absolutnie ekstremalnych, to już tak trzeba nazwać, koczują na tym kawałku ziemi – skomentował w programie "Newsroom" WP Jerzy Owsiak. Dodał też, że jego zdaniem eskalacja systemowych działań wokół tej sytuacji jest niezrozumiała. - Tam jest chyba 35 osób, a obok nich cała armia ludzi umundurowanych. Tak naprawdę do końca nie wiemy kim oni są, bo ci żołnierze są bez żadnych oznaczeń, nie mają żadnych nazwisk (na mundurach), samochody nie mają tablic rejestracyjnych. To jest trochę kuriozalne, bo chciałoby się, żeby ktokolwiek w ich imieniu także rozmawiał z dziennikarzami, którzy mają prawo tam być i którzy mają prawo dociekać – podkreślił Owsiak. - Abstrahując od wszystkich sytuacji (…), no to widzimy, że na naszych oczach te wszystkie standardy nie trzymają się kupy. (W pierwszych dniach) lokalna społeczność mogła dostarczyć tam jedzenie i dopiero z każdym dniem cała ta sytuacja wyglądała tak, jak by ktoś te standardy pisał na gorąco – stwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską Jerzy Owsiak.