badania (strona 4 z 30)

Dramatyczny wzrost zachorowań na choroby weneryczne. Naukowcy alarmują
WIDEO

Dramatyczny wzrost zachorowań na choroby weneryczne. Naukowcy alarmują

Liczba zachorowań na choroby weneryczne rośnie. Sytuacja wygląda dramatycznie w USA. Za wszystko głównie odpowiada jeden czynnik – pandemia COVID-19. Opublikowany we wtorek (12 kwietnia) raport autorstwa Jonathana Mermina z amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) nie jest optymistyczny. Pokazuje, że to pandemia COVID-19 przyniosła w Stanach Zjednoczonych dramatyczny wzrost zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową. Ma to związek ze spadkiem finansowania służby zdrowia oraz ze zmniejszeniem częstotliwości badań przesiewowych. W trakcie pandemii ludziom trudniej było dostać się do lekarza. Wzrost bezrobocia odbił się na braku ubezpieczenia zdrowotnego. Lekarzy i specjalistów kierowano na inne oddziały. - COVID-19 przyszedł w bardzo trudnym czasie dla kontroli chorób przenoszonych drogą płciową – powiedział Mermin - Mieliśmy już napiętą, rozpadającą się infrastrukturę publicznej opieki zdrowotnej. W Stanach Zjednoczonych jest wiele grup społecznych, które nie mają dostępu do specjalistycznych klinik. Doprowadziło to do zaostrzenia już rosnących trendów. Od 2019 roku zgłoszono 2,4 miliona przypadków chlamydii, rzeżączki i kiły, a ponad połowa zgłoszonych chorób dotyczyła osób w wieku od 16 do 24 lat. Liczba wykrytych przypadków chorób wenerycznych zmalała na początku pandemii w 2020 r. Wynikało to ze zwiększonego dystansu społecznego. Jednak w ciągu kilku miesięcy dane dramatycznie się pogorszyły.
Najszybsza migracja w historii ludzkości. Tajemniczy najeźdźcy ze Wschodu
WIDEO

Najszybsza migracja w historii ludzkości. Tajemniczy najeźdźcy ze Wschodu

Naukowcom udało się zrekonstruować najszybszą długodystansową migrację w historii ludzkości. W 567 lub 568 roku n.e. horda bojowników konnych pojawiła się ze wschodu, wypierając grupy germańskie z terenu Basenu Karpackiego na południowym wschodzie Europy. Byli to potężni konni wojownicy znani jako Awarowie. Przebywali na zdobytych przez siebie terenach przez ponad 200 lat, do momentu wpadnięcia w ręce Franków pod koniec VIII w. - W ciągu kilku lat przebyli ponad 5000 km z Mongolii po Kaukaz, a po kolejnych 10 latach osiedlili się na terenie dzisiejszych Węgier – podkreślił Choongwon Jeong, genetyk populacji z Seoul National University. - To najszybsza długodystansowa migracja w historii ludzkości, jaką do tej pory możemy zrekonstruować. Dowody genetyczne i relacje historyczne potwierdzają, że miejscem narodzin Awarów był Rouran: pierwsza konfederacja wczesnych plemion mongolskich rządzona przez chana. Do dalekiej podróży na drugi koniec świata skłoniła ich konieczność ucieczki przed tureckimi działaniami wojennymi. Osiedlili się w Kotlinie Karpackiej. Z bizantyjskich zapisów wiemy, że ich działania budziły strach i nienawiść. Oddział ten nie pozostawił po sobie żadnych pisemnych zapisów, jednak dzięki odnalezionym szczątkom możliwe będzie poznanie ich prawdziwej przeszłości. Gdy VIII wiek dobiegł końca, zagrożenie ze strony Awarów już nie istniało. Niegdyś okrutni mongolscy jeźdźcy odwrócili się i ponownie uciekli, a ich słynna linia krwi zniknęła w ciemnościach Europy tak szybko, jak się pojawiła.
Zabójczy grzyb w Teksasie. Przełomowe badania naukowców
WIDEO

Zabójczy grzyb w Teksasie. Przełomowe badania naukowców

To może być przełom po 20 latach udręki. Naukowcy z University of Texas w Austin odkryli naturalnie występujący patogen podobny do grzyba, który może zostać wykorzystany do zatrzymania rozprzestrzeniającej się plagi Mrówek Rasberry'ego w południowo-wschodnich Stanach Zjednoczonych. Ten inwazyjny gatunek, nazywany przez Amerykanów “szalonymi mrówkami”, już od dwóch dekad pojawia się w kolejnych częściach Teksasu, zabijając miejscowe owady i jaszczurki, odpędzając ptaki, a nawet oślepiając małe króliki, poprzez wypluwanie kwasu w ich oczy. - To rodzaj horroru – powiedział ekolog i główny autor badania Edward LeBrun, który opisał apokaliptyczne rzeki mrówek “płynące” po drzewach w miejscu inwazji w parku stanowym Estero Llano Grande. Groźne mrówki nie tylko niszczą ekosystem, ale i szukają instalacji elektrycznych, w których mogłyby się zagnieździć, powodując zwarcia i zniszczenia. Próby usunięcia ich pestycydami są bardzo toksyczne i służą jedynie spowolnieniu ich rozprzestrzeniania się, co prowadzi do stosów martwych owadów, które muszą zostać usunięte. Na szczęście wykryto naturalny patogen, który ma szansę na pokonanie inwazji “szalonych mrówek”. LeBrun razem ze swoim współpracownikiem Robem Plowesem zauważyli, że niektóre owady mają niezwykle duże odwłoki spuchnięte od tłuszczu. Okazało się, że wewnątrz znajdowały się zarodniki nieznanych dotąd grzybów, które atakowały gatunki inwazyjne, ograniczając ich zdolność do niszczenia lokalnych ekosystemów. Zespół będzie teraz kontynuował testowanie zabójczego grzyba we wrażliwych siedliskach w Teksasie. To wszystko, by chronić rodzime zagrożone gatunki.
Nieznane wiry na powierzchni Słońca. Tajemnicze odkrycie naukowców
WIDEO

Nieznane wiry na powierzchni Słońca. Tajemnicze odkrycie naukowców

Naukowcy z New York University w Abu Dhabi odkryli nowy rodzaj fali akustycznej o wysokiej częstotliwości rozchodzącej się na Słońcu. Wydaje się on przeczyć dotychczasowym oczekiwaniom. Fale pojawiają się na powierzchni Słońca jako wzór wirów, poruszających się w kierunku przeciwnym do obrotu Słońca. Fale te wydają się poruszać trzy razy szybciej niż przewidywała teoria. Fizycy zajmujący się energią słoneczną nie byli w stanie określić, co może być tego przyczyną. Odkrycie to sugeruje, że istnieje nowa fizyka Słońca, której naukowcy jeszcze nie znają, a także daje nowy wgląd w wewnętrzne właściwości i aktywność Słońca. Chociaż tak naprawdę nie możemy zajrzeć do jego wnętrza, to gwiazdy, takie jak słońce, są wyjątkowe, ponieważ ich wewnętrzne procesy często można wywnioskować na podstawie aktywności powierzchniowej. Szczególnie dużo mogą powiedzieć właśnie fale akustyczne. Są one generowane blisko powierzchni, a następnie są odbijane, w kierunku wnętrza, gdzie rezonują, tworząc drgania akustyczne. - Te nowe fale nie wydają się być wynikiem znanych dotychczas procesów i jest to ekscytujące, ponieważ prowadzi do zupełnie nowego zestawu pytań - zaznacza fizyk słoneczny, Chris Hanson. Jednak zmiany dzieją się też bliżej Ziemi. Naukowcy odkryli w oceanie fale o wysokiej częstotliwości, rozchodzące się do czterech razy szybciej niż przewidywała teoria. Wspólne badanie obu zjawisk może pomóc w rozwikłaniu kryjącej się za nimi tajemnicy.
Niepokojące odkrycie naukowców. W ludzkiej krwi znajdują się drobiny mikroplastiku
WIDEO

Niepokojące odkrycie naukowców. W ludzkiej krwi znajdują się drobiny mikroplastiku

Holenderscy naukowcy wykryli mikroplastiki w ludzkiej krwi. W 77,2 proc. próbek pobranych od zdrowych, dorosłych dawców obecne były drobiny mikroplastiku. Naukowcy wciąż próbują określić skutki spożycia tych maleńkich cząstek. Mikroplastik to małe kawałki plastiku o średnicy mniejszej niż 5 mm. Wcześniejsze badania wykryły ich obecność m.in. w mózgu, jelitach, czy łożysku nienarodzonych dzieci, ale nigdy wcześniej w próbkach krwi. - To odkrycie jest niezwykle niepokojące. Już jemy, pijemy i oddychamy plastikiem. Znajduje się w najgłębszym rowie morskim i na szczycie Mount Everest. A jednak produkcja plastiku ma się podwoić do 2040 roku – powiedział dyrektor naczelny Common Seas, Jo Royle. Szacuje się, że od lat pięćdziesiątych ponad 70 mln ton mikrodrobin plastiku zostało wyrzuconychdo oceanów w wyniku przemysłowych procesów produkcyjnych. Z badania wynika, że 50 procent próbek krwi zawierało politereftalan etylenu (PET), który wykorzystywany jest najczęściej do pakowania żywności i napojów. Odpowiedzialny za badania krwi, Profesor Dick Vethaak z Vrije Universiteit Amsterdam w Holandii, powiedział, że osoby, które martwią się o swoje zdrowie, mogą częściej otwierać okna w pomieszczeniach, ponieważ stężenie mikroplastiku jest zwykle wyższe wewnątrz budynków, a także ograniczać kontakt żywności, którą spożywamy z plastikiem. Według raportu WWF, z 2019 roku, wszyscy nieumyślnie spożywamy tyle plastiku, by co sześć miesięcy napełnić miskę o pojemności 125 gramów. Przy takim tempie konsumpcji moglibyśmy zjeść 2,5 kg mikroplastiku w ciągu dekady, czyli mniej więcej tyle samo, co standardowa boja ratunkowa.
Znikające lodowce w Europie. Badania włoskich naukowców w Alpach
WIDEO

Znikające lodowce w Europie. Badania włoskich naukowców w Alpach

Naukowcy z Instytutu Nauk Polarnych na Uniwersytecie Ca' Foscari w Wenecji rozpoczęli projekt ''Ice Memory'' na ośnieżonych szczytach masywu Gran Sasso we włoskich Alpach. Przybyli, aby zbadać pozostałości lodowca Calderone na wysokości 2700 m n. p.m., za pomocą specjalistycznego georadaru i magnetometru, próbując ustalić, ile lodu jeszcze w nim pozostało. Oprócz tego chcą zebrać bezcenne próbki, które zostaną przechowane w magazynie antarktycznym znajdującym się we francusko-włoskiej stacji polarnej Concordia. Ostatnim celem badań będzie uzyskanie nowych informacji o wpływie ocieplenia klimatu na planetę oraz na sam badany lodowiec. - Znaczenie tego miejsca jest istotne przede wszystkim dlatego, że "Calderone" jest ostatnim lodowcem Gór Apenińskich, a co ważniejsze, ten lodowiec może nam opowiedzieć historię klimatu i środowiska Morza Śródziemnego. Takich informacji nie da się uzyskać, badając inne lodowce w Alpach – powiedział Jacopo Gabrieli, naukowiec z Instytutu Nauk Polarnych CNR. Naukowcy szukają teraz odpowiedniego miejsca na lodowcu, aby wykonać odwiert. Chodzi o warstwę lodu o grubości nie mniej niż 25 metrów. Planują zacząć wiercenie w kwietniu 2023 roku. Warstwy lodu, z których zbudowany jest lodowiec, mogą mieć nawet dziesiątki tysięcy lat i zawierają informacje o warunkach klimatycznych z przeszłości, np. o składzie atmosfery, zmianach temperatury i rodzajach występującej tam roślinności. Naukowcy jak sami podkreślają, muszą się spieszyć, gdyż ich zdaniem, jeśli temperatury będą nadal rosły w obecnym tempie, do 2100 r. znikną wszystkie lodowce znajdujące się na wysokości poniżej 3600 m n.p.m. Według ich analiz lodowiec Calderone może stopnieć znacznie wcześniej, bo do 2050 roku.
WIDEO

Przebadali kości rybaka sprzed 5 tys. lat. Zaskakujące wyniki badań naukowców

Był myśliwym-zbieraczem, żył 5 tys. lat temu i zginął w wyniku utonięcia w słonej wodzie – naukowcy rozwiązali zagadkę starożytnych kości, odkrytych w północnym Chile. Ujawniono, że to szczątki topielca. To były przełomowe badania. Eksperci z Uniwersytetu w Southampton w Anglii pierwszy raz wykorzystali nowoczesne narzędzia kryminalistyczne na starożytnych kościach, by ustalić przyczynę śmierci mężczyzny. Chodzi o szczątki rybaka z epoki neolitu, znalezione w masowym grobie na wybrzeżu. Eksperci potwierdzili, że przyczyną śmierci mężczyzny było utonięcie w płytkiej wodzie. W kościach zbadano obecność okrzemków – grupy jednokomórkowych glonów. Znalezienie ich sugeruje, że dana osoba utonęła. Przeprowadzono także szereg analiz mikroskopowych z pobranego szpiku kostnego. Umożliwiło to wyszukanie większej liczby mikroskopijnych cząstek. W trakcie tak dokładnych analiz udało się ujawnić skamieniałe glony, jaja pasożytów i osad z płycizny. Szczątki które przebadano należą do mężczyzny w wieku od 35 do 45 lat. Wiadomo, że był myśliwym-zbieraczem. Odkrycie otworzyło nowe możliwości oceny szczątków prehistorycznych przodków z wykorzystaniem nowoczesnych technik. Badania prowadzono na stanowisku archeologicznym Copaca 1, które znajduje się ok. 29 km od miasta Tocopilla. To tu znajduje się grób z trzema dobrze zachowanymi szkieletami z epoki kamienia. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie "Journal of Archaeological Science".
WIDEO

Dieta low carb pod lupą. Naukowcy o skuteczności odżywiania niskowęglowodanowego

Osoby długo stosujące popularną dietę low carb (niskowęglowodanową) mogą cieszyć się większą utratą wagi, niż osoby stosujące inne diety. Jednak dla tego rodzaju diety nie potwierdzono żadnych korzyści zdrowotnych. To najnowsze ustalenia australijskich naukowców z University of Newcastle. Eksperci postanowili zbadać diety low carb, czyli niskowęglowodanowe, które od lat 70. promowane są jako rozwiązanie dla szybkiej utraty wagi. Do tej pory dietetycy podkreślali ich prozdrowotną moc z walce chorobami serca oraz cukrzycą. W tym rodzaju diety chodzi o ograniczenie spożywania węglowodanów, co pozwala skuteczniej spalać zgromadzony w organizmie nadmiar tłuszczu. Naukowcy dokonali przeglądu danych z bazy organizacji Cochrane. Pod lupę wzięto 61 badań blisko 7 tys. pacjentów z nadwagą. 1,8 tys. z nich chorowało na cukrzycę typu 2. Porównano diety odchudzające o różnej zawartości węglowodanów. Osoby stosujące diety niskowęglowodanowe od 3 do ponad 8 miesięcy straciły średnio o kilogram masy ciała więcej, niż osoby, które były na bardziej zbilansowanej diecie. Nie dotyczyło to cukrzyków. U osób chorujących na cukrzycę spadek wagi na początku był wyższy, ale później normował się. Wyniki u obu grup nie przełożyły się za to na poziom cholesterolu, ciśnienia czy regulacji cukru. Węglowodany znajdują się np. w pieczywie, płatkach śniadaniowych, mleku, jogurtach, owocach i warzywach. Znajdują się również w przetworzonych fast foodach, ciastkach, czipsach i słodkich napojach bezalkoholowych. Wyniki najnowszych badań opublikowano w czasopiśmie "The Conversation".
WIDEO

Zmiana DNA u kleszczy. Naukowcy o przełomowej metodzie walki z boreliozą

To pierwsze takie badania na świecie. Ograniczenie boreliozy i innych chorób przenoszonych przez kleszcze wkrótce może stać się rzeczywistością. Zespół naukowców z Penn State, University of Nevada, Reno oraz University of Maryland przetestował sposób edycji genów na tych żywiących się krwią pajęczakach. Wykorzystano do tego metodę CRISPR/Cas, która pozwala na manipulację genomem danego organizmu. Metoda umożliwiła zmiany części DNA kleszcza tak, by nie był w stanie rozprzestrzeniać swoich chorób. Dzięki metodzie CRISPR/Cas naukowcy ostrzykiwali jaja kleszczy, usuwając "kłopotliwe" geny. Przy pierwszej próbie zadziałało to w jednym na siedem przypadków. Przetestowano także wstrzykiwanie enzymu, który odcina bakterie boreliozy ciężarnym samicom kleszczy, zakłócając DNA ich potomstwa. Ta metoda zadziałała w jednym na dziewięć przypadków. W Polsce co roku przybywa ok. 20 tys. zakażonych boreliozą. Do tego dochodzą inne choroby odkleszczowe. Na boreliozę nie ma szczepionki, a obecne metody leczenia nie zawsze są w pełni skuteczne. Problem pogłębia się przez zmiany klimatyczne, które pozwalają kleszczom na szybką inwazję nowych obszarów, narażając jeszcze więcej ludzi i zwierząt na zakażenia. Odkrycie pokazuje, że edytowanie genów może być w przyszłości wykorzystane do opracowania sposobów walki z chorobami. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie "iScience".
Sensacja archeologiczna w Zatorze. Przypadkowe odkrycie ze średniowiecza
WIDEO

Sensacja archeologiczna w Zatorze. Przypadkowe odkrycie ze średniowiecza

Niezwykłe odkrycie w parku przypałacowym w Zatorze w Małopolsce. W trakcie prac remontowych Zamku Książęcego, archeolodzy natrafili na fundamenty murów obronnych średniowiecznego zamku. Mury znajdowały się kilkadziesiąt metrów od istniejącej zabudowy pałacowej. Odkryta budowla prawdopodobnie pamięta czasy Księstwa Zatorskiego (XV-XVI wiek). Na ślady murów natknięto się w 2020 r. W ubiegłym roku zorganizowano konferencję poświęconą niezwykłemu odkryciu. Teraz władze miasta przedstawiły najnowszy artykuł o średniowiecznej budowli. Nadzór nad pracami w miejscu remontu obecnego zamku prowadzi dr Krzysztof Tunia z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN - Ośrodka Archeologii Gór i Wyżyn w Krakowie. Ekspert opublikował wyniki badań w roczniku "Wadoviana. Przegląd historyczno-kulturalny". Odkrycie zaskoczyło archeologów, bo historia tego miejsca okazała się starsza, niż sądzono. Nikt nie spodziewał się śladów innego zamku - nie zachowały się żadne wzmianki lub inne źródła potwierdzające istnienie takiej budowli w Zatorze. Jak podkreślił ekspert Polskiej Akademii Nauk, w trakcie badań ustalono, że znajdował się tu średniowieczny zamek o kolistym murze obwodowym. Sam mur był z czasem przebudowywany. W trakcie prac archeolodzy natknęli się także na fragmenty ceramiki i monety. Dr Krzysztof Tunia podkreślił w swoim artykule, że prawdopodobnie pod koniec XVI w. lub w następnym stuleciu, zamek potraktowano jako kamieniołom dla nowej barokowej rezydencji, która po przebudowach widoczna jest do dzisiaj.
WIDEO

Nowa data przybycia Homo sapiens do Europy. Zaskakujące odkrycie w jaskini

Homo sapiens pojawił się w Europie 10-12 tys. lat wcześniej, niż zakładano. Do takich wniosków doszli naukowcy po zbadaniu starożytnej francuskiej jaskini Grotte Mandrin. Dowody z jej środka wskazują na wspólne lub naprzemienne zamieszkiwanie jednego obszaru – wynika z ustaleń zespołu Ludovica Slimaka z Uniwersytetu w Tuluzie. Do tej pory archeolodzy wskazywali, że neandertalczycy zniknęli z kontynentu europejskiego ok. 40 tys. lat temu, krótko po przybyciu Homo sapiens. Najnowsze ustalenia sugerują jednak, że przodkowie współczesnych ludzi przybyli do Europy nawet 54 tys. lat temu. Naukowcy analizowali tzw. warstwę E ziemi w jaskini Grotte Mandrin, w której znaleziono ok. 1,5 tys. kamiennych grotów. Okazało się, że były one mniejsze, niespotykane wśród neandertalczyków i nieznane w Europie w tamtym czasie. W jaskini odkryto także dziewięć zębów należących do sześciu osobników. Wśród nich znajdował się mleczak należący do człowieka współczesnego. Potwierdziły to analizy z wykorzystaniem najnowszych technologii. Muzeum Historii Naturalnej w Londynie podało, że to pierwszy taki dowód obecności Homo sapiens w tej części Europy. Zespół z Uniwersytetu w Tuluzie podkreślił, że obie populacje mogły żyć wspólnie na jednym terytorium lub walczyć o nie, zamieszkując jaskinię naprzemiennie. - Odkrycia z Mandrin są ekscytujące i stanowią kolejny element w układance tego, jak i kiedy współcześni ludzie przybyli do Europy – podsumował prof. Chris Stringer, współautor badań i specjalista w dziedzinie ewolucji człowieka w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Wyniki najnowszych badań opublikowano w czasopiśmie "Science".
Tajemnicza choroba dziesiątkuje rozgwiazdy. Zwierzęta zamieniają się w breję
WIDEO

Tajemnicza choroba dziesiątkuje rozgwiazdy. Zwierzęta zamieniają się w breję

Tajemnicze schorzenie dziesiątkuje populację milionów rozgwiazd, zamieniając je w galaretowatą breję. Naukowcy desperacko próbują pomóc tym morskim drapieżnikom. Dochodzi do rozpadu tkanek i fragmentacji ciał. Choroba pojawiła się w 2013 r., uderzając w co najmniej 20 gatunków rozgwiazd od Zatoki Kalifornijskiej w Meksyku, po Zatokę Alaska. Podobne przypadki odnotowano także w wodach odległej zatoki Port Phillip w Australii, w trakcie ekstremalnej fali upałów. Naukowcy z Oregon State University zbadali 200 purpurowych rozgwiazd Pisaster ochraceus, znanych jako rozgwiazdy ochry. Obserwowano razem zdrowe i chore osobniki, szukając genetycznych predyspozycji do odporności u niektórych z tych drapieżników. Naukowcy ustalili, że zdrowe osobniki minimalnie różnią się genetycznie od tych chorujących. Niezbędne są jednak dalsze analizy. W 2021 r. badacze zasugerowali, że tajemnicza choroba jest wynikiem interakcji pomiędzy środowiskiem morskim rozgwiazd a mikrobami. Analizy wykazały, że zakwity mikrobów (np. fitoplanktonu), wywołane przez ocieplające się wody, uszczuplają zasoby tlenu, a to przyspiesza śmierć i rozkład rozgwiazd. Ich ciała zapewniają wtedy składniki odżywcze dla mikrobów i koło się zamyka. - Niezależnie od tego, jasne jest, że choroba nasila się wraz ze wzrostem temperatur. Poważne redukcje populacji wystąpiły w cieplejszych regionach południowych – podkreśla Andrea Burton, biolog morska, współautorka badań. W tej chwili jedną pewną rzeczą jest konieczność zahamowania zmian klimatycznych. Mimo długoterminowej perspektywy, dla części gatunków może być już za późno. Niektóre drapieżne rozgwiazdy są kluczowe dla właściwego utrzymania ekosystemu i bioróżnorodności. Wyniki dotychczasowych badań opublikowano w czasopiśmie "Molecular Ecology".