armia rosyjska (strona 7 z 8)

Parady rosyjskich wojsk Putina o niczym nie świadczą? Ekspert wspomina wpadkę
WIDEO

Parady rosyjskich wojsk Putina o niczym nie świadczą? Ekspert wspomina wpadkę

Władimir Putin wojnę w Ukrainie nazywa operacją specjalną, czyli szybką akcją wymagającą więcej straszenia niż walki. Tak było już w Czeczenii czy Gruzji. W Ukrainie spotkał się z bardzo dużym oporem. - Możliwe, że Putin padł tu ofiarą nie tyle własnej miłości do operacji specjalnych, ale postrzegania świata przez pryzmat czekisty - ocenił dr Michał Piekarski z Uniwersytety Wrocławskiego. - Jest przekonany, że społeczeństwo nie ma własnej podmiotowości, że ludzie wychodzą na ulice nie dlatego, że są czymś wzburzeni, ale dlatego, że ktoś ich przekupił. Być może Rosjanie liczyli, że te pierwsze 24-72 godziny doprowadzą do obalenia ukraińskich władz, rozbicia armii. Gdyby Putin był takim fanem operacji specjalnych, to wiedziałby, że wymagają drobiazgowego przygotowania. Operacja specjalna w takim rozumieniu jak prowadzą to Amerykanie, to to nie jest. Rosja jest państwem niedemokratycznym, w którym wydatki nie podlegają żadnej kontroli. W przypadku armii zachodnich mamy aparat nadzoru, są izby kontroli, komisje parlamentarne, które mogą pytać. Są dziennikarze, którzy mogą zadawać i zadają trudne pytania. Na tym polega kontrola demokratyczna nad siłami zbrojnymi - stwierdził ekspert. Mateusz Ratajczak dopytywał o rosyjskie parady wojskowe, na których Putin prezentował swoją armię jako największą i najmocniejszą na świecie. - Dużo łatwiej przeprowadzić paradę, która polega na tym, by ludzi i sprzęt ustawić w określonym szyku i on przejechał, a i tak zdarzają się wpadki. Najnowszy rosyjski czołg w fazie prototypu na jednej z takich parad się zepsuł. Parady to coś, co Rosjanie robią wizerunkowo fantastycznie od lat, ale armia defiladowa i armia skutecznie walcząca na polu walki, to dwie różne rzeczy - dodał dr Piekarski.
Niskie morale w rosyjskiej armii. "Tej kampanii nie da się logicznie wytłumaczyć"
WIDEO

Niskie morale w rosyjskiej armii. "Tej kampanii nie da się logicznie wytłumaczyć"

- Jakie jest morale w rosyjskiej armii? Wspominała pani o tym, że wśród rosyjskich żołnierzy jest pewien chaos, oni nie wiedzą, dlaczego zostali skierowani na tereny Ukrainy. Słyszymy także informacje, że tym, którzy dostali się do niewoli, Ukraińcy robią zdjęcia i wysyłają do kontaktów w ich telefonach. Jak to może wpływać na morale w rosyjskiej armii? - pytała Annę Marię Dyner Agnieszka Kopacz, prowadząca program "Newsroom WP". - Myślę, że to będzie bardzo mocno podważało morale i sądzę, że wielu żołnierzy, w tym ci, którzy jeszcze nie biorą obecnie udziału w walkach, zadaje sobie pytanie "dlaczego?". Działania tej kampanii nie da się jakkolwiek logicznie wytłumaczyć, nawet działania w Syrii można było nadać im hasło, że jest to wojna z terroryzmem, który dotyka każdego państwa na świecie, w tym Rosję. Tutaj trudno zarzucić Ukrainie jakiekolwiek agresywne działania, więc to Rosja postawiła wśród państw agresorów, które napadają na inne kraje. Im dłużej ta operacja będzie trwała, to morale i nastawienie w siłach zbrojnych będzie coraz słabsze - mówi Anna Maria Dyner, analityczka ds. Białorusi. - Wprost przeciwna sytuacja dzieje się po drugiej stronie, wśród Ukraińców, gdzie morale wydaje się być bardzo duże. Myślę, że tu działa zasada sprzężenia zwrotnego. To, że ukraińska armia się nie poddała tylko się broni, wzmacnia morale społeczeństwa. To działa także w drugą stronę: jeżeli żołnierze ukraińskiej armii widzą, że mają kogo bronić, że ludzie nie chcą, żeby się poddali, to jest im znacznie łatwiej. Poza tym oni bronią swojej ziemi, rodzin i państwa, więc siłą rzeczy morale są o wiele wyższe. Nie ma też co się oszukiwać: Wołodymir Zełeński wyrósł na męża stanu, widać, że kieruje obroną, cały czas podkreśla, że losy Ukrainy leżą w rękach wojska i społeczeństwa, które bardzo karnie wykonuje polecenia. To pokazuje też, jak duża jest determinacja wśród Ukraińców, co już jest jednym z największych zwycięstw tego państwa - dodała ekspertka.