Jarosław Kaczyński (strona 64 z 380)

Powiedział to wprost do kamery. "Proszę zostawić Zandberga w spokoju"
7:15

Powiedział to wprost do kamery. "Proszę zostawić Zandberga w spokoju"

Podczas przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego na komisji ds. Pegasusa wspomniano o naleśnikarni posła Zembaczyńskiego. Kaczyński powiedział do posła KO "wie pan, jeżeli ktoś jest w stanie zrujnować naleśnikarnię to naprawdę". Następnie Jacek Ozdoba z Sejmowej mównicy krzyczał m.in "cicho bądź tam Nitras, przedawkowałeś tam już politykę dawno" oraz "cieszę się, że ‘Naleśnik’ cicho siedzi, a ty tam ‘King Kong’, też cicho siedź", za co możliwe, że zostanie ukarany przez Prezydium Sejmu. W programie "Tłit" Wirtualnej Polski Ozdoba na początku odniósł się do słów Kaczyńskiego, ponieważ prowadzący Michał Wróblewski zasugerował, że to on powiedział prezesowi o naleśnikach. - Ja nie rozmawiałem z prezesem Kaczyńskim na temat naleśników przed komisją - powiedział roześmiany. Dziennikarz dopytywał także, kto jest „King Kongiem”, o którym mówił. - Proszę zostawić Zandberga w spokoju, on nie jest "King Kongiem" - powiedział wprost do kamery poseł SP. Odnosząc się to prawdopodobnej kary, gość programu powiedział, że Hołownia "to jest człowiek niepoważny". Zwrócił także uwagę, że wtedy marszałek "był zdenerwowany, bo mu gnój pod domem wywieźli". - Ale, za trzy słowa były po cztery tysiące - skomentował poseł. Na koniec Ozdoba podsumował, że Hołownia jest w kleszczach, a on chce mu pomóc. - Szymonie zejdź z tej drogi - powiedział wprost do kamery.
Michał Wróblewski Michał Wróblewski
Kamila Gurgul Kamila Gurgul
Prof. Nałęcz o "zapasach w błocie". "W tej konkurencji komisja nie wygra"
6:06

Prof. Nałęcz o "zapasach w błocie". "W tej konkurencji komisja nie wygra"

Podczas przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego przed sejmową komisją śledczą ds. Pegasusa doszło do słownego starcia prezesa z posłem KO Witoldem Zembaczyńskim. Gość programu "Newsroom" Wirtualnej Polski, prof. Tomasz Nałęcz, historyk, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego i były przewodniczący komisji śledczej ds. "afery Rywina", przyznał, że nie jest "admiratorem zachowań niektórych posłów, także należących do koalicji 15 października". - Uważam, że w sytuacji, w której i świadkowie należący do PiS, i posłowie PiS delegowani do komisji, stosują dezorganizację prac komisji poprzez nieregulaminowe zachowania, a mówiąc językiem potocznym, próbują zmienić pracę komisji w zapasy w błocie, to próba stanięcia w tej konkurencji, stawienia im czoła i wygrania tych zapasów w błocie, jest z góry skazana na niepowodzenie - ocenił prof. Nałęcz. Pytany, czy różnica w podejściu do pracy w komisjach śledczych przed laty i obecnie nie ma związku ze zmianą pokoleniową wśród polityków, a tym samym podejściem do prawa i obowiązkami wobec państwa, odparł, że tak by tego nie wyjaśniał. - Urodziłem się w tym samy roku, co Jarosław Kaczyński, a uważam, że istotą zła w ten piątek przed komisją ds. Pegasusa był właśnie Jarosław Kaczyński, a nie komisja. Poza tym, Jarosław Kaczyński jest z Żoliborza, czyli tej "lepszej" Polski, więc powinniśmy zobaczyć "lepszą twarz" tej Polski, a zobaczyliśmy politycznego chuligana, a nie doktora prawa - ocenił prof. Tomasz Nałęcz.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Violetta Baran Violetta Baran